Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1771 postów 1757 komentarzy

+ Goodbye ITI + Прощай ИТИ +

Stanislas Balcerac - Z Panamy przez PRL do III RP, czyli o wpływie Wizjonerskiej Strategii Inwestowania (WSI) na Polskę -- czytaj cała prawdę całodobowo -- na mPolska24.pl oraz na Facebook / Goodbye ITI -- i myśl samodzielnie, bez TVN24

Tajna broń

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Odpowiednio legendowany Wałęsa miał służyć nie tylko do duraczenia ciemnego polskiego ludu o "obaleniu" komunizmu "tymi to ręcami", ale był także produktem eksportowym, nazwanym w 2013 roku "tajną bronią", przez małżonkę Radka, Anne Applebaum.

Zbyt często zapominamy, że duraczenie napompowaną legendą Wałęsy było przygotowane nie tylko na użytek wewnętrzny w Polsce, ale także na użytek zewnętrzny. Wałęsa był wystawiany na pokaz jako model, przez tych którzy zajmują się zawodowo duraczeniem ciemnych mas.

Kiedy Platforma przejęła władzę w Polsce i ochoczo wystawiała Wałęsę na pokaz, żona ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, Anne Applebaum, tak kadziła w opiniotwórczym Washington Post (2008):

Since the death of Pope Jean Paul II, he is, simply, the greatest living symbol of the collapse of communism, the embodiment of the idea that ordinary people -- electricians, shipyard workers -- can bring down dictatorships. In the contemporary world, the Dalai Lama plays a similar role.

www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/12/08/AR2008120803296.html

Kilka lat później Applebaum rozochociła się do tego stopnia, że w 2013 roku przedstawiała dumnie Wałęsę jako (cytat) "tajną broń":

Anne Applebaum@anneapplebaum

 

Lech Walesa, secret weapon 

//www.foreignpolicy.com/articles/2013/06/26/solidaritys_promise …

Odpowiedź na pytanie kto tą tajną broń naoliwiał i uzbrajał oraz kto nią manewrował pozostawiamy samodzielnie myślącym czytelnikom.

Po jaśminowej rewolucji w Tunezji, rząd Tuska wysłał Wałęsę do Tunisu aby ten wytłumaczył tubylcom jak się robi demokrację. Do dyspozycji Wałęsy podstawiono rządowy TU-154 M (zdjęcie poniżej). Wyobrażamy sobie ile taka podróż kosztowała, tylko w samym paliwie lotniczym ! 

Wraz z Wałęsą demokrację Tunezyjczykom objaśniali wtedy m.in. Aleksander Smolar i Jerzy Stępień. Jak widzimy z doniesień medialnych, biedna Tunezja do dzisiaj nie może się po tym pozbierać. Ale za to Tunezyjczycy tak się zapatrzyli w Wałęsę, mistrza w skoku przez płot, że teraz masowo skaczą przez płoty graniczne pomiędzy Grecją i Macedonią.

Kiedy na sąsiedniej Ukrainie wybuchła "oddolna spontaniczna rewolucja obywatelska", Wałęsa został oddelegowany na Ukrainę aby wyjaśnić banderowcom jak się robi demokrację (zdjęcie).

Wałęsa był więc produktem eksportowym w czasach rządów Tuska, "tajną bronią" obcmokiwaną przez Anne Applebaum na łamach amerykańskiej prasy jako (cytat) "największy żyjący symbol obalenia komunizmu".

Możemy sobie wyobrazić jak generał Kiszczak śmiał się z kolegami generałami przy koniaku, oglądając i czytając te idiotyzmy. A w Moskwie to chyba tarzali się ze śmiechu po podłodze.

Od czasu rewelacji z teczek Kiszczaka pani Applebaum jakoś zamilkła ...

 

Tajna broń ładowana na pokład TU-154M w drodze do Tunezji  
 
Lech Wałęsa wsiada do rządowego samolotu na warszawskim lotnisku Okęcie / fot. W. Pacewicz /PAP
 
Tajna broń czyli Wałęsa w Tunezji wyjaśnia jak się robi demokrację

 

 
Dyplomacja Sikorskiego czyli kapuś kłania się banderowcom
 
 
Konfident komunistycznej bezpieki był "tajną bronią" na eksport
 

KOMENTARZE

  • all
    miała być tajna broń, ale gen. Czesław - mrucząc: ja wam, kuźwa, dam bohatera - zaślepił lufę - i czekał leniwie aż ktoś naciśnie spust.... z jednej strony żal, że nie zobaczył swego dzieła, z drugiej, jakby żył, szanowna Małżonka nie odważyłaby się być rozrzutną

    teraz może ktoś napisze powieść - albo choć opowiadanie: "Czesław nie doczekał"
  • Ale zakłamana (blisko)wschodnia banda...tfuu.Co Ona powie, jak niejakiego Mazowieckiego zdemaskują jako kapusia
    SB.
    Ci Żydzi z Pochodzenia,to bronią "Grubej Krechy" i kapusiów SB itd., bo są umoczeni w komunizm na masową skalę - a ciemnej masie na Zachodzie i Wschodzie wciskają książki a'la "Gułag".
  • Gen. Skalski o torturach Różańskiego w filmie: Bolek Wałęsa Szpicel z marginesu
    https://youtu.be/GVGI6Xo4Ve0?t=19m16s
  • Ostatnio scenarzysta nieco obniżył loty..
    ..ale ten odcinek Matrixa był, przyznaję, wyśmienity.
    Czekam na dalszy ciąg..
    Oto na naszych oczach Morpheus, którego mimo wąchola, bladej twarzy i podobizny bliskowschodniej niewiasty w klapie, poznajemy na zdjęciu po charakterystycznych okularach, publicznie przepoczwarza się w agenta "Bolo" Smitha.
    Mam nadzieję, że udział Bola nie oznacza, że następny odcinek będzie miał tytuł "Krwawy Sport", a główną rolę zagra w nim Jean Claude "ja vam Dam" Juncker, wraz z kpr. Schulze, skądinąd postaci z niegdysiejszego filmu "Krzyż Żelazny".
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Jak ludzie Sorosa stworzyli pierwszy KOD





    http://alexjones.pl/aj/aj-nwo/aj-informacje/item/76995-jak-ludzie-sorosa-stworzyli-pierwszy-kod



    [w oryginale duuużo zdjęć, zaznaczam je. MD]



    Od kilku tygodni pewna inicjatywa zwana Komitetem Obrony Demokracji organizuje na ulicach polskich miast demonstracje w obronie tejże demokracji. Brzmi to dość zabawnie, gdyż gdyby demokracji w Polsce nie było lub byłaby jakoś zagrożona to ci państwo nie mogliby swobodnie tworzyć inicjatyw obywatelskich ani tym bardziej organizować czegoś w rodzaju antyrządowych demonstracji.

    Dlaczego już na wstępie wspominam że KOD a właściwie jego pierwowzór czyli ROAD – Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna to twór w którym maczał palce żydowski finansista George Soros?

    Otóż przekonacie się o tym sami czytając ten artykuł. Ale zacznijmy od początku.

    W 1988 roku po raz pierwszy do Polski przyjechał żydowski finansista George Soros. Celem jego wizyty było stworzenie w Polsce fundacji, która będzie zajmować się „działalnością na rzecz demokracji”, cokolwiek to znaczy. W każdym razie Soros założył już wcześniej takie fundacje w Chinach, gdzie pewne kręgi polityczne oskarżyły go o szpiegostwo na rzecz tajnych służb amerykańskich (CIA), na Węgrzech oraz w Związku Radzieckim.

    Jednym z podstawowych zadań nowej fundacji, którą nazwał Fundacją im. Stefana Batorego było przeprowadzenie transformacji ustrojowej w Polsce na zasadach ustalonych przez niego. Do tego celu ściągnął do Polski amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa, którego działalność fundacja Sorosa finansowała. Soros w swojej książce o przemianach demokratycznych w Europie Wschodniej napisał:

    „Połączyłem siły z profesorem Jeffreyem Sachsem z Uniwersytetu Harvarda, który zalecał podobny program a sponsorowałem jego pracę przez Fundację Batorego”

    Sachs w 1989 roku przyjechał do Polski po raz pierwszy 5 kwietnia. Jego wizyta trwała jeden dzień. Spotkał się z ekonomistami „Solidarności” a następnie pojechał przyjrzeć się końcowym obradom Okrągłego Stołu o czym wspomina w swojej książce „Koniec z nędzą”:

    „5 kwietnia 1989 roku przyjechałem do Warszawy. Zajął się mną ekonomista z Instytutu Handlu Zagranicznego. Wygłosiłem prelekcje o zarządzaniu długiem, odbyłem zaplanowane spotkanie z kilkoma ekonomistami „Solidarności”, a potem pojechałem do pałacu, w którym właśnie dobiegały końca negocjacje przed podpisaniem Porozumienia Okrągłego Stołu.”

    Zdj: George Soros i Jeffrey Sachs

    Kilka tygodni później Soros poprosił Sachsa o to, aby towarzyszył mu podczas jego wizyty w Polsce. Soros planował spotkać się w Polsce z „czołowymi” działaczami „Solidarności”. Słowo czołowymi specjalnie dałem w cudzysłów, gdyż nie ma co ukrywać, że Sorosowi nie chodziło o spotkanie z ludźmi kompetentnymi w sprawach ekonomi czy gospodarki. Soros chciał się spotkać wyłącznie z zaufanymi ludźmi, czyli z Michnikiem (Szechterem), Kuroniem (Kordblumem) i Geremkiem (Lewartowem).

    To, że Sorosa interesowały spotkania wyłącznie z lewicowymi działaczami opozycji pochodzenia żydowskiego nie było żadną tajemnicą. Ale był jeszcze jeden ważny aspekt tych spotkań: wszyscy trzej nie mieli zielonego pojęcia o zasadach działania wolnego rynku.

    Zdj: Kuroń, Geremek i Michnik

    Po wyborach z 4 czerwca 1989 roku Sachs ponownie udał się do Polski, gdzie Grzegorz Lindenberg, dziennikarz Gazety Wyborczej pochodzenia żydowskiego zorganizował kolejne spotkania Sachsa i jego asystenta Davida Liptona z Michnikiem, Kuroniem i Geremkiem. Sachs tak to wspomina:

    „Kiedy wkrótce po wyborach wróciłem do Polski, młody dynamiczny działacz, Grzegorz Lindenberg, zorganizował nasze, tj. Liptona i moje trzy kolejne spotkania z głównymi strategami ruchu „Solidarności”: Bronisławem Geremkiem, Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem”

    Sachs spotkał się najpierw z Geremkiem. Oczywiście ten nie miał zielonego pojęcia o działaniach wolnego rynku. Spotkanie zakończyło się stwierdzeniem Geremka: „Myślę że ma pan rację”. Następnie Sachs udał się do Kuronia. Prof. Witold Kieżun tak opisuje spotkanie Kuronia, Sachsa i Lindenberga:

    „Kuroń palił papierosa za papierosem i od razu wyciągnął butelke” (z alkoholem)

    Następnie Sachs zaczął mu tłumaczyć o „niezbędnych” reformach jakie czekają Polskę. Kuroń oczywiście nic z tego nie zrozumiał, ale co chwila znajdując się w alkoholowo-nikotynowym amoku walił w stół ręką i powtarzał: „Tak, rozumiem”.

