Gorące tematy: Zostań BLOGEREM! Civitas Ordo Unia Kapitału i Pracy Smoleńsk RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1663 posty 1735 komentarzy

+ Goodbye ITI + Прощай ИТИ +

Stanislas Balcerac - Z Panamy przez PRL do III RP, czyli o wpływie Wizjonerskiej Strategii Inwestowania (WSI) na Polskę -- czytaj cała prawdę całodobowo -- na mPolska24.pl oraz na Facebook / Goodbye ITI -- i myśl samodzielnie, bez TVN24

Specbankier Kostrzewa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Byly wykladowca w Instytucie Podstawowych Problemow Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, Leszek Balcerowicz, mial zdumiewajaco dokladna wiedze o Talentach Wizjonerskich (TW) przebywajacych w czasach PRL za granica. Po Wejchercie, zadzwonil do Kostrzewy.

Rok 1989. Bolek dogadal sie przy krzywym stole z Kiszczakiem i widac ze ludzie Kiszczaka dostali zielone swiatlo do budowy nowej Polski. Leszek Balcerowicz, ktory widzial juz Jana Wejcherta na stanowisku pierwszego ministra prywatyzacji, zlapal za telefon i zadzwonil do mlodzienca o nazwisku Wojciech Kostrzewa, dzialajacego owczas w Kilonii (nie mylic z Kolonia), w owczesnej RFN.

Juz w grudniu 1989 polski Niemiec Kostrzewa zostal doradca Balcerowicza. Prawie prosto po studiach. 

W 1989 nie bylo Facebooka i telefonow komorkowych, jak wiec Balcerowicz dokonal blyskawicznej identyfikacji mlodych zdolnych umieszczonych wtedy w dalekich krajach (Wejchert w Irlandii, Kostrzewa w RFN) ?

Czy ktos mu szeptal nazwiska do ucha czy tez na biurku lezala juz napisana na maszynie lista tych wytypowanych do budowy nowej Polski ?

Moze Balcerowicz uzywal listy dziekanskiej najlepszych studentow ? Zacharski, Wejchert i Kostrzewa studiowali prawo i ekonomie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie wykladal nasz stary znajomy, Miro W.         

Wojciech Kostrzewa lata 80-te spedzil w Niemczech, gdzie dostal dziwnie szybko niemieckie obywatelstwo. Po ukonczeniu studiow ekonomicznych w Kilonii, w 1988, Kostrzewa badal cos na tamtejszym Instytucie Gospodarki Swiatowej. Dorobek badawczy Kostrzewy pozostaje tajemnica.

Kilonia Kostrzewy, tak jak Dublin Wejcherta, jest miastem portowym. Pierwsza flota niemieckiej marynarki wojennej (Einsatzflottille 1), stacjonuje w Kilonii. Moze bylo co badac.  

Kariera Kostrzewy w Polsce Bieleckiego i Balcerowicza byla tak szybka i blyskotliwa jak wczesniejsze nieco kariery Wejcherta i Zacharskiego za granica: doradca Balcerowicza, szef rady nadzorczej Warty, prezes Polskiego Banku Rozwoju (PBR), Prezes BRE Banku i w koncu kulminacja kariery, prezes panamskiej ITI.

Kostrzewa byl swiadkiem i aktorem tworzenia sie historii gospodarczej III RP: operacja Zielone Bingo w Warcie, kredyty PBR towarzyszace wizjonerskiej dzialalnosci Dr. Jana Kulczyka, kredyty PBR dla ITI, udzialy BRE Banku w TV Wisla, kredyty BRE Bank dla ITI i TVN oraz wejscie kapitalowe BRE Banku w TVN, operacja Optimus (onet), operacja PKN Orlen i tak dalej.

Jakiekolwiek proby zakwestionowania metod Kostrzewy w sadach konczyly sie fiaskiem. Co wiecej, proba przesluchania Kostrzewy przez komisje sledcza ds. prywatyzacji bankow zakonczyla sie rozmontowaniem owej komisji przez Trybunal Konstytucyjny w ktorym wazna role (jako sedzia sprawozdawca) odgrywal byly czlonek rady nadzorczej ITI, Miro W.    

21 wrzesnia 2006 w sali rozpraw Trybunału Konstytucyjnego odegrala sie klasyczna polska farsa. Miro W. niezalezny i niezawisly sedzia TK, ktory rok wczesniej dostal 1.000.000 PLN od ITI, calkiem powaznie przepytywal poslow na temat definicji konfliktu interesow.  

Komisje sledcza rozmontowano poniewaz miala tez zajac sie pytaniem czy Balcerowicz jako prezes NBP i szef nadzoru bankowego nie popadl w powazny konflikt interesow, zasiadając w radzie fundacji CASE, ktora przyjmowala darowizny od bankow, co do ktorych Balcerowicz podejmowal decyzje. Na to Towarzystwo Wizjonerow (TW) nie moglo pozwolic. Miro W. jeszcze raz sie sprawdzil.

Kilka dni pozniej przeprowadzono operacje odwetowa na tych ktorzy odwazyli sie podniesc reke na Kostrzewe i Balcerowicza, slynna operacje podsluchowa przeprowadzona w budynkach Sejmu, pod nazwa "Tasmy Prawdy".

Operacja podsluchowa w budynkach sejmu niezawislego panstwa musiala przypomniec wizjonerom najlepsze czasy mlodosci.  

Dla uczczenia sukcesu operacji "Nietykalni" i "Tasmy Prawdy", Kostrzewa, Wejchert i Walter spotkali sie dwa miesiace pozniej w Palacu Sobanskich i zalozyli radosnie Polska Akademie Gastronomiczna. Ich rozweselone twarze widnieja do dzisiaj na stronie internetowej akademii: www.akademiagastronomiczna.org.

Kostrzewa zadomowil sie na dobre w ITI w 2005 roku. Dostal biuro, samochod, komorke i sekretarke. Do tego darmowe akcje ITI plus 2.000.000 PLN gotowka, chyba za to ze jako prezes BRE Banku tak ladnie dbal o ITI i do tego jeszcze onet.pl zalatwil.   

Co porabia Kostrzewa cale dnie na Wiertniczej, nie wiadomo. Moze pisze autobiografie ? Wiadomo tylko ze czasami udziela wywiadow prasowych w ktorych zaprzecza wszystkiemu co jest do zaprzeczenia. Tak jak we wczorajszym wywiadzie dla "Pulsu Biznesu" (cytat): " Plotki o planowanej sprzedazy Onetu są nieprawdziwe — mówi Wojciech Kostrzewa, dyrektor generalny Grupy ITI".

Dyskusja na temat konfliktu interesow Kostrzewy, ktory przeszedl z banku finansujacego hojnie ITI (BRE Bank) do ITI byla prowadzona przez autora wpisu na WZA ITI Holdings SA w maju 2006 (dokument PDF bedzie zalaczony do wpisu, strony 7, 8, 9)), oczywiscie bez zadnego rezultatu.          

Ciag dalszy w poniedzialek, w odcinku: "TVN: Wdowa z St.Moritz / Dziedzic z Dani".

 

Do wpisu bedzie dolaczona kopia wczorajszego komentarza do wpisu "Jak wydrenowac TVN" autorstwa ordo z zalaczona kopia artykulu Pawla Pietkuna "Specbank", opublikowanego w Gazecie Bankowej Nr 34 (1034) w dniu 29 wrzesnia 2008, ktory swietnie rozwijaja dalej i uzupelnia temat Kostrzewy & kolegow. 

WZA ITI Holdings SA

 

KOMENTARZE

  • Kopia wczorajszego komentarza autorstwa ordo:
    Media, wielki biznes, służby...
    Niestety, faktem ścisły jest związek mediów założonych przez agentów i wielkiego biznesu, który powstał dzięki wsparciu służb. Przykłady możnaby mnożyć. Skupmy się na postaciach sztandarowych: Jan Kulczyka i Wojciecha Kostrzewy. Obydwaj w 1989 r. wracają z RFN do Polski. Kulczyk z Berlina Zach., gdzie jego ojciec, Henryk jest rezydentem "polskich" służb i zostaje "rzucony" na odcinek biznesu. W.Kostrzewa, wtedy obywatel RFN (ciekawe jak student z Polski dostał obywatelstwo niemieckie), który nawet nigdy wcześniej nie pracował w banku (!) zostaje przez Leszka Balcerowicza "rzucony" na odcinek bankowości i nominowany na stanowisko prezesa nowopowstałego Polskiego Banku Rozwoju S.A. Bank ten finansuje baaaaardzo agresywnie m.in. Jana Kulczyka.
    Wkrótce okazuje się, że tam gdzie był Kulczyk, jest i Kostrzewa i vice versa. Pierwsze prawdziwe miliony Kulczyk wraz K.Komornickim (z afery FOZZu) robią przy wejściu TUiR WARTA S.A. na giełdę w 1994 r. dzięki chamskiemu i prymitywnemu numerowi, który jak wynika m.in. z artykułu Gazety Polskiej pt.: "Zrobili nas w bingo", był operacją UOPu, którego szefem był G.Czempiński, późniejszy doradca J.Kulczyka i członek Rady Nadzorczej BRE Bank S.A. (razem z J.Kulczykiem i Sł.Wiatrem), którego prezesem w 1998 r. został W.Kostrzewa. W czasi e-operacji UOP Zielone bingo Przewodniczącym Rady Nadzorczej Warty S.A. jest ...Wojciech Kostrzewa.
    To właśnie BRE Bank pod wodzą W.Kostrzewy przejmuje w podejrzanych okolicznościach Optimusa (i onet.pl) od Romana Kluski, po czym R.Kluska ma gigantyczne problemy. Jak do tego doszło wspomina artykuł Gazety Polskiej pt.: "Jak Roman Kluska budował ITI". Dziś onet.pl to filar machiny propagandowej ITI.
    To właśnie Kulczyk z Kostrzewą dokunują gigantycznych transakcji akcjami PKN ORLEN tuż przed aresztowaniem jej prezesa A.Modrzejewskiego (Kulczyk kupuje akcje od BRE za kredyt z BRE).
    Słynne były też negocjacje J.Kluczyka z Ałganowem z udziałem Marka Modeckiego, syna polskiego SBeka, legitymującego się paszportem m.in. Kostaryki, działającym w branży bankowości inwestycyjnej.
    Wszyscy wiedzą o tragicznej sprawie Olewnika, jednak firma Olewnika nie była jedyną z branży mięsnej, którą interesowal się UKŁAD.
    Firmy Olewniak nie udało się przejąć, ale w 2001 r. BRE razem z Kulczykiem przejmują wbrew prawu, dzięki zdradzie ówczesnego prezesa Pozmeat S.A., Andrzeja Wachnika, brata wiceszefa ABW, Marka. W czasie kiedy kontrolę nad tą spółką giełdową sprawuje BRE, doprowadza ją do upadłości, mimo, że dyrektorem finansowym (a może właśnie dlatego) BRE Bank mianowal b. wiceministar Skarbu, zastępcę W.Kaczmarka, Ireneusza Sitarskiego z SLD. W międzyczasie członkiem RN Pozmeat zostaje Jan Klafkowski, siostrzeniec b. członka Rady Państwa, u którego doktorywzował się Jan Kulczyk... a BRE pozyskuje inwestora branżowego, firmę Alsero z Pruszkowa, Romualda Robaczewskiego (lepiej mowi po rosyjsku niż po polsku), który jest jedną z osób mocno zaangażowanych w narzucenie embarga na eksport polskiego mięsa do Rosji.
    Jak wynika z artykułu Gazety Bankowej z 2008 r., pt.: "Specbank", poświęconego BRE Bankowi, W.Kostrzewa miał być mocodawcą gróźb pozbawienia życia jednego z członków Rady Nadzorczej Pozmeatu, który próbował ratować tą spółkę. Kostrzewie i Kulczykowi chodziło przede wszystkim o 5,5 ha w centrum Poznania należące do Pozmeatu. Prokuratura bezceremonialnie urywa łeb sprawie gróźb W.Kostrzewy, a sam Kostrzewa jest wcześniej przesłuchiwany w ...jego gabinecie prezesa ITI, do którego trafia w 2005 r. po tym, jak się okazało, że wartość oficjalnie ujwanionych strat tego banku wskutek tzw. inwestycji kapitałowych W.Kostrzewy przekroczyła ponad 600 mln zł.!!!
    Następcą W.Kostrzewy zostaje Sławomir Lachowski TW SB. Do BRE Banku, na stanowisko dyrektora trafia także były szef ABW, Andrzej Barcikowski, który już w latch 90-tych był dyr. biura zarządu PBR, którym kierował wtedy K.Kostrzewa.
    Dziś W.Kostrzewa jest m.in. przewodniczącym RN TVN S.A. (głośne na rynku kapitałowym były oszukańcze warunki odsprzedazy platformy n TVN kosztem akcjonariuszy gieldowych - patrz artykuł GP: "TVN na krawędzi"), Tygodnika Powszechnego Legii. Natomiat dzielny J.Kulczyk, po okresie emigracji zewnętrznej w czasie rządów PiSu wraca do Polski i w świetle jupiterów chce dobrać się do naszych pieniędzy w OFE.
    W maju br. planowana jest publiczna emisja akcji Kulczyk Oil Ventrure S.A. pod pretekstem wydobycia ropy i gazu w Brunei i diabli wiedza gdzie jeszcze. Mimo, że Petrolinvest S.A. Ryszarda Krauze właśnie dogorywa - cena rynkowa spadła z ok. 500 zł. na ok. 20 zł. ! (wcześniej zbierał fundusze m.in. od OFE na ten sam cel co Kulczyk niebawem), KOV rozpętał niesłychaną wręcz akcję propagandową, chcąc uzyskać, bagatela, ok. 800 mln zł.!!! Na marginesie, dodać należy, iż prezesem skompromitowanego, giełdowego Petrolinvestu jest Paweł Gricuk, jednocześnie członek Rady Nadzorczej TVN S.A. (!), w latach 80-tych student prof. M.Belki i członek (już na studiach PZPR!). To tylko mały wycinek polskiej rzeczywistości, o której przeciętny Polak nie ma pojęcia, a która potwierdza o co tak naprawdę toczy się bój!
    Wziąwszy pod uwagę, iż Wojciech Kostrzewa od lat zna Janusza Palikota, z którym zasiadał w Polskiej Radzie Biznesu, trudno się dziwić, iż Palikot był tak agresywnie promowany w WSI24. Ci, którzy nie chcą fuzji PGNiG z Gazpromem i Nafohazem powinni głosować na Jarosława Kaczyńskiego.


