Bananowa republika od złotego melona do bursztynowej gruszki? Po wygranej PO w wyborach 2007 szefem ABW w Gdańsku został komendant policji z Lęborka, 36-letni Adam Gruszka. Amber Gold zebrał spoko swoje żniwo a gruszka spadła z wierzby dopiero teraz.

Gdańsk to matecznik Platformy oraz miasto w którym ludzie zdolni i ambitni mogą osiągnać wszystko. Prezydent miasta Paweł Adamowicz (ksywa "Budyń") dorabia się 7 mieszkań w okresie rządzenia PO, dziennikarz "Gazety Wyborczej" Józef Bąk dostaje propozycje pracy z lotniska Wałęsy i OLT Express, sędzia Ryszard Milewski jest uprzejmie dyspozycyjny na telefon a prowincjonalny aferzysta Marcin P. staje się pełnej gęby międzynarodowym finansistą i szefem Amber Gold.

W takim doborowym towarzystwie to i szef gdańskiej delegatury ABW nie może być kimś przypadkowym. Pamiętamy przecież wyborcze obietnice PO o tym, że "zasady zobowiązują". Kilka miesięcy po objęciu władzy przez PO (by żyło się lepiej) szefem ABW w Gdańsku zostaje więc 36-o letni Adam Gruszka, poprzednio komendant powiatowy policji w Lęborku. Komendant Gruszka dzielnie szefuje delegaturze ABW wysławiając się m.in. znalezieniem skradzionego Porsche. Chyba za to dostaje awans na stopień pulkownika, bo w innych dziedzinach ABW robi raczej mało.

Podczas szefowania Gruszki skrzydła w Gdańsku rozwija młody zdolny Marcin P. Spółka Amber Gold działa spokojne przez dwa lata, reklamuje się w największych gazetach i kradnie 600 milionów PLN. Likwidator odnajduje marne 30 milionów PLN czyli 5% sumy. Mówi się, że ludzie Amber Gold wywozili gotówkę samolotami, ale to nic, to mało istotny detal. Dla KNF i ABW ważniejsze jest przywalenie (jeżeli można) Kasom Stefczyka.

Mówi się też, że Gruszka to znajomy kaszubskiego posła PO, Kazimierza Plocke. Gruszka siedzi więc sobie na stołku szefa ABW w Gdańsku przez 6 lat. Podaje się do dymisji dopiero kilka dni temu. Mówi się o "zmęczeniu materiału".

Z pewnością nie chodzi o zmęczenie materiału dowodowego w sprawie Amber Gold, bo tego materiału dowodowego jest tyle co kot napłakał. Amber Gold to porządna profesjonalna piramida zarządzana przez rozwiedkę, więc śledztwo niczego nie wykaże. Założymy się? Nie będzie winnych (poza Marcinem P. i kilkoma statystami) i nie będzie odzyskanej kasy. Dlaczego? Dlatego, że tak działają rozwiedki. Bezkarnie.

Schemat Amber Gold nie jest nowy, 15 lat temu algierska wojskowa rozwiedka zmontowała podobny numer, ale na większą skalę. Na arenę cyrku dla ciemnego ludu został wypuszczony młody zdolny człowiek znikąd, niejaki Rafik Khalifa, aptekarz z wykształcenia (zdjęcie poniżej). Khalifa zaczął, tak jak magik na kokainie, "budować" imperium finansowo-biznesowe w Algierii i Francji (banki, telewizja, linie lotnicze itd.). My mieliśmy Amber Gold, Algierczycy mieli Khalifa Bank. My mieliśmy OLT Express, Algierczycy mieli Khalifa Airlines, która wynajęła kilkadziesiąt samolotów od Airbusa. Amber Gold był reklamowany przez Pawła Adamowicza, Khalifa był promowany we Francji przez francuskich polityków i celebrytów.

Młody, zdolny, anonimowy czyli Rafik Khalifa, algierski prototyp Marcina P.  

Tak jak Amber Gold, cudowne imperium Rafika Khalify zatrzymało się pewnego dnia w miejscu i okazało się, że zniknął miliard dolarów depozytów a sam Rafik Khalifa schował się w Londynie. Kilka tygodni temu Khalifa został przekazany władzom Algierii i tak jak Marcin P. siedzi sobie teraz w więzieniu. Mówi się, że Khalifa nic nie powie. O ile dożyje do procesu.

Pieniądze Amber Gold i Khalifa Bank krążą gdzieś po świecie. Jak to mawiają w filmach Barei: "No i co nam zrobicie?"

 

Obiecywali gruszki na wierzbie tuż pod nosem ABW