    Kieżun w książce „Patologia Transformacji” tak opisuje jak wyglądało pomieszczenie, w którym decydowały się losy postkomunistycznej Polski:

    „W pokoju było pełno dymu i wciąż nalewano z butelki.”

    Ostatecznie podpity Kuroń stwierdził, że to brzmi fascynująco i że trzeba to zapisać. Natychmiast.

    Sachs razem z Liptonem i Lindenbergiem udali się do siedziby Gazety Wyborczej. Było około godziny 23:30. Od razu przystąpiono do pospiesznego zapisywania programu transformacji ustrojowej. Kuroń chciał mieć go gotowego już następnego dnia.

    Sachs w książce „Koniec z nędzą” tak opisuje tamte wydarzenia:

    „O północy dotarliśmy do pomieszczenia redakcji informacyjnej, niedawno przystosowanej do celów „Gazety” z salki w żłobku. Usiadłem przy klawiaturze komputera i razem z Liptonem zaczęliśmy pisać tekst planu transformacji Polski. […] Pracowaliśmy całą noc do świtu, aż w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst.”

    Naomi Klein w „Doktrynie szoku” potwierdza to o czym pisał Sachs:

    „Sachs i Lipton napisali plan polskiej terapii szokowej w ciągu jednej nocy. Miał piętnaście stron i, jak twierdził Sachs, „był to, jak sądzę, pierwszy raz, gdy ktoś napisał całościowy plan przejścia z gospodarki socjalistycznej do wolnego rynku.”

    Po napisaniu przez Sacha i Liptona planu, który zostanie nazwany „Planem Balcerowicza” obaj udali się do Michnika. Relację z tego spotkania zdał prof. Kieżun:

    „Pierwsza wersja koncepcji była gotowa rano. Sachs zaniósł ją do Kuronia, i natychmiast udał się do Michnika. Przedstawiono mu plan. Michnik wciąż powtarzał: Nie jestem ekonomistą. Nie rozumiem tych rzeczy. Na koniec rozmowy zapytał: Czy to się uda? Tak uda się – powiedział Sachs.”
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Afera z "Bolkiem" jest dla głupich, ważni są INNI.



    Krzysztof Wyszkowski dla „TS”. 21/2/2016



    http://www.polishclub.org/2016/02/21/afera-z-bolkiem-jest-dla-glupich-wazni-sa-inni-krzysztof-wyszkowskie-dla-ts/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=facebook





    „Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. [głównie chodzi o materiały nie wyselekcjonowane dla Marii K. przez jej oficerów z „informacji”. MD]

    A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych – mówi w rozmowie z Izabelą Kozłowską Krzysztof Wyszkowski

    Izabela Kozłowska Tygodnik Solidarność: Kim dla pana był Lech Wałęsa w okresie walki z komunizmem?

    Krzysztof Wyszkowski: Kiedyś był przyjacielem. W pewnym czasie nawet bliskim.

    Przyszedł do mnie kiedyś, do mojego mieszkania, w czasie kiedy prowadziliśmy głodówkę a mój brat siedział w więzieniu i tam prowadził głodówkę. To był moment pewnego napięcia psychicznego i emocjonalnego. No i w tym momencie zapukał taki przestraszony człowieczek i zaproponował wysadzanie komend milicji w powietrze, mordowanie milicjantów granatami. Uznałem, że to biedny, bardzo nierozumny człowiek, ale może dobrze chce. No i niestety się nim zaopiekowałem. A później przez całe lata, nie zdając sobie sprawy, że to człowiek który pracuje na dwie strony, współpracowałem z nim, aż do wyboru na prezydenta.

    A kiedy i w jakich okolicznościach zorientował się pan, że z Wałęsą jest coś nie tak?

    Sygnałów było bardzo wiele, ale proszę pamiętać, że środowiska niepodległościowe i antykomunistyczne nie miały żadnego przeszkolenia kontrwywiadowczego, byliśmy zwykłymi naiwniakami, tak jak każdy przeciętny człowiek. Tak jak słyszymy w telewizji, że ludzie dają się nabierać „na wnuczka”, podobnie naiwnie myśmy się dawali nabierać agentom. Szczególnie jeżeli było to dobrze przygotowane a ci ludzie umiejętnie pozorowali swoją chęć działania.

    Pamiętam, że Wałęsa pierwszego dnia od razu poszedł do kościoła, trochę zdziwiony i nieufny do tego typka, spytałem czy do tego kościoła dotarł, odbywały się tam akurat modlitwy w intencji mojego brata, powiedziano mi wtedy, że tak dotarł i modlił się bardzo skupiony, przyznaję, że takie rzeczy robiły wówczas na nas wrażenie uwiarygadniające.

    Pamiętam też w 79′ roku była taka ważna historia, kiedy dowiedzieliśmy się, że do mieszkania Wałęsy, który mieszkał wtedy na Stogach, przyszło dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z wódką i że kiedy wypili ta wódkę, Wałęsa z jednym z nich, poszedł, jak to się kiedyś mówiło, „na melinę” i tam dokupili jeszcze pół litra. Ja zapytałem Wałęsę o tę sprawę. Był wystraszony, przyznał się bez żadnych oporów, ględził coś chaotycznie choć pokornie.

    Więc były takie sygnały. Jednak przyznaję szczerze, dawaliśmy się nabierać właśnie jak starsze panie „na wnuczka”

    Jak Pan odebrał sprawę „Szafy Kiszczaka” i częściowe ujawnienie informacji na temat ukrytych w niej dokumentów TW Bolek?

    W sensie naukowym, faktograficznym sprawa jest od dawna oczywista. To dla mnie nie podlega żadnej dyskusji co do agentury Wałęsy w latach 70′. Oczywiście dobrze, że te dokumenty zostały ujawnione, ale nie jest to dla mnie żadna nowość w sensie merytorycznym.

    Ważniejszy jest fakt, że IPN broni się przed ujawnieniem, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa po 76′ roku, już może nie jako agent „Bolek”, ale nadal była to współpraca. Przecież 14 sierpnia 80′ roku, kiedy przyszedł na strajk, to było też zorganizowane przez SB. Wprowadzał go agent „Kolega”, nazwijmy go w skrócie Jurek K., w ostatniej chwili, kiedy już się okazało, że strajk wybuchł i potrzebny jest ktoś, kto panuje nad tym buntem.

    W tym momencie „Kolega” wprowadził Wałęsę na polecenie Służby Bezpieczeństwa do stoczni. Wałęsa biegiem zdążył się jeszcze zapisać na przewodniczącego komitetu strajkowego. I to było charakterystyczne, bo uczciwi ludzie zwykle nie pchają się w takich sytuacjach żeby być na czele. A Wałęsa odwrotnie. Czekał pod stocznią, gdyby się strajk nie udał wróciłby do domu, ale jak dostał sygnał, że ma wchodzić, wtedy wszedł i natychmiast ogłosił się przewodniczącym.

    IPN powinien badać współpracę Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa również po tym okresie. Sam się do tego przyznawał. W latach 80-81′ również spotykał się z szefostwem SB. Po 13 grudnia poparł wprowadzenie stanu wojennego, oddał się do dyspozycji i tylko dlatego, że władze komunistyczne, że nie trzeba Solidarności „odtwarzać w formie robotniczej”, tylko w ogóle można ją zlikwidować, po kilku miesiącach trzymania Wałęsy „w zapasie” pod Warszawą, odesłano go do Arłamowa. I tam w Arłamowie, w listopadzie, napisał swój pokorny adres do Jaruzelskiego „Kapral Wałęsa”. To były wszystko rzeczy ohydne, odrażające. Ja wtedy napisałem do niego list, który przekazała moja przyjaciółka, bo ja się ukrywałem. On wiedział, że zdradził, chodziło tylko o ratowanie interesu publicznego. Namawiałem go do tego żeby się wycofał, nie afiszował z tą zdradą. Chodziło mi o to żeby nie pogłębiać upadku ducha ludzi Solidarności. W 1982 to było ważne.

    I tak to trwało. Później z kolei, po Okrągłym Stole, myśleliśmy nie o tym, żeby ujawniać agenturę w Solidarności, tylko o tym jak obalić Jaruzelskiego. Uznaliśmy, że bierzemy Wałęsę i przy jego pomocy, używając go jak bili [tj. kuli md] w bilardzie, tutaj do rozbijania układu. W tym czasie stała się rzecz nieprawdopodobna, która do dzisiaj ma konsekwencje dla Polski, Tadeusz Mazowiecki zechciał sam zostać prezydentem. Od tego momentu przestałem z nim współpracować, ponieważ miałem dość jego prymitywizmu.

    On w stosunku do mnie był zawsze pokorny, uległy, „Krzysiu, ty wiesz lepiej”, pisałem mu wywiady, oświadczenia, których on nawet nie czytał. To mnie przez długi czas utrzymywało w takim przekonaniu, że skoro mam na niego wpływ, to warto z nim współpracować. Dzisiaj żałuję tej swojej naiwności.

    Czy w pana ocenie proces ujawniania dokumentów z tzw. „Szafy Kiszczaka” przebiega prawidłowo?

    To jest rzecz drugorzędna, ważne żeby te dokumenty poznać. Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, że „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych. IPN oczywiście takich rzeczy nie bada, nie prowadzi śledztw, a przecież to jest jego obowiązkiem. Właśnie Kiszczak w 89′ i 90′ roku, kiedy był wicepremierem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, to właśnie on i jego aparat prowadzili wielką akcję tworzenia partii politycznych, wyszukiwania zdolnych młodych ludzi, którzy chętnie wezmą pieniądze i staną się reprezentantami tego układu sowieckiego na nowe czasy.

    Kiszczak działał na zlecenie KGB, na zlecenie Związku Sowieckiego w owym czasie, później w interesie Rosji. Wszyscy ci ludzie, którzy wystartowali dzięki SB, którzy są kreaturami SB, osoby i środowiska wytworzone do polityki przez Służbę Bezpieczeństwa, są uzależnieni od sponsorów, a sponsorem głównym było KGB, Służba Bezpieczeństwa była tylko terenowym lokalnym oddziałem służb sowieckich. A jak się doda do tego jeszcze niemieckie służby i służby innych krajów, które chciałyby Polskę traktować przedmiotowo, rozgrywać tu sprawy, pilnować żeby Polacy się nie buntowali, które chciałyby obrabować Polskę, bo Polska w ostatnim okresie została obrabowana z majątku narodowego, otrzymujemy międzynarodowy układ, który nie musi być wrogi Polsce, bo np. Amerykanie nie chcieli żeby jakiś bunt Polaków utrudnił im rozładowanie problemu Związku Sowieckiego, ale w którym Polska miała pełnić rolę służebną. Geopolityka.