    Paweł Pietkun - Specbank - Gazeta Bankowa - Gazeta Bankowa - Nr 34 (1034) - 2008-09-29
    Gdzie zaczyna się i gdzie kończy obecność BRE Banku w polskiej gospodarce i polityce? Sprawy sądowe, podważanie ważności umów oraz wrogie przejęcia odbywały się w cieniu wszechobecnych służb specjalnych PRL oraz wolnej Rzeczpospolitej. BRE jak mało który bank w Polsce pełni jedną z najważniejszych ról w nadwiślańskim skomplikowanym systemie naczyń połączonych odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie banków, funduszy emerytalnych, towarzystw ubezpieczeniowych i ponad 20-milionowej rzeszy ich klientów.
    Jeśli uważacie, że powiązania Grupy BRE z Urzędem Ochrony Państwa, Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wywiadem oraz PRL-owską SB były i są tajemnicą poliszynela dla związanych z sektorem finansowym bywalców salonów – macie pełną rację. W końcu do BRE trafiają niemal wszyscy byli szefowie UOP i ABW (dyrektorem departamentu monitoringu jest obecnie były jej szef, Andrzej Barcikowski).
    Ale dodajcie do tego listę osób i spółek z pierwszych stron gazet ekonomicznych – nie tylko polskich... BRE i PBR (Polski Bank Rozwoju, przejęty przez BRE) czy ogólnie z tzw. stajni Kostrzewy wyszło chyba najzaczniejsze grono przekrętasów w tym kraju. I to wszystko pod patronatem Leszka Balcerowicza, bo Kostrzewa to przecież jego wynalazek.
    Przeczytaj książkę Dakowskiego i Przystawy "Via FOZZ i Bank" a zrozumiesz więcej. W nieciekawych kontekstach FOZZowskich znajdziesz nie tylko nazwisko L.Balcerowicza (promował W.Kostrzewę),ale także Krzysztofa Szwarca i wielu innych wybitnych finansistów takich jak np. Józef Proń, obecny prezes PTE ING ! Jeszcze niejedna tajemnica karier w III RP (takich jak W.Kostrzewy!) jest wciąż do odkrycia... Prezesem ITI, Wojciechem Kostrzewą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która od 2005 r. (sic!) prowadzi śledztwo m.in. w sprawie fałszowania ksiąg rachunkowych BRE Banku, działanie na szkodę banku przez członków jego zarządu (z udziałem TW Lachowskiego) oraz podawania nieprawdziwych informacji. Ciekawe ile lat prokuratura będzie potrzebować, aby wreszcie zakończyć śledztwo? Czyżby prezes ITI był przysłowiową "świętą krową"? Jakby tego było mało, z artykułu wynika, że Kostrzewa miał formułować groźby karalne pod adresem byłego podwładnego, który odmówił mu wykonania nielegalnych operacji finansowych. Żeby było śmieszniej, Kostrzewa był w sprawie gróźb przesługiwany w jego gabinecie prezesa ITI (?!). To swoisty przykład równości wobec prawa...

    Pseudoliberalne podejscie Leszka Balcerowicza do gospodarki polskiej w 1989 i 1990, którego glupote przewyzszalo tylko podejscie niemcow zachodnich do gospodarki NRDowskiej (tak, oni zrobili jeszcze wieksze glupstwo) doprowadzilo do upadku tysiecy firm polskich i to nie tych, ktore powinny upasc (wielkich molochow w gornictwie, energetyce itd) tylko wlasnie w nowoczesnych galeziach gospodarki. Jego polityka dala zarobic spekulantom (slynny sztywny kurs dolara przez ponad dwa lata) i cwaniakom (przejmowali za grosze upadajace firmy) a z milionow Polakow zrobila pariasow. Gotow jestem uwierzyc ze to tylko bledna teoria ekonomiczna gdyby wlasnie nie fakt ze Pan Balcerowicz stworzyl i popieral takich szkodnikow jak Pan Kostrzewa, jak Pani Kornasiewicz, nadzorowal FOZZ, dopuscil do afery spirytusowej i wyprzedazy bankow za grosze….
    Prezes ITI, Wojciech Kostrzewa, będąc wtedy prezesem BRE Bank S.A.... jako jeden z pierwszych banków wypowiedział wtedy umowy kredytowe Stoczni Szczecińskiej...Czyż to nie "cudowny" kolejny "przypadek"? Prezes Stoczni, Krzysztof Piotrowski dobrze zna W.Kostrzewę i pewnie ma sprecyzowany pogląd na osobę prezesa ITI…

    ordo 08.06.2011 14:39:06
  • @Stanisław Balcerac&All
    Warto odnotować "rozbójnictwo bankowe" Kostrzewy, za jego prezesury w BRE. Do sprawy stoczni, dodam - toutes les proportiones gardee - faktyczne, chwilowe przejęcie "Twojego Stylu". Ekspansywny był prezes...
    Pozdrawiam
  • @Stanislas Balcerac
    Pan szargasz największe świętości!
    Wejchert, czy inny Kostrzewa to rozumiem. Ale kawaler Orła Białego Leszek Balcerowicz? Toż to dla czytelników GW i oglądaczy TVN świętość większa niż Jan Paweł II dla normalnych Polaków!
  • @Jerzy Wawro
    Faktycznie, niejaki Balcerac przesadza! :-)))! Pozdrawiam.
  • Panowie wyżej- to tylko zazdrość wami kieruje
    Niestety nie byliście absolwentami znakomitych szkół typu -Instytut Podstawowych Problemow Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, kursy specjalistyczne NKWD, itp- dlatego macie małe szanse osiagnać sukcesy "biznesowe" i polityczne.
    Dzięki zdobytym umiejętnościom w tych szacownych uniwesytetach "wybitne" jednostki są obecnie elitą "biznesu" i "demokratycznej" polityki, nadają ton trendom i stymulują sposób myślenia jednostek. Skuteczność stosowanych metod PR i wizjonerstwa społecznego były doskonalone od 1917 roku. Troszeczkę niedostosowanego elementu musiało wyginąć, ale to wszystko dla ogólnego postępu społecznego.
    Dzisiaj te same metody, po trosze obleczone w inna szatę, są efektywnie wykorzystywane w polityce, gospodarce i finansach.
    Osobniki wywodzące się z formacji, które ludobójstwo i wyniszczenie człowieka traktowały jako naturalny proces rozwoju społecznego, w warunkach demokracji maja zapewniony większy luksus działania i bezkarność, co sprawia, że nie mają żadnych wewnętrznych oporów w swym działaniu.
    Dlatego nie ma żadnego sensu wchodzenia z nimi w polemikę, dyskusje czy inne nawracanie.
    Dzisiaj nie ma człowieka miary Piłsucki, który za niszczenie żywotnych podstaw bytu narodu gotów był postawić winnych pod mur po krótkim polowym procesie.
  • All
    http://www.kos.media.pl/?page_id=105
  • @Antoni1
    Wiemy.

    http://grzegorz.rossa.nowyekran.pl/post/1402,swieta-barbara-blida-patronka-gornikow
  • cd + okolice
    Bezpieka w III RP
    Gen. Henryk Dankowski, I zastępca ministra spraw wewnętrznych, tuż po czerwcowych wyborach do sejmu kontraktowego (1989) nakazywał: „Proszę o przesłanie w trybie pilnym:

    1. Charakterystykę aktualnie wybranych posłów i senatorów, będących aktualnie naszymi współpracownikami […] Proszę uwzględnić stopień związania ich z naszą służbą,

    2. Charakterystykę osób, które nie są formalnie tajnymi współpracownikami, lecz z którymi w różnej formie utrzymywany jest stały lub okresowy kontakt operacyjny […] Należy podejmować różnorodne działania, by osoby te były coraz silniej związane z nami i coraz bardziej dyspozycyjne w realizacji zadań […].”

    Komuniści byli w pełni świadomi, że nawet w gospodarce tylko w części wolnorynkowej faktyczną władzę – również polityczną – ma ten, kto ma kapitał. Szybko więc rozpoczęli akcję budowania swego zaplecza finansowego. Zmiany PRL-owskiego prawa pozwoliły na tworzenie rozmaitych spółek, które stały się sposobem na wyprowadzanie finansów z budżetu państwowego do kieszeni reprezentantów reżimu.

    W latach 80 i na początku lat 90-tych szczególną aktywnością wykazywał się peerelowski wywiad , który wykorzystywano do tworzenia spółek i firm mający swoje dotychczasowe kontakty za granicą. Zdarzało się, że prywatyzowano lub wykorzystywano do zbijania kapitału instytucje tak zwanego przykrycia wywiadowczego, czyli tworzono na Zachodzie firmy, które miały być przykrywką dla PRL-owskich szpiegów.

    Poważniejszy problem dotyczył jednak wojskowych służb specjalnych. Wojskowe Służby Informacyjne powstały bowiem w 1991 roku z połączenia dwóch pionów komunistycznej wojskowej bezpieki, czyli II Oddziału Sztabu Generalnego LWP oraz Wojskowej Służby Wewnętrznej – przy czym w ogóle nie przeprowadzono w nich weryfikacji. W efekcie utrzymano swoiste państwo w państwie. Tym, co szczególnie powinno niepokoić był fakt, że przez kilkanaście lat polskie władze państwowe nie interesowały się związkami polskich oficerów z KGB i GRU.

    Aparat bezpieczeństwa zakładał, że już w czasie rozmów Okrągłego Stołu sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Zbigniew Sobotka, wówczas członek Biura Politycznego KC PZPR, znany później z głośnej afery starachowickiej, relacjonował funkcjonariuszom wschodnioniemieckiej Stasi: „Krótko przed zakończeniem rozmów okrągłego stołu gen. Kiszczak OSOBIŚCIE NAKAZAŁ, aby archiwa, szczególnie materiały dotyczące lat 80., zostały WYCZYSZCZONE (tzn. ZNISZCZONE bądź WYNIESIONE), aby w razie odpowiednich decyzji Sejmu, nie mogły być odnalezione żadne materiały obciążające PZPR”.


