Wytrawny znawca Ukrainy Aleksander Kwaśniewski jest od lat na liście płac oligarchy Wiktora Pinczuka, a Pinczuk ma poważne kłopoty finansowe. Jak mądrzyć się na temat kryzysu na Ukrainie kiedy siedzi się w kieszeni jednej ze stron? Wyjaśniamy kulisy:

Aleksander Kwaśniewski oświadczył wczoraj w TOK FM na temat Ukrainy (cytat): "Kompromis jest trudny z tego względu, że wszyscy się tam nienawidzą".

My w każdym razie wiemy po której stronie jest Aleksander Kwaśniewski. Dzisiaj rozpoczynamy nowy kilkuodcinkowy serial o wzlocie i upadku ukraińskiego kasjera Kwaśniewskiego:

Cześć Pierwsza: Początek Prawdziwej Męskiej Przyjaźni

 

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Aleksander Kwaśniewski nie został należycie doceniony przez świat po odejściu w 2005 r. na skromną prezydencką emeryturę (plus darmowa limuzyna BOR z obstawą i bez limitu na benzynę). Nie dostał prezydencji Unii Europejskiej lub szefostwa ONZ. A prezydencka emerytura to przecież za mało aby żyć, jak przypomina nam często Lech Wałęsa (który pomimo wszystko wygląda na dobrze odżywionego i w szampańskim humorze). Wałęsa przynajmniej zainkasował Nobla a Jaruzelski ma generalską emeryturę, podczas kiedy Kwaśniewski wylądował na wczesnej emeryturze bez złotego spadochronu. Co najwyżej ze złotym zegarkiem.

 

Co prawda niektórzy zawistni ludzie opowiadają na mieście, że Kwaśniewski jest bogaty, ale kto w to uwierzy? Gdyby Kwaśniewski był bogaty to jego małżonka zamiast dorabiać w TVN Style byłaby współudziałowcem TVN a zamiast mieszkania na post-modernistycznym blokowisku w Wilanowie miałaby dom w St. Moritz, Bentleya na szwajcarskich numerach i prywatny jet.

 

Na szczęście emeryt Kwaśniewski został szybko dostrzeżony przez byłego działacza Komsomołu, ukraińskiego oligarchę i filantropa Wiktora Pinczuka. Pinczuk miał zawsze serce otwarte na innych. W 1997 roku zakochał się w córce ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy i szczęście w miłości przyniosło mu także szczęście w biznesie. W przeciągu kilku lat zięć Kuczmy awansował do stopnia miliardera. Dzisiaj Pinczuk wciąż figuruje na liście 10 najbogatszych Ukraińców, według miesięcznika Forbes.

 

Proces zarabiania pierwszego miliarda na Wschodzie przebiega trochę inaczej niż na Zachodzie. W odróżnieniu od Billa Gatesa czy Steve Jobsa nie trzeba wynaleźć nowych produktów i usług, ale trzeba być wybrańcem bogów, partycypować w prywatyzacji państwowych spółek i utrzymywać dobre kontakty na szczytach władzy.

 

Podczas trwania prezydentury Kuczmy Pinczuk zmontował grupę Interpipe, w skład której weszło kilka dużych spółek produkujących rury oraz bank. Strumień pieniędzy z rur pozwolił Pinczukowi nie tylko należycie zadbać o córkę prezydenta ale też wykreować się na kolekcjonera sztuki, filantropa i hojnego donatora żydowskiej wspólnoty religijnej na Ukrainie i za granicą.

 

Oligarcha musi być nie tylko bajecznie bogaty ale i wrażliwy. Idealnie na sztukę, im droższą tym lepiej. Pinczuk wydał więc dziesiątki milionów dolarów na dzieła rożnych artystów na fali, ze szczególnym upodobaniem twórczości londyńskiego artysty Damiena Hirsta. Londyńskie preferencje artystyczne są być może konsekwencją zakupu przez Pinczuka luksusowej rezydencji w tym mieście, za 100 milionów dolarów. Londyn jest od wielu lat alternatywnym miejscem zamieszkania dla członków Wschodniego „Who is Who”, do których należą także polscy oligarchowie. Dla utrzymania pewnej równowagi pomiędzy artystami biednymi i bogatymi Pinczuk otworzył także centrum sztuki dla młodych zdolnych w Kijowie, oczywiście firmowane jego nazwiskiem.