    Więc lepiej się było dogadać z agentami KGB w Polsce, niż pozwolić Polakom na niepodległość i rządzenie się samym.

    Czy po latach walki, również na sali sądowej, o prawdę o Lechu Wałęsie, odczuwa Pan satysfakcję?

    Nie, satysfakcję odczułem kiedy wyborcy, wbrew totalnemu zakłamaniu przez absolutnie dominujące media, przede wszystkim TVN, Polsat, radia, Gazeta Wyborcza, prawie wszystkie możliwe gazety i rozgłośnie, które oszukiwały Polaków, pomimo to wybrali wreszcie ludzi, którzy chcą dla Polski niepodległości i dobrobytu, którzy nie będą Polski zdradzać i rozkradać. To jest wydarzenie, które mnie cieszy.

    A to, że jeszcze się okazuje, że Wałęsa był agentem, no to naturalny efekt. To nieprzypadkowo pani Kiszczakowa przyniosła te materiały w pierwszą rocznicę Okrągłego Stołu po śmierci męża. Czekam aż IPN podejmie śledztwo w sprawie tworzenia przez Kiszczaka partii politycznych i wyposażenia w środki finansowe przez Służbę Bezpieczeństwa. To jest kwestia, ujawnienie tej agentury. Wałęsa jest już starym człowiekiem, który do końca będzie udawał niewiniątko, bo tak wyszkolono. Przechodził szkolenie kontrwywiadowcze, Służba Bezpieczeństwa swoich szpicli uczyła, że nie wolno się przyznawać, co jest absolutnym nakazem. I on wypełnia to polecenie do dzisiaj. Ale tak jak mówię, Wałęsa jest już nieinteresujący.

    Czy gdyby kiedykolwiek Wałęsa się przyznał, byłby mu pan w stanie przebaczyć?

    Jak pani sięgnie do internetu, to ja pisałem do niego listy tego rodzaju, że Lechu ja ci pomogę, ja się tobą zaopiekuję, ja cię będę bronił. Przecież znam żonę, dzieci. Ileś lat znajomości. I z takiej litości, współczucia dla człowieka, który co ma zrobić? Pójść do piekła? To tak jak było tych Dwóch Łotrów, z których jeden przed śmiercią powiedział „wierzę” i w ostatniej chwili uratował się od piekła. A drugi do końca złorzeczył. No więc życzę Wałęsie żeby nie był jak ten drugi, który z jakąś skamieniałą podłością, odrzucił zbawienie, odrzucił prawdę, żeby był chociaż jak Kiszczak, który do pewnego momentu trzymał teczki jako polisę ubezpieczeniową, żeby szantażować i żeby nikomu nie przyszło do głowy wsadzać go do więzienia. To się wybroniło, Jaruzelski itp. a Wałęsa był przecież świadkiem obrony na procesie Jaruzelskiego, to się udało. Natomiast fakt, że Kiszczak polecił zonie przekazanie tego archiwum, wtedy kiedy był już chory, z trudnością mówił, to pokazuje, że nawet Kiszczak wolał być tym dobrym Łotrem i w ostatniej chwili przekaże Polakom i polskiej opinii publicznej prawdę o tym, że przez ostatnie 26 lat byli kierowani przez zdrajców.

    Wiele osób idzie nadal w zaparte, broniąc Wałęsy…

    Głupich nie sieją. Cała ta akcja obrony Wałęsy, to jest akcja obrony ludzi służb specjalnych. To reszta, wielu musi bronić Wałęsy, np. na zasadzie „wszyscy zawsze wiedzieli”, żeby uwaga opinii publicznej nie skierowała się na nich samych. Kłóćcie się o to czy Wałęsa był czy nie był, czy był prawdziwy, czy nieprawdziwy, analiza pisma i inne bzdury. Zajmujcie się bzdurami, po to żeby nie zająć się tym układem, którego częścią był Wałęsa, który stworzył Kiszczak.

    Z „Szafy Kiszczaka” trzeba wyprowadzić wniosek, że to Kiszczak, Jaruzelski i ich ludzie zbudowali III RP i kierowali nią do ubiegłego roku, a w dużym stopniu kierują nią do dzisiaj.

    Dziękuję za rozmowę

    Izabela Kozłowska

    Źródło: http://www.tygodniksolidarnosc.com/pl/14642/60/c/krzysztof-wyszkowski-dla–ts—afera-z–bolkiem–jest-dla-glupich–wazni-sa-inni.html , 21 lutego, 2016
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Jakim agentem był Lech Wałęsa?

    - Żadnym. Agent to brzmi dumnie.



    Krzysztof Cierpisz

    Laudetur Iesus Christus !



    Agent, nawet ten najbardziej szkodliwy i nienawistny, ma jakiś motyw, cel, etos i obraca się na jakimś poziomie intelektualnym. A nie są to atrybuty, które można by przypisać Wałęsie.

    +

    Dogmat dwóch kłamstw

    Obecna afera Kiszczakowa zawiera w sobie dwa kłamstwa - dogmaty, które massmedia usiłują zaszczepić w umysłach Polaków:

    - Wałęsa jako prezydent był politykiem prawym i pożytecznym Polsce, a jego dokonania są heroizmami „ojca narodu” i nie mogą być kwestionowane.

    - To „dobro”, którym jest obecna „rzeczpospolita”, zawdzięczamy właśnie Wałęsie, a sytuacja polityczno-cywilizacyjna obecnej Polski – wywalczona heroicznie przez Wałęsę - jest czymś pożądanym i właściwym.

    I tego też nie wolno nikomu kwestionować.

    Jedno kłamstwo jest fundamentem drugiego, całość zaś jest świętym dogmatem tego dosłownego szataństwa rozsiadłego we wszystkich władzach RP, IPN´nie i mediach.

    Tego dogmatu ruszyć nikomu nie wolno, a to niemal pod karą śmierci. To dosłownie w przypadku Wałęsy!

    Jeżeli „Prezydent-Wałęsa” nie potrafi się skutecznie oderwać od „Bolka – Wałęsy”, to będzie zabity. Bo „Prezydent Wałęsa” jest nietykalny dla nikogo – nawet dla samego Wałęsy! A nie chodzi o „Prezydenta” ale o zbrodnicze skutki jego „prezydentury”. Zbrodnicze skutki, które mają być nie tylko przemilczane, ale traktowane jako cnoty, skarby ludzkości, prezydentura Wałęsy to czarodziejski klucz do lepszej Polski – to dogmat.

    To na Wałęsie jako pierwszym będzie wykonany wyrok śmierci z powodu niebezpieczeństwa złamania tego dogmatu dwóch kłamstw. Obecna cukrzyca Wałęsy będzie formalnym powodem powikłań, które doprowadzą Wałęsę do zgonu. Tą śmiercią zamknie się wszelki krytyczne dociekania o stanie Polski i jej skutkach, wynikających z tamtego i tego okresu. Cisza nad trumną Wałęsy będzie rozpostarta na obowiązkową ciszę na całość kłamstw. Bo w obecnym społeczeństwie obowiązuje prawo niemówienia źle o zmarłych, tzn. osoby publiczne są mylone z prywatnymi. Rodzina Wałęsy zachowa synekury, ubecy swoje renty, żydzi do spółki z Niemcami będą rozkradać resztki majątku i pracować przy instalacjach swoich kolonii w Polsce, a dogmat dwóch kłamstw będzie błyszczał blaskiem świetności i nikt nie odważy się go pokalać.

    +

    Widzimy wyraźnie, jak w związku z publikacjami Kiszczakowej, występuje niebezpieczne zjawisko manipulacji społecznej: przy okazji mów i zarzutów przeciw Wałęsie Bolkowi pojawia sie nowy wysyp apologetów Wałęsy demokraty, lidera, którzy bezkrwawo obalił totalitaryzm i dał nam wolność.

    Brednie takie wygadują nie tylko miernoty najbliższego kręgu Wałęsy okresu Solidarności: Wujec, Bujak, Frasyniuk, a co naturalne, bo broniąc Wałęsy bronią się przed zawartością własnych teczek.

    Ale nie chodzi tu o tych żałosnych bohaterów -UB`owców, KOR ´owców i inne szumowiny, ale dotyczy klasy „badaczy” naszych dziejów: różnych profesorów, gdzie oprócz odchodzących do lamusa profesorów paczkowskich, pojawia się już nowa generacja intelektualistów, Dudek, Żaryn, Cenckiewicz (ten ostatni to kłamca smoleński - list Walentynowicz) – młodzi - a to, co najgorsze.

    Ci młodzi badacze są najgroźniejsi i to nie tylko ze względu na wiek, ale i na system, bo to nowa generacja już nie oszustów politycznych, wychowanych w okresie późnego Gierka, ale nowa klasa systemowego zła, która ma zabezpieczyć przyszłość ideologiczną obecnego układu zniewolenia Polski.

    Ta nowa antypolska „nomenklatura 2016”, która ma utrwalić już nie prymitywne kłamstwa wymuszone przez SB, ale ma dokonać czegoś bardziej skomplikowanego, perspektywicznego - ostatecznie niszczącego nas jako naród. Mają oni stworzyć grunt ideologiczno-historyczny dający zaplecze „faktów historycznych” pod budowę nowego społeczeństwa.

    Ta młoda generacja historyków - ideologów opłacanych synekurami IPN, zwolenników PIS, konserwatystów etc., ma za zadanie dokonane takich zakłamań historycznych, dzięki którym Polacy będą bardziej podatni na subwersję z Polaków czy nawet Lechitów na nową jakość społeczeństw nowego bytu-czasu.

    Zauważmy prosty mechanizm medialno-ideologiczny– nadmieniony na wstępie: przejścia od Wałęsy - Bolka do Wałęsy - zbawcy.

    Wszyscy badacze historii i krytycy polityczni różnej maści, rugający Wałęsę za Bolka, odżegnują się od jakiejkolwiek krytyki Wałęsy jako prezydenta.

    Ich pochwała Wałęsy - Prezydenta wydaje się być niezbywalnym kanonem narzuconym przez masonerię w Warszawie i ze wszystkich ust padają słowa: noblista, prezydent, ten, który obalił mur berliński, wyprowadził wojska rosyjskie z Polski, twórca wielkiego zwycięstwa, bez którego nie mielibyśmy tego, co mamy, etc., etc.