    Obecny prezes ITI też jest "ciekawy"
    Sylwetka obecnego prezesa ITI, Wojciecha Kostrzewy jest równie ciekawa jak Waltera czy Wejcherta nie tylko dlatego, że jako były prezes banków (PBR i BRE) b. często wspierał interesy Jana Kulczyka, ale przede wszystkim z innych względów. W stanie wojennym wyjechał do RFN, gdzie dostał obywatelstwo niemieckie, zrzekając się polskiego - co nie przeszkodziło mu w 1990 r. w otrzymaniu nominacji od L.Balcerowicza (był jego protegowanym) na stanowisko prezesa właśnie tworzonego państwowego Polskiego Banku Rozwoju S.A. (mimo, że wcześniej nigdy nawet nie pracował w żadnym banku?!), który b. chojnie wspierał J.Kulczyka (Kostrzewa był z nim zawsze gdy działy się ważne sprawy - także wtedy gdy Kulczyk odkupował akcje PKN ORLEN od BRE za kredyt od tego banku, którego prezesem był już wtedy W.Kostrzewa).
    Kostrzewa wyznaje w biznesie jedna zasadę: brak zasad. Np. przez lata w warunkach konfliktu interesu był czł. RN ITI, choć najpierw PBR a później BRE były głównymi kredytodawcami dla ITI! Kostrzewa ma na swoim sumieniu tak wiele śmierdzących spraw, że ograniczę się zaledwie do wspomnienia kilku z nich.
    To za czasów prezesury W.Kostrzewy w BRE bank na jego szkodliwej działalności inwestycyjnej stracił ponad 650.000.000 zł., choć w RN BRE zasiadali tak zdolni biznesmeni jak Gromosław Czempiński, Sławomir Wiatr czy Jan Kulczyk...Romana Kluskę pogrążyła sprzedaż akcji Optimusa BRE (vide artykuł GP "Jak Roman Kluska budował ITI). W tle działań biznesowych W.Kostrzewy zawsze pojawiają się ludzie służb specjalnych o PRL-owskim rodowowdzie. Tak było np. gdy w 1994 r. W.Kostrzewa był szefem RN TUiR Warta S.A. a jej akcjonariuszami zostali tzw. "samochodziarze": Kulczyk, Starak, Obrębski czy Krzysztof Komornicki z ławy oskarzonych afery FOZZ-u. Całość operacji ówczesnego wejścia na giełdę WARTY , UOP określił kryptonimem "Zielone bingo", a sprawę pod tytułem "Zrobili nas w bingo" opisała w ub. GP.
    Każdy w Polsce słyszał o sprawie zabójtwa K.Olewnika w związku z próbą przejęcia fabryki jego ojca, ale niewielu wie, że w tym samym czasie W.Kostrzewa działając z J.Kulczykiem bezprawnie przejeli kontrolę na inną spółką z branży mięsnej notowanej na giełdzie Pozmeat S.A., z wykorzystaniem m.in. aresztowania jednego ze współwłaścicieli (Włodzimierza Nowaczyka) i gróźb karalnych pod adresem czł. RN Pozmeatu, R.Jacha. Pech Pozmeatu polegał m.in. na tym, że miał 5,5 ha gruntów w centrum Poznania, na które chrapkę miał J.Kulczyk. R.Kluska, gdy zainteresował się nim Kostrzewa nie miał tak cennych aktywów. Na dodatek " oddał" Optimusa BRE w szczycie hossy internetowej i W.K nie miał sposobu jak powetowac sobie straty finansowe na akcjach Optimusa. Jesli dodać do tego, że byłym podwładnym W.Kostrzewy w PBR S.A. jest Andrzej Barcikowski (był dyr, biura zarzadu banku), to czyć może dziwić bezkarność Kostrzewy? Dodam, że dziś A.Barcikowski jest dyrektorem Dep. Monitoringu (sic) w centrali BRE Bank S.A. Smaczku sprawie Pozmeatu dodaje to, że Kostrzewa jako inwestora strategicznego dla tej spółki znalazł niejakiego Romualda Robaczewskiego (właścicela firmy Alsero z Pruszkowa), o którym Zbigniew.Wassermann mówił, że ma powiązania z FSB, a który publicznie afiszował się tym, że odgrywał ważną rolę w nałożeniu embarga na eksport polskiego mięsa do Rosji... Pozmeat w 2005 r. ogłosił upadłość a jego nowoczesny zakład w Robakowie pod Poznaniem (wart 100 mln zł.) od syndyka odkupił za ... 17 mln zł. były prezes Pozmeatu, Andrzej Wachnik, który działał na jego szkodę w porozumieniu z BRE (np. zgodził się, aby wartość małego kredytu w BRE była zabezpieczona wspomnianymi gruntami Pozmeatu wartymi ponad... 100 razy więcej niż sam kredyt!!!).
    Kolejnym zbiegiem okoliczności jest fakt, że A.Wachnik (dotąd bezkarny) to rodzony brat wiceszefa ABW, Marka Wachnika...Jeśli dodać, że nazwiska wszystkich prezesów Pozmeatu rekomendowanych przez Kostrzewę widnieją na Liście zasobów archiwalnych IPN, to obrazek staje się całkiem klarowny. Kostrzewa swych podejrzanych metod w biznesie nie zmienił także w czasie, gdy został przesem ITI. Np. w br. okantował akcjonariuszy TVN (spółki notowanej na GPW, której akcje maja m.in. OFE i TFI) sprzedając TVNowi platformę "n" za absurdalną, skrajnie wygórowaną cenę (o sprawie było głośno na rynku kapitałowym). Szkoda, że Kaczyńscy okazali się tak nieudolnymi politykami m.in. w walce z "układem"...
    PS. Rekomenduję lekturę artykułu Miasteczko Twin Piks w dzisiejszej Rzeczpospolitej.

    To niestety tylko wierzchołek góry lodowej.
    A propos J.Kulczyka,- to członkiem RN Pozmeat S.A. (wtedy spółki giełdowej) został m.in. niejaki radca prawny, Jan Klafkowski, siostrzeniec prof. Alfonsa Klafkowskiego (jego nazwisko jest na Liśc ie IPN), byłego członka Rady Państwa PRL-u, u którego "doktoryzował" się Jan Kulczyk. To kolejny przypadek zadziwiającej ciągłości... Polska jest państwem zawłaszczonym przez ludzi służb specjalnych. Są wszędzie na kluczowych stanowiskach: biznesie, bankowości, mediach, prokuraturze i sądownictwie. Gdyby kiedykowiek ktokolwiek korzystając z mojego IP chciał podjąć jakiekolwiek kroki przeciwko mnie, ujawnię nazwiska. Są smaczne! To co się działo w Polsce przez ostatnie 20 lat nie jest dziełem przypadku! Np. z lektury ksiązki prof. Dakowskiego i Przystawy "Via FOZZ i bank", wynika, że Józef Proń wymieniany jako osoba powiązana z FOZZem jest dziś ... prezesem PTE ING (!) a w czasie wspomnianej uprzednio operacji UOPu "Zielone bingo" był dyrektorem finansowym TUiR WARTA S.A. Ciekawe, prawda?
    PS. Z góry informuję neutralizując głosy ludzi z "układu": nie jestem nieudacznikiem zazrosnym osiągnięć beneficjentom III RP ;-)) Taką wiedzą może dysponować tylko ktoś kto wie...
    Ludzie wpływowi w komunistycznym systemie rządzą też koncernem ITI, powstałym – według wydawanego wówczas biuletynu firm polonijnych – w 1984 r. w Panamie. Mariusz Walter to były członek PZPR. W 1983 r. rzecznik rządu Jerzy Urban w liście do Czesława Kiszczaka proponował utworzenie w MSW pionu służby propagandowej, którego celem miałoby być „programowanie i realizacja czarnej propagandy” oraz „prowadzenie przemyślanej, zręcznej i stałej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie. Wśród trzech kandydatów do szefowania w pionie wymienił na pierwszym miejscu Waltera.

    Wspólnik Waltera to Jan Wejchert, który w 1976 r. założył jedną z trzech pierwszych firm polonijnych w PRL – Konsuprod. W stanie wojennym zajmowała się ona sprowadzaniem do Polski paczek z zagranicy, co nadzorowane było przez bezpiekę.

    Koncern ITI nie tylko w ten sposob "chroni" komunistow! Przykladem jest promocja roznych artykulow na onecie"wybielajacych" pakt Ribentrop-Molotow Dzisiaj np.puszczaja wypociny jakiegos pseudo-historyka ruskiego Miguiowa,czy jakos tak(artykul jet wciaz na forum),ktory smie twierdzic,ze to Polska "wywolala" II wojne swiatowa, bo nie chciala przepuscic wojsk niemieckich przez korytarz do Gdanska! Nie bede ocenial jego merytorycznie ,bo mozecie panstwo zrobic to sami. Pragne tylko zwrocic uwage na inna rzecz,a mianowicie,ze onet.pl nie pierwszy to juz raz POrusza te tematyke, ale z ta sama sugestia,ze to Polacy sa sobie winni . Kilka dni temu zostalo to "POwiedziane" ustami innego historyka,tym razem niemieckiego! Moim zdaniem ITI wdal sie w jakas antypolska kampanie,bo gdy probowalem kilkakrotnie poruszyc ten problem na forum onetu,to nigdy mi tego nie puszczono. Zreszta wklejam to,zebyscie panstwo mogli ocenic sami: "Niedawno onet zamiescil artykul na ten sam temat niejakiego...pana prof.Muellera, utrzymany zreszta w tym samym tonie! Jest to wielce zastanawiajace! Ciekawe wiec jaka role przydzielono w tym oklamywaniu historii naszemu POpularnemu portalowi?! Ma to bardziej uwiarygodnic wyPOciny tych pseudohistorykow, ktore zreszta nie sa nikomu potrzebne,gdyz Polacy znaja te wydarzenia(nieraz w detalach) od swych członków rodzin,którzy przezyli to pieklo i nawet(niektorzy) zyja do dzis!Latwo wiec jest skonfrontowac te "rewelacje"!

    polecam ciekawostkę z http://teczki.obserwowani.pl/8561.html#top
    Według śledztwa "Gazety Polskiej" z marca 2007 roku w artykułach "Ministrowie obrony prywatnej spółki" i "Klinika pod specjalnym nadzorem" Leszka Misiaka i Piotra Nisztora, opisany zostaje proceder wyprowadzenia przez Bronisława Komorowskiego i Janusza Onyszkiweicza atrakcyjnych gruntów z terenu Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie do firmy Lilianny Wejchert (byłej zony współwłaściciela ITI).
    Możemy na wyborach podziękować Komorowskiemu…


    2010-05-19 08:37
    Olechowski, Piskorski i nieruchomości SD
    Czy start Olechowskiego w wyborach prezydenckich to wielka ściema? Czy to kolejny wspaniały pomysł Piskorskiego na biznes? Od ubiegłego roku SD wyprzedaje nieruchomości: www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/stronnictwo-demokratyczne-sprzedaje-majatek,41425,1
    www.wprost.pl/ar/191071/Piskorski-sprzedaje-majatek-partii/
    Wystawienie kandydata w wyborach (który nie ma szans na elekcję) i konieczność zebrania pieniędzy na kampanię dało argument do wyprzedaży majątku? Ciekawy jestem, czy oprócz wyprzedaży majątku SD i poparcia Olechowskiego w wyborach, lider Stronnictwa Demokratycznego p. Piskorski czymkolwiek jeszcze się zajmuje w tej partii? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby te transakcje okazały się nieważne, ze względu np. na błędy w udzielonych pełnomocnictwach. Forsa się rozeszła, przeniesienie własności nie nastąpiło, nabywca zostaje bez nieruchomości, za to z nieściągalnym roszczeniem. Do pierdla idzie jakiś biedak, który podpisywał taką lipną transakcje. To byłby dopiero numer godny artysty, a Piskorski, jak wiadomo, wielkim artystą jest…


    KOMENTARZ internauty z 20.08.2009 : Ciekawi ludzie, ciekawe puzzle mafijnej korporacji
    To story jest klarowne i z pewnoscia do uzupelnienia w roznych konfiuracjach. Sklad obecngo rzadu to tez pod-puzzle wymienne i wydrukowane przez sluzby post- i neokomunistyczne kilku panstw. Ostatnie chocby wydarzenia ze stoczniami potwierdza ich domene nad rozbiorem majatku narodowego do ostatniej zlotowki. Mega-tajny inwestor wywodzacy sie ze sluzb wywiadu najbardziej znanego na swiecie (!), w kooperacji z holenderskim, polskim i rosyjskim, uwiarygadniany przez arabski (?) bank w Katarze, to przemyslana gra na najwyzszych szczeblach dowodzenia. Sadze, ze ani Tusk, czy Gras, nie maja dostepu do tej tajemnej wiedzy i o co sie gra toczy... Znaja tylko wysokosci swoich prowizji i role do odegrania - zaangazowanych, niestrudzonych i bezkompromisowych bohaterow !. Ludziska maja to kupic, bo udzial w tym usłużnych mediow wraz z ich zamieszanych w tej grze wlascicielami. Grozna sytuacja, bo walka dopiero sie rozpoczela. Peknie niejeden i pusci farbe. Komus zdarzy sie wypadek, ktos sie targnie na linę, strzeli do siebie z pistoletu (kilka razy !) a inni zwieja do odpowiednich kurortow…
    Nie ma znaczenia, czy mówisz prawdę i masz rację, jeśli nie potrafisz tego odpowiednio sprzedać. W świecie biznesu za brak odpowiedniej reklamy płaci się bankructwem, a w świecie polityki przegranymi wyborami. Nikt chyba nie zaprzeczy, że banki, które zdobyły rzesze klientów dzięki fantastycznej reklamie i umiejętności dotarcia do klientów, dyszą obecnie jak ryby na piasku w oczekiwaniu na pomoc państw, a część już zdechła raz na zawsze.