 

Modne wśród wschodnich oligarchów jest także wspieranie finansowe wspólnot religijnych. Podczas kiedy u nas wspieranie Kościoła Katolickiego uchodzi za szczyt moherowego obciachu i zaściankowości, najwięksi ukraińscy oligarchowie nie owijają w bawełnę faktu, że wspierają hojną ręką żydowskie wspólnoty wyznaniowe na Ukrainie i za granicą.

 

Oprócz działalności kulturalnej i charytatywnej, porządny oligarcha musi też stworzyć fundacje ekologiczne lub polityczne, idealnie pro-europejskie. Niektórzy byli działacze Komsomołu wydaja się być większymi Europejczykami niż najlepsi z najlepszych działaczy Związku Studentów Polskich (aktualnie skupieni w Stowarzyszeniu Ordynacka). Jest to dosyć interesująca darwinowska ewolucja. Skoro struktury Komsomołu były z założenia wylęgarniami narybku na przyszły partyjny beton wysokiej rangi, tak szybka i błyskotliwa konwersja byłego narybku nasuwa oczywiście pewne pytania. Czy młodzi komuniści byli tylko oportunistami i nie wierzyli w zwycięstwo socjalizmu nad kapitalizmem i imperializmem ? Czy wychowawcy-agitatorzy spartaczyli robotę? A może cudowna konwersja jest tylko częścią większego planu a konwertyci są częścią piątej kolumny naszych czasów?

 

Pieniądze Pinczuka popłynęły najpierw do fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae, która promuje hurtowo pojednania wszelakiej maści (ukraińsko-polskie, polsko-niemieckie i polsko-żydowskie). W początkowym przypływie entuzjazmu Pinczuk zagalopował się nieco i przelał aż milion złotych na konto fundacji, podczas kiedy inni donatorzy wpłacali z reguły kilka tysięcy. Zrobiło się trochę zamieszania. Być może nikt nie powiedział Pinczukowi, że w Polsce sprawy załatwia się w mniejszym rozmachem i dyskretniej, według starej słowiańskiej mądrości ludowej "tisze jedesz, dalsze budiesz".

 

Aleksander Kwaśniewski został także szybko dookoptowany do rady fundacji Pinczuka pod nazwą "Yalta European Strategy" (YES), gdzie znalazł się w towarzystwie byłego bankiera Rothschilda oraz spin doktorów pracujących dla francuskich socjalistów i powiązanych z francuska masonerią. Fundacja YES działa z rozmachem, organizując coroczne szampańskie konferencje w Jałcie oraz w Szwajcarii. Co prawda Szwajcaria nie jest członkiem Unii Europejskiej, ale posiada niewątpliwą przewagę jeżeli chodzi o dostęp do kont bankowych, co z pewnością ułatwia organizację i logistykę konferencji.

 

Kwaśniewski stał się częstym gościem Pinczuka na Ukrainie, pomimo tego, że podróże na wschód są dla niego meczące i powodują czasami niedowład nóg lub problemy z wymową. Ale dzięki nagromadzonej głębokiej a często i wytrawnej znajomości ukraińskich realiów Kwaśniewski pozyskał z czasem także zaufanie Parlamentu Europejskiego i został oddelegowany do specjalnej misji na Ukrainie, razem z Irlandczykiem Patem Coxem. Pat to także drugie imię tej eksperckiej Mission Impossible , która trwa od połowy 2012 roku, z wynikami jakie widzimy na własne oczy w telewizyjnych relacjach z Majdanu....

 

Koniec części pierwszej. Ciąg dalszy nastąpi.

 

 

Masońska międzynarodówka naszych nowych wspaniałych czasów