    Widać wyraźnie, jak ci piewcy Wałęsy drugiego lepszego etapu są prowadzeni na smyczy przez nowych-starych panów nowego porządku w Polsce i jak przystało na zdyscyplinowanych pachołków gorliwe wypluwają z siebie te słowa zaklęć-prawd.

    Aż trudno oprzeć się myśli, że ten nowy Wałęsa nietykalny jest zbudowany na konstrukcji myślowej użytej do budowy kościoła posoborowego. Gdzie Sobór oddzielił grubą kreską „zły” kościół poprzedni od „dobrego” posoborowego, którego nie wolno krytykować, a nawet krytycznie myśleć o nim.

    I z Wałęsą jest podobnie: stary Wałęsa jest oddzielony grubą kreską do nowego Wałęsy, który już jest nietykalny, tak podobnie jak wszytko to, co jest stworzone z nowym porządkiem z nowym kościołem posoborowym.

    A przecież jest zupełnie odwrotnie; to ten stary Wałęsa był szkodliwy, ale dość ludzki i można go jakoś zrozumieć, ale już ten drugi Wałęsa prezydent to osoba - symbol wszelkiego zła, które spadło na nasz Naród i on Wałęsa ma być przeklęty na wieki, bo zło, które przez niego przeszło na Polskę, nie będzie nigdy wybaczone.

    Bo nikt nie ma władzy wybaczania w cudzym imieniu, w imieniu pokrzywdzonych. A krzywdy są straszne:

    Naród stojący na skraju przepaści wymarcia, zniszczone państwo oddane w jasyr żydom i Prusakom, sprzedane całe miasta i ludzie, 10% społeczeństwa wypchnięte z własnego kraju na tułaczkę, pozostali w Polsce wystawieni jako mięso armatnie NATO pod topór rakiet Putina, oczywista perspektywa rozbiorów w najgorszej wersji – instalacja w obecnej państwowości judeo-polonii z nowym osadnictwem żydów z Izraela w Polsce.

    Tak klakierzy, jak i sam Wałęsa, podkreślają niezbywalne walory bojownika Wałęsy, którzy zmienił bieg historii. A przecież to brednie.

    Bo historia, wydarzenia są jak rzeka, której jednostka nie jest w stanie odwrócić, co najwyżej może być ona porwana przez silny nurt i popłynąć z jej biegiem. I tak przecież było z Wałęsą, który był małym, podłym człowiekiem o znikomym wykształceniu i niskim statusie społecznym, prostackiej pazerności i jako taki żadnej rzeki historii nie był w stanie ani zatrzymać, ani zmienić jej biegu.

    ==============================

    Nie o Wałęsie jednak chcemy tu napisać, ani nawet o tych niebezpiecznych, ale podobnych Wałęsie nikczemnych klakierach - profesorach, ale chcielibyśmy nakreślić te „solidarnościowe” wydarzenia, które tak dramatycznie rozegrały się na naszych oczach i zniszczyły naszą Ojczyznę, a jej Naród wypędziły na obczyznę.

    ==============================

    [---] dalej – poglądy K. Cierpisza na Jego stronie. Adres na górze. MD.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    TW Bolek – murzynek wyrzucony z pirogi, we wsi już zbędny. To GRA. Wsioki grają. Ale - czy do jednej bramki?...
    Chyba do jednej, bo w „nowych me®diach”, z Kurskim, nic np. o prowadzącym Bolka Wachowskim i okresie lat 90-tych, „nowej Polski”, tej spod WSI...Walczyk wątpliwości





    [Umieszczam, bo TERAZ tyle tych wątpliwości – i o Bolku czy Lolku, i o szafach.., O sierotce Marysi i jej teczuszkach... . ACH... md]



    Jeremi Przybora

    https://www.youtube.com/watch?v=xqy06Gtntrs - wyk. B. Łazuka





    Walczyk wątpliwości



    Nocka srebrno-granatowa –
    żaden jej nie kala zgrzyt –
    żadne dźwięki, żadne słowa –
    jeno cisza wkoło, cyt.
    Aksamitem się wymościł
    i wypełnił głuszą mrok –
    tylko Walczyk Wątpliwości
    towarzyszy mi krok w krok.

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.

    Myślę sobie, Moja Mała,
    i doskwiera mi ta myśl:
    czy ty będziesz mnie kochała,
    gdy nie będę tym czym dziś?
    Gdy nie będę taki mocny,
    gdy nie będę taki tuz –
    czy w koszulce będziesz nocnej
    biegła witać mnie na mróz?

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.

    Gdy mnie trzaśnie losu pała
    i o szczebli zjadę pięć –
    czy ty będziesz jeszcze miała,
    ciągle miała na mnie chęć?
    Czy się będziesz upominać
    maluteńko cukrząc głos,
    gdy mi mocno zrzednie mina
    i na kwintę zwiśnie nos?

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.

    Gdy służbowa limuzyna
    się ulotni sprzed mych wrót –
    czy przypomnisz mi, gdy zima,
    bym cieplejsza wdział pod spód?
    A gdy trafi się golonka
    i nie będzie kogo pchnąć –
    czy pobiegniesz do ogonka
    w długim staniu udział wziąć?

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.

    Gdy zapomni mnie zaprosić
    powiatowy nawet zjazd –
    czy mi będziesz wciąż przynosić
    tych z zakalcem twoich ciast?
    Czy mi potem na żołądek
    będziesz parzyć napar z ziół –
    gdy przede mną zniknie rządek
    pochylonych kornie czół?

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.

    Z wątpliwością serce walczy
    coraz inną, a noc trwa –
    i ten Wątpliwości Walczyk
    coraz więcej zwrotek ma.
    Aż się rodzi taka wreszcie,
    co mi długo nie da spać –
    czy ty znów aż taka jesteś,
    by się tak o ciebie bać?

    Walczyk Wątpliwości,
    Walczyk Wątpliwości –
    raz dwa trzy raz.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Wachowski sternikiem Lecha Wałęsy?



    [Nawet dryfującego w demencji...]



    On decydował o awansach na najwyższe stanowiska i opróżnianiu stanowisk dla jego faworytów.





    [Należy dodać, iż na czas farsy z „teczką Kiszczaka” wywieziono Bolka na antypody. Tam prowadzi(-ła?) go trójca Wachowski, Magdalena Fitas-Dukaczewska i Schnepf Ryszard [por. np.: Dla kogo robił Schnepf? MD]



    Jerzy Jachowicz

    Czy stała obecność Mieczysława Wachowskiego przy Lechu Wałęsie jest gwarancją tego, że były przywódca „Solidarności” nigdy nie przyzna się do współpracy, pewności nie mam. Stawiam jednak hipotezę, że ostatecznym doradcą, podpowiadającym, co zrobić z tak poważnym kłopotem jaki spadł na Wałęsę, pozostaje już od ponad 25 lat „kapciowy” byłego p.rezydenta.

    Pamiętam, podobnie jak miliony innych Polaków, pierwsze lata prezydentury Wałęsy i dominującą rolę Wachowskiego w sterowaniu samym prezydentem, jak i kluczowymi decyzjami Kancelarii Prezydenta. To zabiegi Wachowskiego sprawiły, że stałymi nieoficjalnymi gośćmi Belwederu byli specjaliści służb specjalnych cywilnych i wojskowych oraz generałowie armii. Wachowski trzymał w swoich rękach nici, za które pociągał w służbach i armii.

    On decydował o awansach na najwyższe stanowiska i opróżnianiu tych stanowiska dla jego faworytów. Co zrozumiałe, dozgonnie mu wdzięcznych i tym samym posłusznych. Potrafił jak rzadko kto schlebiać, aby sobie kogoś zjednać. Ale też, gdy chciał się kogoś pozbyć, potrafił zadzwonić i zmieszać go z błotem o trzeciej -czwartej nad ranem, wywołując u rozmówcy niemal nerwicę.

    Nie tylko podobnymi posunięciami wyrobił sobie tak złą markę, że jego pryncypał w ostatnich miesiącach upływającej kadencji pozbył się Wachowskiego z Belwederu. Chciał sobie tym gestem utorować drogę do reelekcji, gdyż zdawał sobie sprawę. że Wachowski na tej drodze stanowi przeszkodę przekreślającą takie plany.

    Już wcześniej ulubionym mottem Wachowskiego, uzasadniającym stałą opiekę nad Wałęsą, jest powiedzenie: „Byłem z nim na dobre i na złe”, co należy przemianować na czas teraźniejszy – „Jestem…” .



    Był więc Wachowski z Wałęsą w jego niedawnej podróży do Chile i Stanów Zjednoczonych. Na jego demonicznej już dziś twarzy, nie potrafił ukryć wściekłości wobec dziennikarzy telewizyjnych w Stanach, którzy nagabywali Wałęsę po doniesieniach z Polski, w których szef IPN Łukasz Kamiński ogłosił oficjalnie o odnalezieniu oryginalnych materiałów agenta „Bolka”.

    Pobyt Wałęsy w Ameryce miał dwa oblicza. Dobry, kiedy Wałęsa królował jako bohater świata, nawet wtedy, kiedy podczas rautu, goszcząca go elita rzucała przed mikrofonem, czy to prawda, że coś podpisał? A on dzielnie odpowiadał, że i owszem, bo bez tego podpisu nie byłoby zwycięstwa nad komunizmem. I to złe oblicze, kiedy natrętni dziennikarze dopytywali, co też takiego podpisał?

    Wachowski tkwi niezmiennie, bez względu na to, czy sytuacja Wałęsy jest dobra czy zła.

    Bo na Wachowskim można polegać jak na „Zawiszy”, którym pływał po morzach i oceanach.



    autor: Jerzy Jachowicz

    Dziennikarz śledczy i publicysta.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Kiszczak trafił do dołu zalanego betonem.

    Piękny symbol, ale brakuje zwieńczenia !



    [oj, zdecydowanie BRAKUJE ! md,23 lutego '16]



    MatkaKurka 2015-11-8 kontrowersje



    Cmentarz na Woli był świadkiem symbolicznego upadku, który przepadł w lawinie bzdurnych tematów bieżących. Byłem jednym z pierwszych „hejterów”, którzy głośno krzyczeli o tym, co większość sobie po cichu pomyślała. Żadnych honorów i uroczystych obrządków nad truchłem bandyty Czesława Kiszczaka. Dyscyplinowanie i szantażowanie emocjonalne, że o zmarłych nie wolno pisnąć jednego złego słowa przestało działać. Co znaczy, że nie wolno?

    Słowa prawdy, słowa odnoszące się do faktów z reguły nie są miłe, a w przypadku przywódców organizacji terrorystycznej o charakterze zbrojnym, takimi być nie mogą.