    Wytłumaczenie tego jest takie, że w biznesie, ale również w polityce, w ostatecznym rozrachunku jednak najbardziej ważny jest sam towar, który zamierzamy sprzedać, zaś reklama, chociaż niezbędna, to jest tylko przypadłością, a nie istotą. Przekładając to na język polskiej reklamowy politycznej powiem tak: O ILE TOWAR PiS OKAZAŁ SIĘ NIEDOREKLAMOWANY, TO PLATFORMA I PSL W OGÓLE NIE POSIADA TOWARU. Po prostu, reklama dotyczy cały czas produktu, którego nie ma na rynku i wszystko na to wskazuje, że nigdy nie został wyprodukowany i nie było nawet takiego zamiaru.

    Wyborcy PO i PSL są zafascynowani zręcznym oszustwem dokładnie tak samo jak świat był zafascynowany omnipotencją banków w światowej gospodarce! A to nie jest film „Żądło”, to jest samo życie. Dlatego wzywać wypada wyborców PO i PSL: nie idźcie tą drogą bezkrytycznej apologii reklamowego sukcesu, gdyż jest to droga klęski i upokorzenia, jaka nie miała precedensu w historii III RP.

    Jako przestrogę przytaczam tu przykład wypróbowanych propagandzistów, którzy wręcz tarzają się w śmieszności, gdy próbują uzasadnić konieczność trwania obecnej władzy. Oto Jacek Żakowski zmuszony był do gloryfikacji nic nierobienia; Janina Paradowska do pochwały fałszywej przemiany siermiężnego Pawlaka w światłego menedżera; Onet z bezwstydną skwapliwością ogłosił zwycięstwo Drzewieckiego nad FIFA; Tomasz Lis tkwi w kretyńskim szpagacie usiłując jednocześnie dokopać PiS-owi oraz PO, ale nie kosztem osłabienia PO, a Robert Krasowski (naczelny Dziennika) w ostatnim artykule chłoszcze dorobek polityczny III RP, w ogóle nie wspominając o roli liberałów i samego Tuska w tym okresie.

    W takiej grotesce trzeba się taplać, żeby podtrzymywać tę fikcję, jaką okazał się obecny rząd. Dlaczego przestrzegam przed upokorzeniem i że klęska będzie bezprecedensowa? Otóż, O ILE WYBORCY BRACI KACZYŃSKICH BYLI ROZCZAROWANI BRAKIEM SKUTECZNOŚCI I NIESPRAWNOŚCIĄ RZĄDZENIA, TO OBECNI ZWOLENNICY PO I PSL MOGĄ WYJŚĆ NA KOMPLETNYCH DURNIÓW, GDYŻ POPARLI MEDIALNĄ FIKCJĘ !!! W świecie biznesu za brak odpowiedniej reklamy płaci się bankructwem, a w świecie polityki przegranymi wyborami. Otóż w odniesieniu do sytuacji obu wiodących partii w polskiej polityce strawestowałbym to następująco – W świecie biznesu za niedostarczenie zapłaconego towaru grozi więzienie, w świecie polityki zniknięcie ze sceny. Platforma I PSL reklamuje towar, którego w ogóle nie ma na składzie...

    Załączam fragment ciekawego wywiadu z Antonim Macierewiczem, który ukazał się 23.02.2007 w Rzeczpospolitej 23.02.2007.
    Joanna Lichocka:
    Żeby formułować tezę, że koncern ITI powstał dzięki wojskowym służbom specjalnym, trzeba mieć jednak twarde dowody. Pan w raporcie ich nie przedstawił.

    Antoni Macierewicz:
    Przedstawiłem. Takim dowodem są zeznania Żemka. Namawiam więc, żebyście państwo to sprawdzili. Żeby najważniejsze sprawy związane z funkcjonowaniem polskich mediów zostały wreszcie podjęte przez dziennikarzy. Raport ujawnia nowe fakty i zeznania, które opisują mechanizm powstawania koncernu medialnego ITI, pokazują, jak był w to zaangażowany Zarząd II Sztabu Generalnego, czyli wywiad komunistyczny. A pani mi mówi, że to nie jest wystarczające.

    ~ Bo nie jest. To tylko zeznanie Żemka. Gdzie papiery? Transakcje finansowe? W raporcie jest mnóstwo informacji, ale to tylko informacje. Nie zostały zilustrowane niepodważalnymi dowodami.

    ~ Dlaczego zeznania Żemka złożone pod przysięgą przed komisją nie są dla pani wiarygodne? Przypominam: gdyby kłamał, groziłoby mu osiem lat więzienia. A on mówi wyraźnie: były dwie dziedziny wykorzystywane przez wywiad do lokowania agentury na Zachodzie - międzynarodowy obrót produktami rolnymi i media. W związku z tym - zeznaje Żemek - polecono mu znaleźć ludzi, z pomocą których można było stworzyć koncern medialny. Znał Wejcherta, zwrócił się do niego. Zapytał centralę, czy Wejchert może być. Powiedziano mu, że już z nimi współpracuje i jest dobry. Zaczęli tworzyć koncern medialny. To jest nieinteresujące? Istota rzeczy polega na tym, że tak jak wielu dziennikarzy nie chciało dostrzec zagrożenia w agenturze komunistycznej ujawnionej w roku 1992, tak dzisiaj nie chcecie państwo dostrzec zagrożenia związanego z penetracją WSI. Wolicie dostrzec zagrożenie związane z Antonim Macierewiczem.

    ~ Rozumiem, że chce pan, by dziennikarze zobaczyli zagrożenie w TVN?

    ~ Proszę przeczytać aneksy do raportu. Tam są informacje i na temat ITI, i na temat przedsiębiorstwa Batax pana Wiktora Kubiaka. To były firmy i osoby współpracujące z wywiadem wojskowym. W sprawie ITI jest także relacja pana Klemby złożona publicznie w 2001 roku w wywiadzie telewizyjnym. Nikt na to nie chciał zwrócić uwagi, ale pan Klemba powiedział wtedy jasno, że ITI i pan Walter byli finansowani z FOZZ i byli związani z Zarządem II. To są jednak sprawy, nad którymi przechodzicie państwo do porządku dziennego.

    ~ Cytuje pan Klembę, byłego oficera komunistycznych służb, który miał uwiarygodnić film "Dramat w trzech aktach" i to, że Kaczyński miał brać pieniądze z FOZZ. I dziwi się pan, że trudno te rewelacje traktować wiarygodnie?

    ~ Pan Klemba nie został nigdy pozwany przez pana Mariusza Waltera, a autorzy "Dramatu w trzech aktach" zostali skazani z powództwa panów Kaczyńskich. Widać w jednej sprawie kłamał, a w drugiej mówił prawdę.

    ~ Nawet, jeśli pana diagnoza jest słuszna, to jeden z przykładów spraw w tym raporcie, przy których nie podano przekonujących dowodów.

    ~ Dlaczego świat dziennikarski nie chce się zainteresować tymi, którzy rządzą polskimi mediami. Dziennikarze w większości wolą mówić: w tym raporcie nie udowodniono wpływu służb na media. Jeśli jeden z właścicieli stacji telewizyjnych zgodził się być w latach 80. agentem Departamentu I MSW...

    ~ O kim pan mówi?

    ~ O panu Solorzu.

    ~ Zaprzeczył temu. Ale to chyba nie należało do raportu o WSI?

    ~ Należało, WSI w swoich raportach stwierdzają, że liczą na wsparcie ze strony Solorza. Jeśli więc jeden z członków władz Polsatu jest agentem Zarządu II Sztabu Generalnego, jak pan Nurowski, jeśli druga firma ITI powstawała przy pomocy Zarządu II - to fakty te nie informują o wpływie służb na media?

    ~ Będzie pan miał nowe procesy po tym wywiadzie.

    ~ Jedno w całej tej sprawie jest bezsporne - likwidacja WSI już nastąpiła, jest nieodwracalna bez względu na te wszystkie krzyki. Tej struktury już nie będzie. Dopóki nie była ona ujawniona i jej przestępstwa nie zostały pokazane, można było ją odbudować. Teraz już nie będzie można.

    ~ To temu służyło ujawnienie tych wszystkich nazwisk oficerów?

    ~ W raporcie najważniejsze jest ujawnienie rodowodu kadry zarządzającej WSI. Bezpieczeństwo Polski opierano na ludziach szkolonych w Moskwie. Kolejni ministrowie, którzy wiedzieli o penetracji rosyjskiej, nic z tym nie robili, mimo iż informowano o zagrożeniu.(...)
    smolensk-2010.pl/2010-05-21-towarzyszom-z-informacji.html - link do art. O WSI
    (…) Kwestia patologii rozprzestrzeniających się w Wojskowych Służbach Informacyjnych została szeroko omówiona w Raporcie o działaniach żołnierzy i pracowników WSI… opublikowanym w 2007 roku i w innych dokumentach sporządzonych w oparciu o ustalenia Komisji Weryfikacyjnej do spraw WSI. W oświadczeniu wydanym w trzecią rocznicę rozwiązania WSI i powołania Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz przypomniał m.in. o takich sprawach jak nielegalny handel bronią we współpracy z międzynarodowymi grupami przestępczymi, prowadzenie inwigilacji mediów, polityków i ludzi Kościoła czy ukrywanie i tolerowanie przestępczości pospolitej wśród żołnierzy WSI. Wszystko to stanowiło dostatecznie ważny powód by od podstaw zacząć tworzyć nowe służby. Gdy rozważa się problem bezpieczeństwa narodowego, najistotniejszym wydaje się jednak fakt oparcia struktur lat dziewięćdziesiątych na aparacie post-sowieckim. Kadrę kierowniczą WSI współtworzyli po prostu wychowankowie GRU (było ich około trzystu). (…) W styczniu b.r. rozpoczęło działalność stowarzyszenie „Sowa”, zrzeszające byłych pracowników WSI (prezesuje mu uczestnik kursów GRU, gen. Marek Dukaczewski). Osoby, które powołały do życia tę organizację, najwidoczniej dostrzegły swoją szansę w fakcie, iż potencjalnym kandydatem na prezydenta RP stał się zażarty obrońca zlikwidowanych służb, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. (…) Spośród 48 obrońców WSI większość (46 posłów) stanowili członkowie SLD dołączyli do nich jeden poseł LPR i jeden poseł Platformy Obywatelskiej, Bronisław Komorowski.
    Autor jest doktorem nauk humanistycznych, publicystą specjalizującym się w literaturze i w najnowszej historii Polski, badaczem akt przechowywanych w archiwach IPN oraz byłym członkiem Komisji Weryfikacyjnej do spraw Wojskowych Służb Informacyjnych. Mieszka w Stanach Zjednoczonych. Tekst niniejszy powstał przed 10 kwietnia 2010 r. w ramach projektu badawczego „Wywiad i kontrwywiad PRL w służbie komunistycznego państwa”. Dopiski w cytatach z dokumentów ujęte w nawiasy kwadratowe pochodzą od autora.
  • cd + okolice
    WEJCHERT I WALTER MIELI „SZCZĘŚCIE”
    Grzegorz Wierzchołowski, Niezalezna.pl, 12-11-2008 09:37

    Jak zostawało się dyrektorem ważnej firmy polonijnej w PRL w latach 70.? Portal Niezalezna.pl publikuje fragmenty wydrukowanego w stanie wojennym artykułu, który opisuje początki kariery biznesowej Jana Wejcherta – właściciela telewizji TVN. Artykuł opublikowany został w pierwszych miesiącach stanu wojennego (w kwietniu 1982 r.) w miesięczniku „Przegląd Techniczny”. Napisała go Agnieszka Wróblewska - w latach 90. dziennikarka „Gazety Wyborczej”, specjalizująca się w obronie oligarchów III RP.

    W tekście z 1982 r., poświęconym przewadze „prywatnych” (a w rzeczywistości kontrolowanych przez służby) firm polonijnych nad centralami handlu zagranicznego, czytamy m.in. o polsko-niemieckiej firmie Konsuprod. Szefem i założycielem filii Konsuprodu w Polsce był właśnie Jan Wejchert.

    Jak – według Wróblewskiej - doszło do tego, że młody Wejchert rozpoczął pracę w Konsuprodzie, i to od razu na stanowisku kierowniczym? Autorka pisze, że wszystko wydarzyło się przez „przypadek”:

    Jan Wejchert miał w 1976 r. [powinno być „w 1974 r.” – przyp. Niezalezna.pl] dwadzieścia trzy lata. Studiował ekonomię, a przypadek zetknął go z przedstawicielstwem Konsuprodu. Spodobał im się. Widocznie stawiają na młodzież, bo zrobili go dyrektorem. [...] – Miałem szczęście – mówi Wejchert.