    Na pogrzeb bolszewickiego mordercy przyszło około 20 ludzi, w tym ekipa Telewizji Republika i siostra księdza Zycha, ostatniej ofiary komunistycznej bezpieki.

    Pogrzeb Kiszczaka odbył się w porządku prawosławnym, niektórzy twierdzą, że to ulubiona uroczystość byłych ubeków i esbeków, bo ściśle związana z tradycją Rosji Radzieckiej. Zwłoki Kiszczaka spalono i urnę zalano betonem, wcześniej prawosławni duchowni nie zgodzili się na wniesienie prochów do cerkwi.

    Nad mogiłą wdowa po mordercy wypowiedziała kilka grafomańskich wersów kłamstwa, które po cichu i z wyłączeniem komentarzy przedrukowała Gazeta Wyborcza. Ta sama gazeta, której redaktor naczelny nazwał bandytę „człowiekiem honoru”. I co z tego wszystkiego wynika? Ogromnie wiele, ale przede wszystkim pogrom fałszu, na który wielu Polaków czekało tak długo.

    Jeszcze kilka lat temu zgon Kiszczaka zostałby rozegrany zupełnie inaczej. Ofiary byłyby zmuszane do szacunku i milczenia, batożenie tradycją i miłosierdziem katolickim nie miałoby końca. Zapewne i w sejmie doszłoby do „wesołych” prowokacji, których celem byłoby zdjęcie krzyża i powieszenie portretów twórców „pokojowej przemiany”, przy okrągłym stole. Wszystko się posypało, zabrakło odważnych i zdolnych do obrony marności.

    Kolportowane łgarstwa i gwałty moralne straciły swoją moc, a niegdysiejsi mocarze zarządzający pedagogiką wstydu i pogardy podwinęli skundlony ogon i nawet nie mają siły odszczekać się karłom reakcji. Tak dokonał się przełom, wymarzony, wyczekiwany, wymodlony. Wojnę wygrywa się nie na froncie, ale na najwyższej górze wroga, gdzie zatyka się własny sztandar. Wygraliśmy i to widać coraz dobitniej, w sferze symboli, wartości, wiary i powrotu do normalności. Spadkobiercy komuny ucichli, wycofali się, zwiesili łby i klepią nad swoimi grobami swoje zdrowaśki. Nikt ich nie chce i przegania ze świątyni. Bliscy ofiary morderców, na zdjęciach pokazują zbrodnię i tej próby nie wytrzyma żaden kronikarz fałszu.

    Dziesiątki lat spędzonych na niczym, na wynoszeniu marginesu na piedestały i niszczeniu mitu bohaterów. „Gdyby nie generał, w Pol¬¬¬¬sce polałaby się krew, bo Ruscy już odpalali czołgi”. W kopalni „Wujek” nie padł rozkaz użycia broni, raz do roku każdy zomowiec strzela sam. Przemyk prowokował i dlatego został zakatowany, Pyjas zabił się po pijaku na schodach, ksiądz Popiełuszko był twórcą „sensów nienawiści”. Skończyło się, ale do pełni szczęścia potrzeba jeszcze jednego symbolu. Wdowa po Kiszczaku dostanie ponad 7 tysięcy emerytury. Joanna i Andrzej Gwiazda są skazani na promocje pasztetu w „Biedronce”. Każdy wymiar się liczy, komunistyczni siepacze nie tylko nie ponieśli żadnej kary, ale otrzymali sowite uposażenia za swoje zbrodnie.

    Ten stan rzeczy da się naprawić jednym posiedzeniem sejmu, takim zwykłym, bez specjalnej okazji. Zbiera się sejm i pośród kilkunastu ustaw zatwierdza i tę, która mówi, że bandyta jest bandytą, ofiara ofiarą i w związku z powyższym nie listonosz puka do zbrodniarza dwa razy, ale komornik raz, a dobrze. Tyle brakuje do kompletnego spełnienia marzeń i przywrócenia przyzwoitości.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Ryszard Schnepf i Dorota Wysocka-Schnepf. B’nai B’rith.





    [przypominam sylwetkę i dokonania tego działacza loży B’nai B’rith, bo uaktywnił się ostatnio jako pilot „Bolka” w USA. Też trochę o rodzinie... MD]



    [ Maksymilian Schnepf. Ojciec Ryszarda Schnepfa. Żydowski komunista, należał do antypolskiej KPP, oficer stalinowskiej Informacji Wojskowej, zdrajca Polski, kawaler „prl-owskiego” orderu Virtuti Militari. W 1945 r. wraz z wydzielonym oddziałem specjalnym brał udział w przeprowadzonej przez siły sowieckie "operacji augustowskiej", w rezultacie której ponad 700 mieszkańców ziemi augustowskiej nie tylko nigdzie nie odnaleziono wśród żywych, ale także nigdy nie odnaleziono ich ciał". ]



    Ryszard Schnepf i Dorota Wysocka-Schnepf



    27 listopada 2013 http://yelita.pl/artykuly/art/schnepf-ryszard



    Ryszard Schnepf - (ur. 22 września 1951 w Warszawie) – żydowski dyplomata, historyk, iberysta i urzędnik państwowy, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2005–2006, wiceminister spraw zagranicznych w latach 2007–2008, od 2008 ambasador RP w Królestwie Hiszpanii i Księstwie Andory. Obecnie ambasador w USA z nominacji swojego przyjaciela Radka Sikorskiego, szefa MSZ.

    Współzałożyciel żydowskiej loży w Polsce - B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza która ma już pełną kontrolę [w 2013 md] nad Kancelarią Prezydenta RP, rządem a szczególnie MSZ oraz ma olbrzymie wpływy w telewizji publicznej i stowarzyszeniach odpowiedzialnych za kulturę, nauczanie, zdrowie i kształtowanie polskiej opinii publicznej.

    Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący antypolskie organizacje masońskie w Polsce.

    W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith - Loża Polin.
    Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r za zgodą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego?! Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.

    Ryszard Schnepf, zanim został głównym doradcą premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej, był ambasadorem w Urugwaju (1991-1995) i w Kostaryce (2001-2005). Wsławił się wówczas organizowaniem haniebnej nagonki na przywódcę Polonii w Ameryce Łacińskiej, prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego.

    Historyk, wychowanek Geremka, został ambasadorem w Urugwaju z poręki Krzysztofa Skubiszewskiego, choć nie był do tego w żadnym razie przygotowany merytorycznie. Działał judząco i destrukcyjnie wśród Polonii w Ameryce Łacińskiej. Krzysztof Górecki pisał w tekście "Tradycja obozu zagłady" ("Nasza Polska" z 30 sierpnia 2005 r.) o Schnepfie m.in.:

    "Od pierwszych chwil skłócony z Polonią. Przez potomków Polaków z Urugwaju i Ameryce Łacińskiej zwany, z uwagi na dwuznaczną, uwłaczającą godności dyplomaty konduitę (zajmował się głównie interesami z miejscowymi Żydami oraz ryzykownym handlem sprowadzanymi bezcłowo luksusowymi samochodami), 'awanturnikiem polskiej dyplomacji'". Ostro potępił sposób zachowania się Schnepfa przywódca Polonii w Ameryce Łacińskiej prezes Jan Kobylański, który wyzwał Schnepfa od "agentów KGB i Castro". Z kolei to właśnie Schnepf szczególnie mocno przyczynił się do odwołania Jana Kobylańskiego z funkcji honorowego konsula RP w Montevideo. Ukarano go tak za jednoznaczne poparcie dla prezesa Edwarda Moskala, protestującego przeciw ciągłym ustępstwom wobec szkalujących Polskę środowisk żydowskich. Niejednokrotnie zwracano uwagę na bardzo szkodliwą rolę odegraną przez R. Schnepfa w Ameryce Łacińskiej. Na przykład polonijna działaczka Elżbieta Szczepańska pisała w tekście "Polonia, czyli ofiary i oprawcy" ("Głos" z 1-8 kwietnia 2006 r.), iż: "Ryszard Schnepf, będąc ambasadorem RP w państwach Ameryki Łacińskiej, działał na szkodę Polaków i Polski".

    Jako główny doradca premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej Schnepf szczególnie gorliwie zajmował się sprawą zapewnienia jak największego „zadośćuczynienia” Żydom za mienie w Polsce. Stąd jego usunięcie z funkcji zostało przyjęte ze szczególnym żalem przez przedstawicieli Światowego Kongresu Żydów. Znalazło to wyraźne odbicie w tekście zamieszczonym na stronie internetowej tego Kongresu, gdzie wyrażono obawy, że odejście Schnepfa może doprowadzić do spowolnienia procesu negocjacji między rządem Polski a środowiskami żydowskimi w sprawie mienia (por. szerzej T. Sommer, Dla kogo robił Schnepf, "Najwyższy Czas" z 27 maja 2006 r.).

    Według T. Sommera: "Komunikat WJC (tj. Światowego Kongresu Żydów) wprost sugeruje, że Schnepf był zaangażowany w negocjacje z przyczyn osobistych, a właściwie - po prostu rasowych". Sommer przypomniał w swym tekście również jakże niegodną nagonkę organizowaną przez Schnepfa na prezesa Kobylańskiego, stwierdzając: "Można wręcz odnieść wrażenie, że niczym innym ambasador Schnepf jako przedstawiciel RP w Ameryce Łacińskiej się nie zajmował. Za sprawę Schnepfa Kobylańskiemu przypięto łatkę 'klinicznego antysemity', a nawet faszysty (...)".

    Dodajmy, że w tej nagonce po dziś dzień uczestniczy w sposób niezwykle ordynarny i tendencyjny żona Schnepfa - prezenterka telewizyjna Dorota Wysocka-Schnepf (patrz: np. gwałtowny atak tejże na prezesa Kobylańskiego w I programie TVP 15 stycznia 2007 r.). Szokuje fakt dopuszczenia do takiego nadużywania ekranu telewizji publicznej do niegodnych i oszczerczych aktów nienawiści wobec najsłynniejszego dziś przedstawiciela Polonii świata. Jako ambasador w Urugwaju i następnie w Kostaryce znany był z rozlicznych skandali obyczajowych i finansowych.

    Warto przypomnieć jednak, co zdecydowało o usunięciu Schnepfa, długo traktowanego jako głównego doradcę premiera Marcinkiewicza w sferze polityki zagranicznej. Otóż Schnepf w sposób wręcz kretyński ujawnił swą postawę godzącą w podstawowe interesy Polski, publicznie udzielając poparcia tak antypolskiej inicjatywie jak projekt budowy gazociągu Niemcy - Rosja na dnie Bałtyku. Jak pisał Piotr Gursztyn w tekście "Dymisja Schnepfa za międzynarodową gafę" ("Dziennik" z 12 maja 2006 r.) Schnepf powiedział, że "rząd chce zaproponować polski udział w budowie gazociągu Rosja - Niemcy. Informacja ta została od razu zdementowana przez premiera (...). Marcinkiewicz był kompletnie zaskoczony wypowiedzią swojego doradcy. Decyzję o błyskawicznym zdymisjonowaniu Schnepfa za jego jakże nielojalne wobec premiera i ogólnie wobec polskich interesów narodowych wystąpienie skomentował wpływowy europoseł PiS Adam Bielan - mówiąc w rozmowie z dziennikarzem "Rzeczpospolitej": "Ryszard Schnepf został zdymisjonowany wyłącznie z powodu złożenia niezgodnej z polityką rządu i interesem państwa propozycji dotyczącej możliwości przyłączenia się Polski do projektu rurociągu rosyjsko-niemieckiego".

    Kompromitujące wystąpienie Schnepfa w sprawie gazociągu przekreśliło jego szanse na objęcie stanowiska ambasadora RP w Madrycie. Pomimo to i tak Schnepfa potraktowano zaskakująco łagodnie. Usunięty z otoczenia premiera przeszedł do MSZ, gdzie pełni funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych do spraw "zagrożeń". Rzecz przedziwna w sytuacji, gdy to właśnie on jest szczególnie wielkim zagrożeniem dla polskich interesów i symbolem wyjątkowej nielojalności osoby pełniącej wysokie publiczne stanowisko.

    Ciekawostką jest fakt sprawowania przezeń równocześnie stanowiska dyrektora fundacji "Szalom" prowadzonej przez rodzinę Szurmiejów.

    Ryszard Schnepf praktykuje uporczywy lobbying na rzecz:

    1. roszczeniowych organizacji żydowskich

    2. partycypacji Polski w rosyjsko-niemieckim projekcie "Rurociągu Północnego" /Bałtyckiego/), także (niejako widocznie etatowy "reprezentant prawicy")

    Sala konferencyjno-bankietowa dla żony ministra - tak, dla dzieci - już nie. Nowy ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Schnepf odmówił rodzicom dzieci, uczęszczających do polskiej szkoły w stolicy USA, zorganizowania w ambasadzie spotkania świątecznego w 2012 roku Decyzja dziwi tym bardziej, że kilkanaście dni temu w rezydencji ambasadora swoje książki promowała żydowska pisarka Anne Applebaum – prywatnie żona ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Wówczas ani ambasador, ani szef MSZ nie widzieli w tym niczego niestosownego. Warto podkreślić, że w przygotowanie wspomnianej imprezy zaangażowano pracowników ambasady. To jego kolejny skandal!!!

    Dorota Wysocka-Schnepf - (ur. 4 paź­dzier­ni­ka 1970 w Jeleniej Górze) – celebrytka, dziennikarka, żona Ryszarda Schnepfa.

    Ukończyła studia na Politechnice Wro­cła­wskiej (kierunek inżynieria środowiska). W przeszłości pracowała w radiowej Trójce, była reporterką sejmową, prowadziła wywiady w cyklu Salon polityczny Trójki oraz program Konferencja prasowa w telewizji TVN. W latach 2001-2004 była korespondentką Polskiego Radia w Ameryce Łacińskiej. Współpracowała wówczas z „Rzeczpospolitą” i „Wprost”. Od 2004 do 2010 roku w TVP1 prowadziła Wiadomości, do prowadzenia których wróciła po 1,5 rocznej przerwie 23 lipca 2011. Jest także jedną z prowadzących program publicystyczny Polityka przy kawie emitowany w Jedynce po programie Kawa czy herbata?. W TVP1 prowadziła też programy: Debaty Polaków, Kwadrans po ósmej, Kwadrans po 11-tej i Z refleksem. Uczestniczyła w nagonce na prezesa Kobylańskiego jako żona Schnepfa.

    Jako prezenterka telewizyjna przypuściła gwałtowny atak na prezesa Kobylańskiego w I programie TVP 15 stycznia 2007 r. Szokuje fakt dopuszczenia do takiego nadużywania ekranu telewizji publicznej do niegodnych i oszczerczych aktów nienawiści wobec najsłynniejszego dziś przedstawiciela Polonii świata.

    Po co Platformie rzecznik prasowy? Jest przecież Dorota Wysocka-Schnepf! O pewnej wyjątkowo perfidnej manipulacji


    Zuzanna Schnepf

    Córka Ryszarda Schnepfa i Doroty Wysockiej – Schnepf została po układzie, zatrudniona na etacie w fundacji Shalom kierowanej przez Goldę Tencer i Szymona Szurmieja.

    Maksymilian Schnepf

    Ojciec Ryszarda Schnepfa.

    Żydowski komunista, należał do antypolskiej KPP, oficer stalinowskiej Informacji Wojskowej, zdrajca Polski, kawaler „prl-owskiego” orderu Virtuti Militari.

    W 1945 r. wraz z wydzielonym oddziałem specjalnym brał udział w przeprowadzonej przez siły sowieckie "operacji augustowskiej", w rezultacie której ponad 700 mieszkańców ziemi augustowskiej nie tylko nigdzie nie odnaleziono wśród żywych, ale także nigdy nie odnaleziono ich ciał".

    Pułkownik M. Schnepf przez wiele lat (do marca 1968 r.) pracował jako szef Studium Wojskowego na UW. Został lektorem KW PZPR. Był bardzo aktywnym działaczem Towarzystwa Społeczno- Kulturalnego Żydów w Polsce, a na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów określono go nawet jako "przywódcę społeczności żydowskiej w Polsce podczas reżimu komunistycznego".



    OD REDAKCJI USOPAŁ:

    Polecamy książkę „MSZ polski czy antypolski?” autorstwa Krzysztofa Balińskiego.

    Publikację zamawiać można w Polskiej Księgarni Narodowej:

    United Express Sp. z o.o.
    ul. Marii Konopnickiej 6/212

    00-491 Warszawa
    woj. mazowieckie
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Zapamiętajcie to co piszę, że..Bo nikt nie ma władzy wybaczania w cudzym imieniu, w imieniu pokrzywdzonych. A krzywdy są straszne:

    Naród stojący na skraju przepaści wymarcia, zniszczone państwo oddane w jasyr żydom i Prusakom, sprzedane całe miasta i ludzie, 10% społeczeństwa wypchnięte z własnego kraju na tułaczkę, pozostali w Polsce wystawieni jako mięso armatnie NATO pod topór rakiet Putina, oczywista perspektywa rozbiorów w najgorszej wersji – instalacja w obecnej państwowości judeo-polonii z nowym osadnictwem żydów z Izraela w Polsce.

    Tak klakierzy, jak i sam Wałęsa, podkreślają niezbywalne walory bojownika Wałęsy, którzy zmienił bieg historii. A przecież to brednie.

    Bo historia, wydarzenia są jak rzeka, której jednostka nie jest w stanie odwrócić, co najwyżej może być ona porwana przez silny nurt i popłynąć z jej biegiem. I tak przecież było z Wałęsą, który był małym, podłym człowiekiem o znikomym wykształceniu i niskim statusie społecznym, prostackiej pazerności i jako taki żadnej rzeki historii nie był w stanie ani zatrzymać, ani zmienić jej biegu.

    Nie o Wałęsie jednak chcemy tu napisać, ani nawet o tych niebezpiecznych, ale podobnych Wałęsie nikczemnych klakierach - profesorach, ale chcielibyśmy nakreślić te „solidarnościowe” wydarzenia, które tak dramatycznie rozegrały się na naszych oczach i zniszczyły naszą Ojczyznę, a jej Naród wypędziły na obczyznę.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Jest tam też materiał o gen. KBW i MBP Wacławie Komarze(właść. żyd Mendel Kossoj). Potwierdzają się fakty że ta cała UBecja i ich agenci przemian ustrojowych to sos "czosnkowy". A Polacy z dziada pradziada to tylko do łopaty i fabryki... Inteligencję, elitę Polską z dziurą w potylicy wrzucili do wilczych dołów i zajęli jej miejsce.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Co Wyszkowski ujawni w sprawie Tuska i niejakiego Edwina - pokłosie donosów Wałęsy