    Dwa lata później – w 1976 r. – Wejchert został szefem polskiego oddziału firmy. W okresie stanu wojennego Konsuprod był już największą spółką polonijną działającą w PRL – jej obroty pod koniec 1981 r. wyniosły ponad 50 mln zł.
    Według Antoniego Dudka z IPN - "nie ma żadnych wątpliwości, że firma Konsuprod musiała podlegać tzw. zabepieczeniu kontrwywiadowczemu". Nic dziwnego więc, że wprowadzenie przez gen. Jaruzelskiego dyktatury wojskowej wcale nie przeszkodziło Wejchertowi. Gdy SB wyłapywała i zamykała opozycjonistów, a reżim rozwiązywał kolejne stowarzyszenia i instytucje (w styczniu 1982 r. Niezależne Zrzeszenie Studentów, w marcu – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich) – Wejchert w dalszym ciągu miał „szczęście”. O tym, jak kwitły jego interesy w kwietniu 1982 r., z podziwem pisze Wróblewska:

    Obecnie, po sześciu latach, [Wejchert] jest także dyrektorem firmy eksportowo-importowej. Jeździ białym peugeotem. [...] Frajda z tego wielka. Firma się rozwija, przez cztery miesiącego tego roku [1982] obroty są już takie, jak przez cały ubiegły rok. Eksport z 250 tys. marek powinien dojść do 2 milionów.

    I dodaje:

    Konsuprod ma wyłączność na sprzedaż sprzętu Grundig w Polsce. [...] W ubiegłym roku [1981] obroty we wszystkich dziedzinach, jakimi Konsuprod się zajmuje, a więc bagażniki samochodowe, osłony na ciężarówki, konfekcje (właśnie otwierają nowy zakład w Bielsku-Białej, 4 tysiące metrów kwadratowych, 200 osób załogi), myjnie samochodowe i wiele innych rzeczy, otóż wszystkie obroty wyniosły 50 mln zł [...] Teraz myślą i oni o produkowaniu kurczaków.

    W 1984 r. Jan Wejchert założył wraz z Mariuszem Walterem – specem od rozrywki w komunistycznej telewizji - holding ITI. Spółka otrzymała natychmiast od reżimu koncesję na sprowadzanie z zagranicy sprzętu elektronicznego i dystrybuowanie kaset wideo. W PRL Wejchert był także właścicielem spółki Contal International, ulokowanej w zwolnionej od podatków strefie w dokach portowych w Irlandii.
    Czy również i przy tych inicjatywach Wejcherta decydującą rolę odegrało „szczęście”?
    o Walterze ciąg dalszy
    Cytuję z powyższego artykułu Grzegorza Wierzchołowskiego:
    „W 1984 r. Jan Wejchert założył wraz z Mariuszem Walterem – specem od rozrywki w komunistycznej telewizji - holding ITI. Spółka otrzymała natychmiast od reżimu koncesję na sprowadzanie z zagranicy sprzętu elektronicznego i dystrybuowanie kaset wideo.”
    W latach 80-tych dużo się o tym mówiło w środowisku filmowym. Zapamiętałem sobie tyle: M. Walter, razem z M. Szczepańskim (!?) zaraz po stanie wojennym, z łaski Partii zmonopolizowali potężny handel kasetami video. Starsi pamiętają, że społeczeństwo, zgwałcone stanem wojennym, zbrzydzone panoszącą się jaruzelszczyzną, w ogromne swej części zamykało się w domach i oglądało kasety video. Najczęściej amerykańskie, „Rumbo”, „Dirty Harry” i tysiąc innych. Zapotrzebowanie na kasety było ogromne i właśnie ten potężny biznes trzymał w ręku Walter. Intereseujący jest cel tego przedsięwzięcia. PZPR Jaruzelskiego zrobiło mianowicie „reformę” gospodarczą we własnych szeregach. Do tej pory SB było utrzymywane przez KC, teraz miało w całości, lub w dużej części utrzymywać się samodzielnie. To właśnie było zadaniem Waltera. Ogromne zyski z „czarnego” handlu kasetami video szły na utrzymanie SB. Obroty były tak ogromne, że wielkie amerykańskie firmy filmowe, „Columbia”, „MGM”, itd., podpisywały milionowe kontrakty bezpośrednio z Walterem. Im było wszystko jedno, byle pieniądz szedł. Walter złapał tym sposobem jednocześnie dwie dwie sroki za ogon. Zasłużył się niezmiernie Służbie Bezpieczeństwa, oraz nawiązał właściwe kontakty w świecie. SB w wyrazie wdzięczności zaraz po roku 1989 przyznało Walterowi wszelkie koncesje potrzebne do uruchomienia wielkiej stacji telewizyjnej, kontakty z biznesem hollywoodzkim były teraz jak znalazł. Otrzymanie koncesji na telewizję w Polsce początku lat 90-tych było niezmiernie trudne. Wystarczy prześledzić losy uruchamianej wtedy „pierwszej lokalnej prywatnej telewizji „Wisła”. Kto nie był we właściwej klice, nie miał poparcia takiego, jak trzeba - nie miał najmniejszych szans. Jeśli wszystko, co wyżej „doniosłem” jest choć w części prawdą, mega-sukces tow. Waltera staje się zrozumiały. Równie jasne są powody wzięcia przez walterowską TVN24 twórczego udziału w nagonce na Kaczyńskich.
    Podobny wzór Partyjno-SBeckiej wdzięczności za zasługi można odnaleźć w sukcesach „pisarza” Wołoszańskiego. W stanie wojennym występował w mundurze LWP jako zapowiadacz „wroniej” telewizji. Za ten wkład w obronę socjalizmu, i za inne wcześniejsze swoje aktywności w TVP, nagrodzono go już w wolnej Polsce nieograniczonym dostępem do wydawnictw, które zalały jego pseudo-historycznymi bzdetami księgarnie i kioski.
    To tylko dwa przykłady, które dokładam do tworzonej przez blogowiczów niezależnej.pl listy cwanych i obrotnych pogrobowców PRL-u, którym jest teraz lepiej niż wtedy.

    Ludzie ITI zawsze mają "szczęście"
    Obecny prezes ITI, Wojciech Kostrzewa, znany na rynku kapitałowym z łamania zasad etyki i prawa w biznesie, podobnie jak J.Wejchert - też miał "szczęście". W 1990 r. Balcerowicz po powrocie Kostzrewy z RFN mianował go (27 latka z niemieckim paszposzportem) prezesem państwowego Polskiego Banku Rozwoju S.A. mimo, że ten wcześniej nawet nigdy nie pracował w żadnym banku! "Przypadkowo" w tym samym czasie z Niemiec do Polski wrócił Jan Kulczyk, którego biznesy (często wspólne z nim) były finansowane przez PBR S.A. W PBR S.A. dyr. Biura Zarządu banku "przypadkowo" był Andrzej Barcikowski, późniejszy szef ABW. Zapewne "przypadkowo", gdy W.Kostrzewa w 1998 r. został prezesem BRE Banku, ten bank był głównym kredytodawcą ryzykownych biznesów ITI, będąc jednocześnie członkiem jej Rady Dyrektorów. Takich "przypadków" jest więcej. Np. do kwietnia br. nazwiska tożsame z nazwiskami wszystkich prezesów BRE (Krzysztof Szwarc, W.Kostrzewa, Sławomir Lachowski) figurują na Liście zasobów archiwalnych IPN. "Przypadkiem' zapwene jest także to, że akcje Optimusa od R.Kluski przed jego aresztowaniem po zaniżonej cenie kupił właśnie BRE Bank pod wodzą W.Kostrzewy... Pisała o tym Gazeta Polska w artykule pt.: "Jak Roman Kluska budował ITI". Przypadkiem pewnie jest także, że prezes ITI, Kostrzewa był przesłuchiwany przez dwie sejmowe komisje śledcze (ds. PKN Orlen i bankowości)... "Przypadkiem" było zapewne także, że PBR pod wodzą Kostrzewy powołał wspólnie z Dochnalem spółkę Chemico, która miała przejąć CIECH i handel ropą. Gdy się nie udało, wprowadzono warunki, które doprowadziły do powstania imperium J&S. "Przypadków' jest dużo, dużo więcej... Formalny skład Zarządu ITI (do której należy m.in. Onet, TVN, TVN24, Legia, Multikino, Tygodnik Powszechny, ......) można znaleźć w internecie. Istotne jest, kto tak naprawdę kieruje tą organizacją, bo Żemek nie kłamał mówiąc, że Walter z Wejchertem brali kasę FOZZu.

    Czy mówi Wam coś nazwisko Milan Subotić?
    - Do niedawna sekretarz programowy TVN - współpracownik WSI, a wcześniej - wojskowych służb PRL?. Te szokujące fakty ustaliła komisja weryfikacyjna WSI. Subotić doradza przy akceptacji programów publicystycznych TVN. Jednym z nich był program „Teraz My”. Oficerem prowadzącym Suboticia był niejaki Konstanty Malejczyk, późniejszy szef WSI, a następnie współpracownik niejakiego Andrzeja Leppera.
    Malejczyk na kilka dni przed programem „Teraz My”(Begergate) spotkał się z posłem Samoobrony Januszem Maksymiukiem, dyrektorem Biura Krajowego tej partii, byłym członkiem PZPR i SLD. To Maksymiuk przyznał się później do zorganizowania prowokacji, a dziennikarze TVN publicznie stwierdzili, że zgłosili się w sprawie jej przygotowania do Maksymiuka.
    Jak ustaliła komisja weryfikacyjna, Subotić współpracował z wojskowymi służbami w czasach PRL – od 1984 roku. w III RP, od około 1993 r., był współpracownikiem WSI.
    Subotić w „Dzienniku Telewizyjnym” pojawił się po tym, jak w wyniku weryfikacji po 13 grudnia 1981 r. wyrzuceni zostali z TVP negatywnie zweryfikowani dziennikarze. Mówiliśmy na nich „desant”. To była grupa ludzi cieszących się stuprocentowym zaufaniem generała Jaruzelskiego - mówi były dziennikarz TVP.

    Gdy w 1996 r. Subotić kierował redakcją Teleexpressu, doszło do głośnego skandalu; dziennikarze tego programu bawili się razem z gangsterami z mafii pruszkowskiej na imprezie w klubie Dekadent. Jak opisywała prasa, w imprezie udział wzięli m.in. „Zbynek”, „Masa” oraz osoba przedstawiana jako „szef Pruszkowa” . Wśród balowiczów był nie kto inny jak sam Milan Subotić.

    Po tym skandalu, przeniósł się do powstającej właśnie stacji TVN. gdzie objął funkcji szefa Faktów. Krótko potem awansował na stanowisko sekretarzem programowym TVN. Po ujawnieniu przez media mrocznego życiorysu Subotica, Walter zwolnił go z funkcji zastępcy dyrektora programowego TVN i usunął go z działu programowego. W uzasadnieniu decyzji napisano, że Subotić nie poinformował stacji o podpisaniu w 1984 roku dokumentu o współpracy z Wywiadem Wojskowym PRL. Mam uwierzyć, że Walter, który wiele lat pracował w reżimowej telewizji (rozstał się z TVP w 82 roku) nie znał pana Subotića?
  • cd + okolice
    Czy prezes ITI stoi za sprawą R.Kluski?
    Jak Roman Kluska budował ITI…

    Dlaczego Roman Kluska u szczytu kariery biznesowej sprzedał kontrolny pakiet akcji swojej firmy Optimus SA BRE Bankowi, i to aż o 30 procent taniej od ceny rynkowej?
    Akcje ostatecznie przejął ITI. W otoczeniu Kluski byli szpicle i agenci spec służb . Jego doradca, Janusz Luks, były szef zarządu wywiadu UOP, okazał się znajomym Petera V., który chciał założyć Klusce konto w Coutts Banku.
    Czy mieli oni wpływ na represje wobec szefa Optimusa, co doprowadziło do jego wycofania się z biznesu?


    --------------------------------------------------------------------------------

    W 2000 r. BRE zapłacił Romanowi Klusce żywą gotówką 170,2 mln zł, podzielił Optimusa na dwie spółki i cenniejszą z nich – Onet.pl odstąpił ITI. W zamian za 50 mln zł i obligacje holdingu medialnego. To było dla ITI wyjątkowo korzystne.