    http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=7787
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Naprawdę oni myślą, że Polacy są tacy głupi żeby kupić bajeczkę, że miał tylko teczkę Bolka i troczę mało znaczących papierów? Sama Kiszczakowa była za cienka w uszach żeby uknuć taką prowokację, przepraszam ale ja tego nie kupuję! Na pewno SB mają pochowane akta i to może być przesłanie żeby nie próbowali kombinować bo może skończyć tak samo!! Tu jest za duża stawka i mogliby wysadzić Polskę żeby zdecydowali się np ujawnić teczki Komorowskiego, Tuska Kwaśniewskiego, Cimoszewicza, Balcerowicza itd..Uważam, że żadne akta osób prywatnych się nie ukażą zostaną zakopane gdzieś głęboko co nie znaczy że zniszczone-dopóki żyją będą im posłuszni. Jak by ktoś zweryfikował i oszacował po nagraniach z tv jak wynoszą siatki dokumentów jak się mają ilością do udostępnionych przez IPN. Jedną 2 kartki może nie będzie widać różnicy ale jak cały tom zawinęli to będzie widać.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    poniedziałek, 22 lutego 2016
    JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teorie
    Najlepsze efekty kombinacji operacyjnych osiąga się poprzez grę na emocjach oraz zaangażowanie tzw. wolnych mediów. Nie ma bardziej oddanych rezonatorów wrzutek, tematów zastępczych i treści dezinformacyjnych, niż media uzależnione od obcego przekazu. Nie ma też lepszych odbiorców (grupy docelowej) od środowiska określanego mianem prawicy.
    Twórcy bezpieczniackich kombinacji mogli się o tym przekonać wielokrotnie - w roku 2008, gdy pod nazwą „afery aneksowej” prowadzono działania osłonowe B. Komorowskiego i próbowano zdyskredytować Komisję Weryfikacyjną WSI, podczas gier związanych z „aferą stoczniową”, czy niedawno, w trakcie operacji kreowania „nowego rozdania” i rozgrywki służb zwanej „aferą taśmową”. W każdym przypadku mieliśmy do czynienia z powielaniem tematów przewodnich (np. określenia „afera aneksowa”), wiarą w przekaz kreowany przez funkcjonariuszy propagandy oraz z bezrefleksyjną konsumpcją treści podawanych przez informatorów ze środowiska służb specjalnych. O przydatności „wolnych mediów” decyduje również niezdolność do samodzielnej, wolnej od obcych wpływów refleksji oraz deficyt umiejętności analitycznych.
    Było dziwne, gdyby w kombinacji zatytułowanej „teczki Kiszczaka” nie wykorzystano owych naturalnych predyspozycji i nie sięgnięto po sprawdzone wzorce.
    Wszystko, co wiemy o przebiegu tej „afery” wydaje się sugerować, że sprawa pojawiła się nieprzypadkowo i musi zawierać „drugie dno”. Do takiej interpretacji skłania się wielu publicystów i obserwatorów życia politycznego.
    Nietrudno dostrzec kontekst sytuacyjny wizyty M.Kiszczak w IPN - zainteresowanie publiczną „debatą” o przeszłości Wałęsy, fakt wykorzystania wątłego, przez co przydatnego interesom układu III RP narzędzia (szefostwo IPN) oraz ścisłe ukierunkowanie uwagi na sprawę TW „Bolka”. Niestety - nikt z analityków i „znawców tematu” nie próbował rzeczowo uzasadnić swoich wątpliwości, a tym bardziej, wskazać prawdziwego celu kombinacji. Zgodnie z ulubioną metodą mitologów, ograniczano się do spekulacji lub wieloznacznych dywagacji, okraszanych sugestiami o posiadaniu „tajnej wiedzy”. Jeśli pojawiały się hipotezy (o „ruskiej grze”, intencji storpedowania szczytu NATO, kreowaniu tematu zastępczego itp.) nie były poparte dowodami ani racjonalną argumentacją.
    Taki sposób postrzegania kombinacji operacyjnych jest niezwykle korzystny i w pełni zadowalający autorów.
    W zachowaniu wdowy po Kiszczaku słusznie dostrzega się celowość i logikę, a jej infantylne „wyjaśnienia” traktuje z dystansem. Można przyjąć, że osoba ta jest zaledwie wykonawcą cudzych poleceń lub uczestnikiem gry, której cele wykraczają poza ujawnienie „teczki Bolka”.
    Pojawiają się natomiast spekulacje, jakoby Maria K. czuła się zagrożona i „detonując” archiwum męża chciała uniknąć losu małżeństwa Jaroszewiczów. Ta wyjątkowo fałszywa teza nie uwzględnia faktu, że „przypadkowo” ujawnione przez Kiszczakową dokumenty dotyczą kwestii ogólnie znanych i w niczym nie zagrażają esbeckim decydentom i ich agenturze. Logika takich wywodów nakazywałaby raczej uznać, że wdowa po oberesbeku, obnosząc się publicznie ze swoją indolencją i niefrasobliwością dopiero teraz sprowadziła na siebie poważne zagrożenie. Trudno uwierzyć, że zapisy dotyczące TW „Bolka” były najcenniejszym i najtajniejszym trofeum w archiwum Kiszczaka, a ich pozbycie odsuwa niebezpieczeństwa związane z posiadaniem uciążliwego depozytu.
    Można raczej sądzić, że sprowokowano wykrycie takich „rewelacji”, by zabezpieczyć (osłonić) rzeczy stokroć ważniejsze i agenturę bardziej przydatną. Szef komunistycznej bezpieki mógł posiadać nie tylko kopię mikrofilmów przekazanych Moskwie przez gen. Bułę, ale informacje o „urobku” gen. Witalija Pawłowa (szefa rezydentury KGB w Polsce) oraz o agenturze zwerbowanej przez towarzyszy wschodnioniemieckiej Stasi. W takiej sytuacji, wywołanie „akcji prewencyjnej”(celem zaspokojenia opinii publicznej informacjami drugorzędnymi), byłoby ruchem logicznym, zgodnym z pragmatyką pracy operacyjnej.
    Za taką interpretacją przemawiałby fakt, że „odgrzanie” tematu „Bolka” to wyważanie dawno otwartych drzwi. Ujawnione informacje nie przynoszą dodatkowej wiedzy o agenturze „obozu solidarnościowego”, nie prowadzą do wykrycia czynnych agentów (ulokowanych głębiej) i nie zagrażają interesom układu III RP. Wiadomo natomiast, że temat zostanie natychmiast podchwycony przez „wolne media” i dzięki dostatecznie długiej „obróbce” stanie się wkrótce niestrawny dla większości odbiorców.
    Obawa o skutki kombinacji istniałaby wówczas, gdyby rządzący PiS nie był zakładnikiem mitologii demokracji i kwestię agenturalności oraz współpracy „liderów opozycji” z bezpieką (casus Magdalenki i ukrywania zbrodni założycielskiej III RP) odnosił do całego procesu powstawania komunistycznej hybrydy.
    Cóż bowiem po tym, że „wolne media” rozpisują się o „biesiadach z Kiszczakiem” i dostrzegają fałsz „transformacji ustrojowej”, skoro nie podąża za tym świadomość istnienia „skazy pierworodnej” III RP ani wola obalenia bezpieczniackiego tworu? To oznacza, że ujawnienie prawdy o agenturalnej przeszłości Wałęsy, nie tylko nie może podważyć fundamentów patologicznej państwowości, ale zostanie wykorzystane jako przesłanka świadcząca o rzekomym „oczyszczeniu” życia publicznego. Ten rodzaj konwalidacji esbecko-agenturalnego tworu był już wielokrotnie praktykowany.
    Drugim kryterium jest świadomość słabości i „koncyliacyjności” układu rządzącego. Tak widowiskowa akcja mogłaby zagrozić interesom autorów kombinacji, gdyby istniała pewność, że PiS podejmie radykalne działania: np. uchwalając nowelę ustawy o IPN i dokonując szybkiej zmiany kierownictwa Instytutu, wszczynając śledztwa w/s „prywatnych zbiorów” esbeckich (przeszukania, rewizje, areszty) czy uchwalając restrykcyjną ustawę lustracyjną i upubliczniając wszystkie zasoby „zbiorów zastrzeżonych” oraz nowo pozyskanych dokumentów. Gdyby zaistniałą sytuację wykorzystano do podjęcia zmasowanej akcji informacyjnej w mediach krajowych i zagranicznych, odebrania uprawnień esbekom i eliminacji tego środowiska z życia publicznego, do zdecydowanej rozprawy z obcą agenturą (pisałem o tym w poprzednim tekście) lub ukrócenia antypolskich działań ośrodków propagandy (powołanych z funduszy bezpieki i zarządzanych przez „przyjaciół Kiszczaka”) – można byłoby mówić o sensownej reakcji.
    Ponieważ takie działania nie zostaną podjęte, zaś opinia publiczna jest epatowana wyłącznie sprawą TW „Bolka”, ryzyko przejęcia inicjatywy lub pokrzyżowania planów kombinacji jest praktycznie znikome.
    Warto przypomnieć, że jedna z metod operacyjnych stosowanych przez tajne służby polega na zamierzonym poświęceniu (wystawieniu) agenta/współpracownika mało przydatnego lub wręcz bezużytecznego. Ta (znana również graczom w szachy) zagrywka służy zwykle dwóm celom – ma zaangażować (odwrócić) uwagę przeciwnika, ukrywając przed nim rzeczywiste zamiary gracza oraz pozwala wypracować dogodniejszą pozycję do ataku.
    Jeśli przyjmiemy, że „wystawienie” TW ”Bolka” byłoby rodzajem operacyjnego gambitu, należy szukać odpowiedzi na pytanie – co miałaby ukryć ta inscenizacja, jakie wywołać korzyści lub jakim zagrożeniom zapobiec?
    Ponieważ nie istnieje obawa podjęcia przez PiS działań wymierzonych w fundamenty III RP, a rozgrywana wcześniej kombinacja (m.in. na forum UE) skutecznie sparaliżowała grupę rządzącą i uczyniła z niej zakładnika „demokracji III RP” – hipotezę o zagrywce gambitowej traktuję z dużą rezerwą. Już dziś staje się oczywiste, że największa troska partii Jarosława Kaczyńskiego (podzielana również przez elektorat PiS) dotyczy „unikania prowokacji”. Wszechobecny lęk przed posądzeniem o „zemstę polityczną” oraz wizerunkowa dbałość o „demokratyczny sznyt” nowej władzy, zostały skutecznie zaszczepione podczas powyborczej gry z udziałem reżimowych „obrońców demokracji”. Ta kombinacja zdecydowała o obezwładnieniu PiS-u i narzuceniu mu przymusowej roli „gołąbka pokoju” i krzewiciela wartości demokratycznych.
    Zdarza się jednak, że zamysł kombinacji jest bardziej złożony, jak np. wówczas, gdy „wystawienie” ma służyć uwiarygodnieniu nowego, znacznie cenniejszego agenta lub jest rodzajem swoistej „deklaracji lojalności”. W takim przypadku, moglibyśmy mówić o działaniach zmierzających do uwierzytelnienia jakiegoś środowiska służb oraz „podrzuceniu” tematu wyjątkowo korzystnego dla układu rządzącego. Za taką interpretacją przemawiałaby wcześniejsza gra, zwana „aferą taśmową”, w której ludzie jednej ze służb umiejętnie dozowali komprmateriały obciążające niektórych polityków PO-PSL. Materiały te były chętnie kolportowane i rezonowane przez żurnalistów „wolnych mediów” – z tym zastrzeżeniem, iż nikt nie zadawał pytań – kto jest rzeczywistym mocodawcą osławionych „kelnerów” i jakie cele przyświecają kombinacji? Warto natomiast pamiętać, że jej efekty medialne znacząco pomogły w zwycięstwie wyborczym PiS i przyczyniły się do wizerunkowego pogrążenia reżimu.
    Nie można wykluczyć, że efektowne „odstrzelenie” TW „Bolka” i towarzysząca temu wrzawa medialna jest kolejnym elementem służącym kreowaniu „nowego rozdania” (pozbycie się zużytych, skompromitowanych wspólników) i rodzajem doraźnej pomocy udzielonej rządzącym przez „niewidzialną rękę” służb. Biorąc pod uwagę przebieg poprzedniej kombinacji oraz charakterystykę ówczesnych i obecnie wystawionych „celów”, można dostrzec, że negatywne skutki tych działań „zwyczajowo” omijają środowisko „ludzi w brązowych butach”.
    Ta hipoteza – szczególnie przydatna dla zwolenników tzw. teorii spiskowych, prowadziłaby do konkluzji, że procesy polityczne związane z „dobrą zmianą” przebiegają według wzorca i scenariusza ludzi służb specjalnych.
    Jeśli do zdarzeń rozgrywanych w III RP przyłożymy miarę działań operacyjnych, pojawia się również trzecia, niemniej atrakcyjna teoria. Złożone kombinacje służb specjalnych są niekiedy rozgrywane w dłuższym czasie i rozpisane na poszczególne elementy. Zdobycie zaufania przeciwnika lub skłonienie go do określonych zachowań i reakcji, wymaga nierzadko podjęcia precyzyjnych działań uwiarygodniających. Podobnie, jak operacja ulokowania cennego agenta pociąga za sobą konieczność „spalenia” pionka lub figury zużytej, tak wykreowanie korzystnej sytuacji, stworzenie pożądanej atmosfery lub ugruntowanie fałszywego przeświadczenia, wymagają wcześniejszych „zabiegów legalizacyjnych”. Jeśli autorzy kombinacji chcą np. uzyskać efekt wiarygodności pewnych źródeł informacji, muszą zadbać, by przeciwnik utrwalił takie przekonanie na podstawie wcześniejszych faktów i doświadczeń. Wprowadzenie jednej fałszywej informacji bywa wówczas okupione przekazaniem stu informacji prawdziwych. Potencjalne „straty” są rekompensowane istotną wagą fałszywki oraz efektami, jakie wywoła w obozie przeciwnika.
    Może się zatem zdarzyć, że celem obecnej kombinacji jest wprowadzenie do „obiegu publicznego” dokumentów/informacji niekorzystnych lub dyskredytujących układ rządzący. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w odzyskanych przez IPN „zbiorach Kiszczaka” (bądź w prywatnym archiwum innego, prominentnego esbeka) zostaną znalezione dokumenty świadczące o współpracy agenturalnej któregoś z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości bądź informacje obciążające (kompromitujące) najważniejsze postaci „środowiska patriotycznego”. Jeśli wcześniej, z tego samego źródła uzyskano szereg wiarygodnych dokumentów, na jakiej podstawie można wykluczyć prawdziwość tego, konkretnego przekazu? Kto uwierzyłby, że esbek przechowujący oryginały dotyczące TW „Bolka” lub teczki niezwykle cennych agentów, kolekcjonuje w swoich zbiorach pospolite „fałszywki” i zbiera informacje pozbawione znaczenia?
    Takie „znalezisko” byłoby cennym elementem rozgrywki prowadzącej do rozpisania wcześniejszych wyborów, lub przez długie lata pozwoliło eksploatować temat niewygodny dla PiS-u.
    Istnieją przesłanki pozwalające uprawdopodobnić i taką hipotezę. Jak wiemy, z publicystą tygodnika "Do Rzeczy" skontaktował się wysoki rangą oficer SB, bliski współpracownik Kiszczaka. Przekazał dziennikarzom informację, gdzie były szef komunistycznego bezpieki miał ukryć kolejne kartony tajnych dokumentów. Ta nadzwyczajna aktywność byłego esbeka i manifestowane przez niego „wzburzenie”, nie należy do kanonu zwyczajowych zachowań. Ponieważ sprawą zajął się już IPN, należy się spodziewać, że temat będzie kontynuowany, a odkryty zbiór dokumentów może zawierać zgoła nieoczekiwane informacje.
    Warto również zwrócić uwagę na zadziwiający pęd do jawności życia publicznego i lustracyjne dążenia polityków PO. Andrzej Halicki, jeden z czołowych działaczy tej partii, okazał się zwolennikiem udostępnienia wszystkich dokumentów jakie znalazły się w tzw. szafie Kiszczaka i orzekł, że ujawnienie tylko dokumentów dotyczących Wałęsy będzie „polityczną rozgrywką ze strony Prawa i Sprawiedliwości”. Mając na uwadze genezę KLD-PO (powstałych przy udziale byłych esbeków) oraz obecność w tej partii postaci o agenturalnej przeszłości, takie zachowanie wobec treści esbeckich archiwów powinno zadziwiać, ale też niepokoić. Deklaracje Halickiego wydają się opierać na przeświadczeniu, że dokumenty znalezione w „szefie Kiszczaka” nie zawierają żadnej wiedzy niekorzystnej dla polityków byłego reżimu.
    Niezależnie od tego, która z powyższych hipotez byłaby prawdziwa, jest dla mnie oczywiste, że partia pana Kaczyńskiego okaże się bezradna wobec zamysłów tej kombinacji.
    Nieprzypadkowo wspomniałem o zgubnej mitologii „demokracji III RP” i istotnej roli „wolnych mediów” w utrwalaniu fałszywych przekazów. Dziś reprezentują one stanowisko partii rządzącej i kreują „linię programową” ściśle związaną z interesami politycznymi PiS. Ta cecha jest szczególnie widoczna w obszarze spraw związanych z działaniami poprzedniego reżimu oraz w ocenie realiów państwa powstałego w Magdalence. Uniemożliwia ona kierowanie krytyki i postulatów pod adresem grupy rządzącej i ogranicza autonomię wolnej myśli. Ponieważ w interesie PiS leży osłona medialna wyjątkowo słabego i pasywnego prezydenta Dudy oraz odstąpienie od rozliczenia najgroźniejszych postępków PO-PSL, nie usłyszymy informacji o losach aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o spustoszeniach dokonanych przez środowisko B. Komorowskiego w sferze bezpieczeństwa, a tym bardziej, o sprawach, które podważałyby mitologię „wolnej i demokratycznej” III RP. Dlatego sposób uczestnictwa w obecnej kombinacji zostanie ograniczony do rezonowania tylko tych treści, które odpowiadają politycznym wizjom i strategiom partii rządzącej. To z kolei sprawia, że autorzy esbeckiej gry mogą czuć się bezpieczni.
    Autor: Aleksander Ścios o 12:30
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Zostawili tylko teczkę Bolka i śmieci a resztę zachowali. Kiszczakowa myśli, że czuje się bezpiecznie. Przecież to śmierdzi na odległość.Kiszczak był bezkarny bo miał teczki na wszystkich.Nie zdziwię, że Kiszczakowa sprzedała dokumenty. Komuna nadal sobie robi jaja z Polski. Z tylu kg tak długo i skrycie przechowywanych dokumentów tylko teczka Bolka przedstawia wystarczającą wartość, i chyba jest tam jedyną teczką osobową TW.
    A gdzie reszta? Przecież to były kwity - ubezpieczenie dla Kiszczaka.
    Ujawniono w sposób kontrolowany to co miało teraz być ujawnione. Reszta kwitów niestety dalej będzie służyć jako trzymanie na nieposłusznych.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Teczki agentów z “Solidarności” w archiwach Stasi!!!...W 2006 roku dotarliśmy do informacji o zachowaniu się teczek polskich agentów w archiwach Stasi. Zmiana rządów w 2007 roku na kolejne 8 lat zahamowała polskie projekty badawcze w Instytucie Gaucka. Może nowy rząd, wybrany w 2015 roku powróci do nich? https://youtu.be/NNt6zA0vW-I
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Cytat: jego chaotyczne tłumaczenia przesyłane z Miami, w których idzie w zaparte, mimo że dokumenty ujawnione przez IPN są jednoznaczne? Trzeba pewnie zanalizować psychikę, może osobowość Lecha Wałęsy, żeby to zrozumieć. Natomiast wydaje się, że sprawa jego agenturalności jest bezdyskusyjna, wiec nie wiem dlaczego idzie w zaparte. Nie powinien pójść w zaparte. Nie wiem czy on dobrze rozróżnia dobro i zło. Kiedyś mówiłem o takim przypadku, kiedy Wałęsa w 1979 roku opowiadał na WZZ-tach (Wolne Związki Zawodowe – red.), a później mieliśmy taśmę z tego, jak on zachowywał się. Mówił jak ze zdjęć rozpoznawał swoich kolegów na milicji. Joanna Gwiazdowa powiedziała wtedy: „Ale przecież ty sypałeś ludzi!”. A on : „Milicja to też ludzie”. Dzisiaj to wyraźnie widać z tego Miami, z Wenezueli, kiedy mówi o tamtej stronie w PRL, że to też byli patrioci. Coś u Wałęsy szwankuje i do dzisiaj nie można tego wyprostować. Myślę, że on tego problemu nie rozumie w tej swojej sylwetce psychologiczno-osobowościowej. Nie rozróżnia co jest dobre, a co złe. Bo jeżeli by to dobrze rozróżniał, tego problemu dzisiaj nie mielibyśmy. Z jego osobowości wynika też później wiele innych nieszczęść.
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Nowa wersja Wałęsy. Tym razem pisze, że "otarł się o służby PRL"(SIC!)..Lech Wałęsa jest dziś wyjątkowo aktywny. W reakcji na ujawnienie nowych dokumentów z domu Czesława Kiszczaka opublikował kilka wpisów, w których wyjaśnia swoją "drogę życia". Ale jest to coraz bardziej groteskowe...

    Tym razem Wałęsa deklaruje: "Gdybym miał powtórzyć swoją drogę życia, nic bym nie zmienił, w tym otarcie się o służby PRL". Dodaje także: "Irytują mnie pojęcia strachu, zdrady, przekupstwa, współpracy. Mnie to nie dotyczy".

    Były prezydent odgraża się też, że "rozwali tę prowokację w swoim czasie".

    Oczywiście całość wpisu przypomina poprzednie płody myśli Lecha Wałęsy. Interpunkcja, ortografia, styl i układ tekstu są - można by rzec - niepodrabialne. Oto najnowsza wersja sprawy "Bolka" według samego "Bolka" - z godz. 13:

    Tu jest błąd w Waszym myśleniu

    Irytują mnie pojęcie strachu , zdrady , przekupstwa , współpracy .Mnie to nie dotyczy

    Robiłem zawsze w tych sprawach to do czego byłem przekonany i w co wierzyłem .

    Gdybym miał powtórzyć swoją drogę życia nic bym nie zmienił w tym otarcie się o służby PRL.

    Miałem swoją koncepcję walki z komunizmem i ją zrealizowałem. .do Waszej Ona nie pasuje ..

    Kto z Was bohaterzy w targnął by w czasie bijatyk do komendy milicji wynegocjował wypuszczenie więźniów i o odebrania ich wystąpił z okna komendy.

    Kto z Was internowany wyrzucił by wicepremiera z pokoju internowania

    Kto z Was jadąc podpisać gotowy niedobry traktat Poprawił go i podpisał werunkiem było wyprowadzenie wojsk sowieckich .

    Kto z Was byłby wstanie by umorzono połowę polskich dlugów

    Kto z Was wie ile razy padł pamiętny sierpiowy strajk 1980 r i kto go urartował

    Kto z detronizował Gen Jaruzelskiego a gdyby tego nie zribił

    Kto nie pozwolił by Gen Kiszczak został premierem i wiele innych jak mi się przypomi dopiszę , a może szkoda szkoda słów ...LW

    Kto z Was zna skład Komunistycznego Sztabu antykryzysowego z sierpnia 1980 roku

    Kto z Was wie z kąd brały się bojówki by w nocy atakować posterunki strajkujacych Tu jest błąd w Waszym myśleniu

    To co pokazuje bezczelnie IPN nie powstało przy moim udziale .To nieżle przygotowana prowokacja ale i to udowodnię i rozwalę w swoim czasie .LW
  • @Andrzej Tokarski 18:44:13
    Fotokopie donosów Bolka - sami zobaczcie!

    http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=7790

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930