    – Sprzedaż Optimusa przez Kluskę to operacja, którą finansiście trudno zrozumieć. W pakietowych transakcjach uzyskuje się zazwyczaj ceny znacznie wyższe niż giełdowe. Tu było odwrotnie, nie było premii, lecz dyskonto w stosunku do cen rynkowych. Analitycy giełdowi zachodzili w głowę, dlaczego twórca i szef Optimusa, menadżer o świetnej znajomości rynku, sprzedaje papiery swojej spółki po 142 zł, podczas gdy jeszcze niedawno ich notowania zbliżały się do 300 zł, po czym rzuca biznes i zaczyna hodować owce ? Zmęczenie biznesem czy może inne powody? – zastanawia się nasz informator, ekspert giełdowy. – Nigdy nie zostało wyjaśnione, czy to, co spotkało Kluskę, było dziełem przypadku, a jeśli nie, to kto za tym stał – dodaje.

    W otoczeniu Romana Kluski byli szpicle i agenci specsłużb. Po głośnym ostatnio aresztowaniu szwajcarskiego bankiera Petera V. okazało się, że bliskie relacje z bankowcem utrzymywał były szef zarządu wywiadu UOP, Janusz Luks, doradca Kluski. Luks przyznał, że spotykał się z V. – Przedstawił mi ofertę Coutts Banku dla mojego pryncypała Romana Kluski, prezesa Optimusa – powiedział „Rzeczpospolitej”.

    W bliskim otoczeniu Kluski było też dwoje współpracowników biznesmena, którym ufał. Potem okazało się, że są na liście tajnych współpracowników służb w IPN. Czy mieli wpływ na decyzje właściciela Optimusa?

    – Niestety, zdarza się, że do właściciela spółki giełdowej przychodzą ludzie z giełdy rynku kapitałowego, a de facto ze służb specjalnych, i mówią: chcemy twoją firmę. Dają do zrozumienia, że albo odda się ją dobrowolnie i zarobi, co prawda mniej, niż mogłoby się normalnie dostać, albo oni zrobią mu piekło z życia. Tak było z właścicielem spółki giełdowej z branży informatycznej, który dziś zajmuje się inwestycjami kapitałowymi. Nawet do Edwarda Mazura, gdy Bakoma weszła na giełdę i jej akcje szły w górę, podobno przyszło w 1996 r. dwóch „smutnych panów” i powiedzieli: za dobrze wam idzie [akcje Bakomy kosztowały wówczas 62 zł – LM], cena papierów musi spaść o 10 zł, bo inni też chcą zarobić. Może ktoś zniechęcił Kluskę do biznesu, a BRE Bank przypadkowo trafił na zdeterminowanego do sprzedaży spółki właściciela Optimusa – zastanawia się ekspert bankowy, znający realia rynku giełdowego.

    A być może Kluska okazał się geniuszem, który przewidział koniec hossy internetowej i spadek cen akcji swojej spółki?

    Roman Kluska już po sprzedaży Optimusa powiedział w wywiadzie: „Jakiś czas potem [po transakcji] byłem na bankiecie w Urzędzie Ochrony Państwa. Podchodzi do mnie z lampką szampana jeden z wyższych oficerów UOP i mówi: »Panie prezesie, myśmy obserwowali metodami operacyjnymi, jak pan i pana firma mieliście być zniszczeni«. Wnioskuję, że wtedy już musiała się rozwijać jakaś organizacja o charakterze przestępczym, mająca wpływ na niektórych urzędników państwowych. Tylko nie rozumiem, dlaczego UOP nic wtedy nie zrobił, nie przerwał tego bezprawia?”. Czy wpływ na to mógł mieć fakt, że członkiem Rady Nadzorczej BRE Banku był były szef UOP, gen. Gromosław Czempiński?

    Zapłacili gotówką, oddali za obligacje

    Do sprzedaży Optimusa doszło w kwietniu 2000 r., tuż przed szczytem hossy internetowej. BRE Bank i współpracujący z nim Zbigniew Jakubas odkupili od Kluski wiodący pakiet akcji Optimusa, firmy produkującej komputery i będącej właścicielem portalu internetowego Onet. Interes dla banku wydawał się doskonały: za akcje, których giełdowy kurs wynosił ponad 250 zł, nabywcy zapłacili po 142 zł. W sumie BRE Bank wydał prawie 170,2 mln zł, a Jakubas ponad 91 mln zł. Tymczasem w ciągu kilkunastu dni cena akcji Optimusa spadła do poziomu tej z umowy z bankiem i spadała dalej. Koniec hossy internetowej i tendencje recesyjne w gospodarce spowodowały, że BRE Bank na kupnie Optimusa nie zarobił, jak się spodziewał. Okazało się nawet, że mogą być kłopoty ze sprzedażą spółki.

    Jednak Wojciech Kostrzewa, wówczas prezes BRE Banku, zapytany przez „Rzeczpospolitą”, twierdził, że bank zrobił dobry interes: – Jeżeli zarobiłem w ciągu roku 50 procent, to niewątpliwie był to dobry interes – powiedział.

    Prezesem Optimusa z rekomendacji BRE Banku został Jacek Krawczyk, były wiceminister przemysłu w rządzie Jana K. Bieleckiego oraz były zastępca Wojciecha Kostrzewy w zarządzie Polskiego Banku Rozwoju SA. – Dokonał on operacji nietypowej na polskim rynku – podzielił Optimusa na dwie spółki giełdowe (zwykle się łączy, by wzmocnić wartość spółek), na spółkę komputerową i na Onet.pl., który był największym aktywem Optimusa. Taka była umowa, jaką BRE podpisał z koncernem ITI, który odkupił od banku akcje Optimusa, przy czym zainteresowany był tylko przejęciem Onet.pl – mówi „GP” ekspert giełdowy.

    ITI miał zapłacić BRE 220 zł za każdą akcję Optimusa. Ale bank dostał w gotówce zaledwie 50 mln zł, resztę w obligacjach zamiennych na akcje medialnej spółki. Ich zamiana na papiery ITI miała nastąpić po cenie emisyjnej, jaką uzyskają akcje koncernu w ofercie publicznej. Jednak długo przygotowywana (przez JP Morgan pod kierownictwem Pawła Gricuka, dziś członka Rady Nadzorczej TVN SA) oferta akcji ITI zakończyła się fiaskiem. Wbrew prawu została odwołana już po rozpoczęciu zapisów na te akcje. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd pod wodzą Jacka Sochy nie wyciągnęła w stosunku do ITI żadnych konsekwencji. W tej sytuacji BRE Bank zawarł ze spółką umowę, w której strony zrezygnowały z zamiany wszystkich posiadanych przez bank obligacji ITI, o wartości ok. 340 mln zł, na akcje tego koncernu. BRE był głównym kredytodawcą dla ITI w czasie, gdy koncern medialny nie był jeszcze tak mocny finansowo jak obecnie.

    – Prezes BRE Banku, Wojciech Kostrzewa, z jednej strony był szefem banku, który był głównym kredytodawcą ITI, z drugiej, zasiadał w radzie dyrektorów ITI. Teraz jest prezesem ITI – mówi „GP” były pracownik BRE Banku.

    Prokuratura w Luksemburgu (ITI jest notowana na giełdzie luksemburskiej) prowadzi śledztwo z zawiadomienia Stanisława Balceraca, byłego udziałowca ITI, który, jak twierdzi, musiał pod presją ludzi związanych z ITI pozbyć się swoich akcji. W zawiadomieniu do prokuratury luksemburskiej z 14 lipca 2006 r. oprócz podejrzeń o fałszerstwo, nadużycia i oszustwa finansowe koncernu medialnego jest też wątek transakcji pomiędzy BRE Bankiem, Wojciechem Kostrzewą i ITI. – Prokuratora z Luksemburga bardzo interesuje wpływ Kostrzewy jako prezesa na decyzje banku, dotyczące inwestycji i przyznawania kredytów ITI lub TVN, oraz okoliczności jego odejścia z BRE Banku – mówi „GP” Stanisław Balcerac.

    Zmuszony do wycofania się z biznesu

    Po sprzedaży Optimusa Kluska powiedział: „Dziś mogę powiedzieć, że dlatego [z powodu nękania przez różne instytucje państwowe] na początku 2000 r. postanowiłem sprzedać udziały w Optimusie, który przez wiele lat prowadziłem, i wycofać się z biznesu. Pewnego dnia dostaliśmy protokół pokontrolny z Urzędu Kontroli Skarbowej. Naliczono nam znaczną kwotę podatku VAT. Chodziło o naszą umowę na eksport komputerów do krajów za wschodnią granicą. Ten podatek niszczył firmę i podrywał zaufanie akcjonariuszy. Naliczono go nam na podstawie protokołu z zeznań jakiegoś świadka. To praktycznie zlikwidowałoby Optimusa jako firmę giełdową w ciągu jednego dnia. Co z tego, że wygralibyśmy w NSA po paru latach, jeśli wcześniej firma by zbankrutowała?”.

    Klusce dawano do zrozumienia, że powinien płacić łapówki. Ale nie reagował na te propozycje.

    Zawiadomienie do UKS na Kluskę złożył, jak podawał „Parkiet”, jeden z banków. Ni stąd, ni zowąd okazało się, że Kluska ma problem z podatkami; chodziło o reeksport komputerów do Czech. Ale i po sprzedaży Optimusa problemy Kluski z fiskusem oraz innymi instytucjami państwowymi nie tylko nie skończyły się, ale jeszcze wzmogły. Tak jakby ktoś się na nim mścił.

    W lipcu 2002 r. został zatrzymany przez policję. Otoczono dom biznesmena, zakuto go w kajdanki, przeprowadzono rewizję, potem eskortowano w konwoju do aresztu w Krakowie. Już następnego dnia okazało się, że wojsko potrzebuje samochodów Kluski. Dziwny zbieg okoliczności. Wojskowa Komenda Uzupełnień w Nowym Sączu zażądała od byłego właściciela Optimusa oddania do dyspozycji sił zbrojnych dwóch samochodów terenowych Toyota Land Cruiser, należących do jego firmy. Powołała się na konieczność „świadczeń rzeczowych” dla wojska. Pismo w tej sprawie podpisał kierownik Referatu Zarządzania Kryzysowego Ochrony Ludności i Spraw Obronnych.

    Roman Kluska powiedział wówczas: „czuję się, jakbym miał do czynienia z zorganizowaną strukturą, która może dopaść i zniszczyć każdego. Policja, wojsko, Ministerstwo Finansów użyły wobec mnie niewspółmiernie dużych środków. Przecież mam opinie prawników, ekspertyzy renomowanych firm doradczych. Wszyscy zgodnie twierdzą, że prowadziłem interesy zgodnie z prawem”.

    Kto ma taką siłę sprawczą, by wpływać na instytucje państwa? Urząd Skarbowy w Nowym Sączu twierdził, że jako prezes Optimusa Kluska oszukał skarb państwa i nie zapłacił 30 mln należnego podatku VAT za lata 1998–2000. Jednak pod koniec stycznia 2003 r. umorzył ten podatek nienależącemu już do niego Optimusowi. Optimus nie musiał płacić, jednak zarzuty o oszukiwanie urzędu skarbowego wobec Kluski pozostały. Został potem z nich oczyszczony, ale do wielkiego biznesu już nie wrócił.


    Ludzie ITI zawsze mają "szczęście". Obecny prezes ITI, Wojciech Kostrzewa, znany na rynku kapitałowym z łamania zasad etyki i prawa w biznesie, podobnie jak J.Wejchert też miał "szczęście". W 1990 r. Balcerowicz po powrocie Kostzrewy z RFN mianował go (27 latka z niemieckim paszposzportem) prezesem państwowego Polskiego Banku Rozwoju S.A. mimo, że ten wcześniej nawet nigdy nie pracował w żadnym banku! "Przypadkowo" w tym samym czasie z Niemiec do Polski wrócił Jan Kulczyk, którego biznesy (często wspólne z nim) były finansowane przez PBR S.A. W PBR S.A. dyr. Biura Zarządu banku "przypadkowo" był Andrzej Barcikowski, późniejszy szef ABW. Zapewne "przypadkowo", gdy W.Kostrzewa w 1998 r. został prezesem BRE Banku, ten bank był głównym kredytodawcą ryzykownych biznesów ITI, będąc jednocześnie członkiem jej Rady Dyrektorów. Takich "przypadków" jest więcej. Np. do kwietnia br. nazwiska tożsame z nazwiskami wszystkich prezesów BRE (Krzysztof Szwarc, W.Kostrzewa, Sławomir Lachowski) figurują na Liście zasobów archiwalnych IPN. "Przypadkiem' zapwene jest także to, że akcje Optimusa od R.Kluski przed jego aresztowaniem po zaniżonej cenie kupił właśnie BRE Bank pod wodzą W.Kostrzewy... Pisała o tym Gazeta Polska w artykule pt.: "Jak Roman Kluska budował ITI". Dlatego zapewne "przypadkiem" jest to, że były rzecznik prasowy Balcerowicza jako prezesa NBP, Karol Smoląg, jest obecnie rzecznikiem prasowym TVN... Przypadkiem pewnie jest także, że prezes ITI, Kostrzewa był przesłuchiwany przez dwie sejmowe komisje śledcze (ds. PKN Orlen i bankowości)..."Przypadkiem" było zapewne także, że PBR pod wodzą Kostrzewy powołał wspólnie z Dochnalem spółkę Chemico, która miała przejąć CIECH i handel ropą. Gdy się nie udało, wprowadzono warunki, które doprowadziły do powstania imperium J&S. "Przypadków' jest dużo, dużo więcej...
  • cd + okolice
    PZPN I ITI ZAKAZUJĄ ANTYKOMUNIZMU – układ działa
    Piotr Lisiewicz "Gazeta Polska", 20-08-2009 08:05

    PZPN oraz koncern ITI, właściciel telewizji TVN, zakazały wywieszania na meczach piłkarskich flagi kibicowskiej grupy Old Fashion Man Club, organizującej obchody Powstania Warszawskiego. Powód to przekreślony sierp i młot oraz hasło „Lepiej być martwym niż czerwonym”, spopularyzowane przez noblistę Bertranda Russella.
    Old Fashion Man Club (OFMC) to grupa kibiców Legii Warszawa mocno odróżniająca się od stereotypowego wizerunku „kibola” obecnego w mediach. Podczas ostatnich obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego przygotowali oni 250 wieńców od kibiców, które złożyli w miejscach upamiętniających Powstanie. Pieniądze na ten cel zdobyli ze sprzedaży koszulek „Warszawa ’44 – pamiętaMY” sprzedawanych za symboliczne 44 złote. Na co dzień pomagają chorym powstańcom i opiekują się grobami zmarłych.

    Powstańcy: to oni za nas robią wszystko

    Jan Romańczyk, ps. „Łukasz Łata”, walczył w czasie Powstania w batalionie „Miotła”. O kibicach z OFMC mówi: – My mamy już dzisiaj więcej niż 80 lat. Coraz trudniej nam realizować nasze zobowiązania, kiedy ktoś z powstańców umrze, albo kiedy trzeba pomagać chorym. To kibice się tym zajmują. Dbają o porządkowanie grobów, o sztandary na uroczystościach. Podkreśla, że kibice opiekują się powstańcami całkiem bezinteresownie: – Kiedy im dziękujemy za to, co robią, mówią tylko, że to dla nich zaszczyt. Mówi się, że nam pomagają, ale tak naprawdę to oni wszystko robią za nas, bo my możemy im już tylko dawać rady. Ale działalność kibiców to nie tylko sprawy Powstania. Rafał Dzięciołowski z Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie także wysoko ocenia pomoc kibiców Legii. – Zbierali odzież, stroje sportowe i piłki, które trafiły do młodzieży polskiej we Lwowie – opowiada. – Wystarczy mieć z nimi kontakt, by zmienić stereotypową opinię o kibicach. Patrzyłem na nich z podziwem, robią bardzo wiele, by pozytywnie wpływać na to środowisko. Także poprzez spotkania z ludźmi z Armii Krajowej czy historykami. Bardzo dziwię się władzom Legii, które w ten sposób traktują osoby robiące tyle dobrego.

    Za Millera wisiał, za Tuska zakazany

    Kibice z OFMC upamiętniają także ofiary komunizmu. Od 2003 r. na meczach Legii wisiała ich flaga z przekreślonym sierpem i młotem oraz napisem „Better dead than red”, czyli „Lepiej być martwym niż czerwonym”. – Hasło „Better dead than red” spopularyzował noblista, pacyfista Bertrand Russell – mówi „Pawełek” z OMFC (jego członkowie nie reklamują swoich nazwisk, odcinają się od komercyjnej reklamy). Przez wszystkie te lata piłkarskie władze nie zgłaszały do transparentu żadnych zastrzeżeń. – Nasza flaga wisiała spokojnie na płocie za rządów Leszka Millera. Komu przeszkadza za rządów liberała Donalda Tuska? – pyta „Pawełek”.

    Jako pierwszy kłopoty z wnoszeniem flagi i szalików OFMC zaczął robić koncern ITI, właściciel Legii Warszawa. Jarek, kibic z OFMC, relacjonuje, jak potraktowano go na pucharowym meczu Legii z gruzińską Olimpią Rustawi: – Miałem na szyi nasz szalik z przekreślonym sierpem i młotem. Ochroniarz klepnął mnie i powiedział, że to symbol zakazany i z takim szalikiem na mecz nie wejdę. Zapytałem też o podstawę prawną zakazu. Od ochroniarza usłyszałem, że przekreślony sierp i młot należy do symboli zakazanych przez... UEFA.

    Po kłopotach z ochroną kibice usiłowali rozmawiać z przedstawicielami klubu. – Argumentowaliśmy, że propagowania komunizmu zakazuje w Polsce konstytucja. A nasza flaga nie jest polityczna, lecz patriotyczna. Paweł Kosmala z rady nadzorczej Legii spytał, czy nie jest ona skierowana przeciwko SLD. Odpowiedzieliśmy, że przecież na fladze jest przekreślony sierp i młot, a nie logo tej partii. Sierp i młot jako uznany w świecie za międzynarodowy symbol komunizmu, a dodatkowo okupanta Polski, który wszedł tu w 1939 r., zabrał osiem wschodnich województw, wyszedł w 1993 r., a jego agentura jest tu do tej pory aktywna, czego kwestia dywersyfikacji gazu jest sztandarowym przykładem – wspomina „Pawełek”.

    Kibice Legii powoływali się na fakt, że PZPN zgodził się, by na meczach Lechii Gdańsk wisiała flaga z napisem „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” (nieoficjalnie wiadomo, że PZPN bał się zakazać jej wieszania ze względu na to, że wśród fundatorów flagi są obecni politycy PO). Flagi bronił prezes Lechii Maciej Turnowiecki. Jak relacjonują kibice, doszło wówczas do następującego dialogu:
    – A kibice Lechii to u nas na meczu udawali, no te... no te... no, małpy!
    – Sugerują panowie, że prezes Turnowiecki również udawał małpę?
    – Nie! Ale to jest flaga polityczna!

    Bezpieczniak PZPN: ja to nagrywam!

    W tej sytuacji kibice zwrócili się do PZPN z pytaniem, czy flaga jest legalna. Rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski zapytany przez nas o zakaz jej wieszania odesłał nas do szefa Wydziału Bezpieczeństwa PZPN Andrzeja Bińkowskiego. Ten najpierw stwierdził, że zakazu nie ma, bo Legia nie zgłosiła jeszcze flag, jakie mają być wywieszane na jej stadionie, które zatwierdzić ma PZPN. Ale dodał, że prawdopodobnie będzie.

    Tymczasem „Pawełek” cytuje treść zakazu przysłanego przez PZPN: Flaga „OLD FASHION MAN CLUB” z uwagi na to, iż zawiera hasła polityczne, nie może być eksponowana na meczach piłki nożnej.

    Bińkowski powiedział nam też, że według jego opinii flaga, na której są sierp i młot albo swastyka, nieważne czy przekreślona, czy nieprzekreślona, nie może być wywieszana na meczach. Szefa wydziału bezpieczeństwa najbardziej zdenerwowało pytanie, czy zakaz wywieszania flagi ma związek z komunistyczną przeszłością wielu działaczy PZPN. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że pytanie jest nie na poziomie, nieuczciwe i stronnicze, a Bieńkowski nagrywa naszą rozmowę.

    Zakaz propagowania haseł antykomunistycznych przez PZPN nie dotyczy innych zbrodniczych ustrojów. PZPN od wielu lat współpracuje z antyfaszystowskim stowarzyszeniem „Nigdy Więcej”, przy okazji walki z rasizmem głoszącym także radykalne poglądy ideologiczne. Na swojej stronie internetowej PZPN chwali się : „Stowarzyszenie NIGDY WIĘCEJ i Polski Związek Piłki Nożnej wzorem Anglii wydały plakat z całą drużyną ubraną w koszulki z antyrasistowskim hasłem”. Skąd ta różnica?
    O tym, że we władzach PZPN roi się nie tylko od byłych komunistów, ale i funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, media informowały wielokrotnie. „Polska The Times” opisała życiorys delegatów, których głosy decydowały o wyborze na prezesa PZPN Grzegorza Laty, byłego senatora SLD. Łódzkie reprezentował Edward Potok, dawny oficer służb wojskowych. Lubelskie – Marian Rapa, major SB, który zeznawał w procesie lustracyjnym Zyty Gilowskiej. Ryszard Niemiec z małopolskiego to były korespondent „Trybuny Ludu”. Kolejny zasłużony działacz PZPR to Eugeniusz Nowak z kujawsko-pomorskiego. Byli oficerowie LWP to Zbigniew Lewicki z warmińsko-mazurskiego, Zbigniew Łazarczyk z mazowieckiego i Mirosław Wrzesiński z lubuskiego.

    Na szefa Polskiego Kolegium Sędziów, mającego dbać o ich etyczną podstawę, działacze wybrali Janusza Hańderka, który w latach 80. pisał teksty na zamówienie SB. Pisząc o manifestacjach Solidarności, używał określeń takich jak „uliczne burdy”, „wandalizm”, „chuliganeria”, „politykierstwo”. Pisał, że zatrzymywani studenci „pochodzą ze zdeklasowanych rodzin arystokratycznych”. Z kolei na transmisjach telewizyjnych z meczów naszych piłkarzy zarabia firma Spotfive Andrzeja Placzyńskiego, byłego porucznika SB, który nadzorował m.in. ojca Konrada Hejmę.

    Ludzie wpływowi w komunistycznym systemie rządzą też koncernem ITI, powstałym – według wydawanego wówczas biuletynu firm polonijnych – w 1984 r. w Panamie. Mariusz Walter to były członek PZPR. W 1983 r. rzecznik rządu Jerzy Urban w liście do Czesława Kiszczaka proponował utworzenie w MSW pionu służby propagandowej, którego celem miałoby być „programowanie i realizacja czarnej propagandy” oraz „prowadzenie przemyślanej, zręcznej i stałej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie. Wśród trzech kandydatów do szefowania w pionie wymienił na pierwszym miejscu Waltera.

    Wspólnik Waltera to Jan Wejchert, który w 1976 r. założył jedną z trzech pierwszych firm polonijnych w PRL – Konsuprod. W stanie wojennym zajmowała się ona sprowadzaniem do Polski paczek z zagranicy, co nadzorowane było przez bezpiekę.
    Piotr Lisiewicz
  • cd + okolice
    ITI PANY, POLONIA DZIADY
    08-10-2008 09:36
    Walter i s-ka, będziecie chodzić kanałami ! Nawet Waletz zwany Gronkowcem się zmieści, chociaz to szafa trzydrzwiowa !


    Prezydent Warszawy woli dawać mliony ITI i Legii, niż należącej do miasta, zasłużonej warszawskiej Polonii. Polonia Warszawa to klub niezwykle zasłużony. Polonia zdobyła pierwsze po wojnie mistrzostwo Polski, wywalczone na gruzach stolicy. W czasach PRL klub był spychany na margines, na rzecz wojskowej Legii. Jak pisze „Gazeta Polska”, teraz jest podobnie.
    Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) lekką ręką podarowała 460 milionów złotych na budowę stadionu Klubu Piłkarskiego Legia, którego właścicielem jest ITI. Na modernizację należącego do miasta zaniedbanego terenu klubu Polonia i stadionu Czarnych Koszul nie znalazła w budżecie pieniędzy
    W 2011 r. Polonia obchodzi 100-lecie istnienia. Klub z ogromnymi tradycjami przywita rocznicę w siermiężnych, jak na dzisiejsze czasy, obiektach. Według nieoficjalnych informacji z miejskiego ratusza, nie ma praktycznie szans, by w budżecie na 2010 r. miasto znalazło fundusze na modernizację Polonii, mimo że po burzy związanej z decyzją o ogromnym dofinansowaniu ITI włodarze stolicy publicznie zapowiadali, iż pieniędzy starczy na wszystkie sportowe inwestycje. A idea rozbudowy obiektów sportowo-rekreacyjnych klubu, której patronują sympatycy Czarnych Koszul, jak nazywa się fanów Polonii, polega właśnie na tym, żeby zdążyć z rozbudową do 2011 r. Tym bardziej że teren jest mocno zaniedbany, stojące na nim baraki sprawiają wrażenie przedmieścia, a nie reprezentacyjnego centrum stolicy, obok znajdują się nowoczesne centra handlowe, hotele, nieopodal zaś wizytówka turystyczna miasta – Starówka.
    – Sponsor Polonii, Józef Wojciechowski z JW Construction, niestety nie jest właścicielem telewizji, jak ITI, lecz deweloperem – tak kibice komentują preferowanie Legii przez prezydent Warszawy. Wśród kibiców oraz polityków mówi się, że tak ogromne dofinansowanie KP Legia to wypełnienie obietnic wyborczych przez PO wobec TVN, który sympatyzował z partią Donalda Tuska. I nadal sympatyzuje. – Tylko dlaczego warszawscy podatnicy mają finansować partyjne zobowiązania PO? – mówią.
    Więcej w artykule Leszka Misiaka w „Gazecie Polskiej”.
    Dodam tylko że współpracownikami Janusza Wojciechowskiego, była Blida a obecnie bardzo bliskim drugiem i doradcą jest Józef "Olin" Oleksy.
    Ogólnie - ten stadion to spłata długu wyborczego przez Bufetową i Platforme wobec ITI/TVN/onet i zagwarantowanie sobie parasola ochronnego na przysłość. Kto inny jak nie WSI24 ukryje tyle wpadek rządu PO-PSL i radnych z PO.
    By żyło się lepiej. Towarzyszowi Walterowi i Platformie.

    "Przypadki" mógłbym mnożyć bardzo długo, lecz nie o to chodzi! Np. to, że członkiem Rady Nadzorczej BRE Banku pod wodzą W.Kostrzewy był gen. G.Czempiński, Jan Kulczyk i SBecki Sławomir Wiatr (kumpel Kunożagla), że b.prezes BRE, Sł.Lachowski w lipcu br. został zmuszony do przyznania się do współpracy z SB, że członkiem RN TVN jest niejaki Paweł Gricuk, który w czasie studiów na Uniwersytecie Łódzkim zapisał się do PZPRu i zaprzyjaźnił z M.Belką, a dziś jest prezesem Petrolinvest S.A. R.Krauzego,która w popisowy sposób "wydoiła" OFE, etc,etc... Dziś Rzeczpospolita informuje o śmierci Zachmatowa, rosyjskiego agenta maczające palce m.in. w narzuceniu embarga na eksport polskiego mięsa do Rosji. Tak się "przypadkowo "składa, że w 2001 r. BRE pod wodzą Kostrzewy razem z Kluczykiem łamiąc prawo przejeli kontrolę na giełdowym Pozmeat S.A. (Olewnika przejąc się nie udało, a Pozmeat tak!), doprowadzając go do upadku (dyr. fin. był b.wiceminister Skarbu, zastępca Wiesława Kaczmarka, Ireneusz Sitarski). Plan polegał na wyprowadzeniu gruntów Pozmeatu w centrum Poznania a nastepnie oddaniu spółki niejakiemu Romualdowi Robaczewskiemu ze spółki Alsero. R.Robaczewski miał znaczący wkład w narzucenie embarga na polski przemysł mięsny, a prasa otwarcie pisała, że Wassermann ostrzegał min. rolnictwa, Leppera przed kontaktami z nimi jako, że jest agentem FSB. Najsmutniejsze jest to, że wiedzę na te tematy i wiele innych miał nawet właściwy minister z rządu PiSu i NIC z tym nie zrobił... Komuś zależy, aby wiecznie tylko gonić króliczka...Polska to BAGNO, w którym ciągle rządzą ludzie mający "szczęście"!
    PS. Czy "szczęściu" ITI zawdzięcza także to, że kasę (462 mln PLN) na budowę stadionu dla Legii, która jest własnością tego koncernu wyłoży budżet państwa ???
  • cd + okolice
    FOZZ
    09/06/2009 - 09:12 http://www.wykop.pl/link/117913/nie-zabijajcie-pamieci/
    Proponuję lekturę w postaci książki Przystawy i Dakowskiego pt. "Via bank i FOZZ" gdzie są ukazane wszystkie mechanizmy którymi posłużyli się Rosati Balcerowicz & Company, oraz ich kolesie ze WSI aby 40 milionowy naród puścić w skarpetkach książka wydana na cześć Michała Falzmana oparta na jego notatkach i spostrzeżeniach.Pzdr
    Ojczyzna, to nie miejsce, w którym mieszkasz, ale miejsce, którego potrzebujesz i które potrzebuje ciebie /Stefan Pacek/
    http://sites.google.com/site/katynii/


    (słownie: trzy) dezyderaty w sprawie FOZZ
    09/06/2009 - 09:40
    1. Aby odnalezione notatki Michała Falzmana nie wyparowały ponownie, przykładowo po śmiałej nocnej interwencji ABW, z odpowiednim postanowieniem odpowiedniej Prokuratury Okręgowej w garści.
    Tak jak to było z materiałami red Sumlińskiego.
    2. Nikt nie powinien wiedzieć, GDZIE one są, a najlepiej by było, gdyby pojawiły się natychmiast na kilku zagranicznych serwerach jako kopie jpg, albo pdf.
    3. All & 1Maud. FOZZ nie był źródłem ani przyczyną tego co się później działo, nie był początkiem polskiego układu, ani polskiej mafii.
    FOZZ był jedynie przejętym przez tę mafię środkiem działania, był narzędziem.
    Był narzędziem w licznych rękach już wtedy istniejącej mafii, w łapach zorganizowanego układu władzy w PRL.
    Ta mafia już istniała wcześniej, może od września 1947 roku, a może już Feliks Dzierżyński był jej założycielem. Zdaniem Golicyna i Bukowskiego, tak właśnie było. Komunizm nie upadł.
    FOZZu używał do przejmowania środków i kontynuowania grabieży, do finansowania zawłaszczania gospodarki.
    Moja opinia o FOZZ, czyli o kretyńsko głupiej kradzieży
    09/06/2009 - 10:36
    Komuniści kradli głupio, prymitywnie i kretyńsko niekompetentnie.
    Jak wieprze, którym rzucono perły przed pazerne ryje. Oni tylko trochę tych pereł zeżarli razem ze słomą, później je wys...
    Kilkudziesięciu prymitywnych funkcjonariuszy dorwało się do żyły złota i kradli wprost, bezczelnie grabiąc na wydrę, przy okazji dając zarobić innym tysiące razy więcej.
    Pisał o tym Jerzy Przystawa. Hasło: oscylator.
    Na 1,5 roku zamrożenia kursu walut i pożyczkach FOZZU ładnych parę miliardów zarobiło paru kolegów królika i niestety kilkaset miliardów zupełnie obcy gracze finansowi z zagranicy.
    Co najmniej 200 miliardów dolarów wywiał oscylatorowy wentylator. Tylko z powodu spekulacji polską walutą. Stały kurs wymiany i trzycyfrowa inflacja. Afera FOZZ przy tym - to po prostu pryszczyk niewielki.
    Kto w świecie myśli i umie liczyć wie co to znaczy.
    Za 1000$ kupuję złotówki, trzymam w polskim banku, po trzech miesiącach takiej inflacji wyjmuję je z banku, kupuję za te złotówki 3000$ i wyjeżdżam.
    Byli tacy którzy inwestowali w ten sposób tysiące, ale byli i tacy którzy inwestowali miliony i więcej.
    Ci drobni, kieszonkowi inwestorzy, często byli to np włoscy robotnicy, którzy siedzieli w Zakopanym i grzali wódę miesiącami, inkasując polską inflację.
    Ale byli tacy hurtownicy jak George Soros.
    Jemu opłacało się wpłacać 5 - 10 milionów $ rocznie na Fundację Batorego i parę innych, np żony Balcerowicza, aby tylko politycznie podtrzymać reformę monetarną, zwaną reformą Balcerowicza.
    I co?
    To jest działanie podobne do spalenia całej WSI, aby bezpiecznie ukraść wójtowi rower. Głupota, kretyńska pazerność i drewniane kołki zamiast mózgów. To jest miara jakości tych ruskich elit w Polsce.
    FOZZ był znakomitym narzędziem operacji finansowych, wymyślonym nie tylko w Polsce, na którym było do zarobienia mnóstwo kasy. Lekko licząc, co najmniej 100 miliardów dolarów. Tamtejszych, z tamtych lat, zielonych dolarów.
    Gdyby nawet ukradli tylko połowę, to Polska pozbyła by się całego swojego zadłużenia, a oni zarobili by legalnie 1000 razy więcej niż ukradli.
    Gówno durnemu chłopu, nie zegarek.

    Przypis do "Via bank i FOZZ".
    09/06/2009 - 11:24
    Kopiuję z Twojej notki:
    Przystawy i Dakowskiego pt. "Via bank i FOZZ" gdzie są ukazane wszystkie mechanizmy, którymi posłużyli się Rosati Balcerowicz & Company, oraz ich kolesie ze WSI.
    To co zrobili Rosati, Balcerowicz było tym prymitywnym ruchem, o którym piszę wyżej.
    Oni prymitywnie kradnąc wpuścili innych grabieżców, którzy ukradli znacznie więcej, trwoniąc przy okazji...
    Aby ukraść wójtowi rower, nie cofnęli się przed spaleniem WSI.
    Ten mechanizm zarobkowy,
    gotów do uruchomienia w maszynce FOZZ,
    o którym napisałem wyżej,
    nigdy nie był wykorzystany.
    Prymityw komunistycznych funkcjonariuszy, różnych Kiszczaków, Rosatich i Balcerowiczów był tak wielki, że gdy otrzymali bezcenny zegarowy mechanizm wart miliony, to się połaszczyli na maleńkie diamentowe czy rubinowe kamyki tkwiące w zegarku i je po prostu złupili, rozbijając cały mechanizm.
    To była ta bezpośrednia kradzież wprost.
    Zwędzili pieniądze, przeznaczone do czego innego.
    Dać małpie lusterko, to sobie żyły podetnie.
    Wpuścić małpę do biura, atrament wypije.
    Wyobrażam sobie pogardę G. Sorosa do tych durni.
    Ten tylko sprawnie wykorzystał pogorzelisko.
    1,5 roku stałego kursu walutowego, to była już tylko nieselektywna eksploatacja tego pogorzeliska.
    To była resztka FOZZ, w wydaniu prymitywnych chłopów ze WSI.
    Co G. Soros może naprawdę myśleć o wielkim Balcerowiczu?
    DEBIL?
    Nawet DEBIL, jest w tym przypadku eufemizmem.
    Pośmiewisko światowych finansów.


    Pani Anna, furosemid i Michał Falzmann

    1Maud, wt., 09/06/2009 - 06:48
    W gorączce około-wyborczej,umknęła niepostrzeżenie notatka o odnalezieniu,przez dziennikarzy TVP info, kalendarzy z prywatnymi zapiskami, nieżyjącego od lat inspektora NIK, Falzmanna.
    W świetle tych informacji,w zapiskach można znaleźć ślady tajnych przelewów numery kont, nazwiska oraz nazwy firm, związane ze zniknięciem kwoty około 50mln dolarów, notatki z kontroli FOZZ i spotkań z ludźmi, związanymi z aferą.
    Kilka słów przypomnienia o samym FOZZ:
    FOZZ został powołany przez ówczesnego ministra finansów Andrzeja Wróblewskiego, ustawą z 15 lutego 1989 r. jako jeden z państwowych funduszy celowych. Miał gromadzić środki na spłatę długu zagranicznego i gospodarować nimi. Na dyrektora Funduszu powołano,głosami członków Rady Nadzorczej w osobach: Jan Boniuk, Janusz Sawicki, Grzegorz Wójtowicz i Dariusz Rosati, Grzegorza Żemyka, którego zastępcą została Janina Chim.
    Uwaga społeczeństwa skupiona była na obradach Okrągłego Stołu, a w cieniach gabinetów powstała sprawna fundacja, która miała być źródłem finansowania skutków, do jakich Okrągły Stół miał doprowadzić.
    Dochodami FOZZ były przede wszystkim dotacje z budżetu, wpływy z Banku Handlowego, z kredytów zagranicznych, a także wpływy z emisji obligacji i różnic kursowych. Dotacja stanowiła 3,34 proc. w 1989 r. i 3,6 proc. w 1990 r. całości wydatków Skarbu Państwa!
    „50 mln dolarów wyprowadzonych z FOZZ to pieniądze, które - jak to ujął Piotr Niemczyk, były zastępca szefa wywiadu UOP - "wracały kilka lat później, żeby finansować przedsięwzięcia różnych ludzi". Te przedsięwzięcia polegały na oszukiwaniu państwowych firm. W ostatnich chwilach swego istnienia władze PRL dały służbom specjalnym i powiązanym z nimi biznesmenom przyzwolenie na łamanie prawa i uruchomiły gigantyczną machinę służącą wyprowadzaniu pieniędzy skarbu państwa. Dzięki funduszom FOZZ powstały dziesiątki firm wyspecjalizowanych w grabieży pieniędzy podatników. Winni nie zostali dotychczas rozliczeni. Ludzie i pieniądze FOZZ wracają przy okazji kolejnych afer. „Kierownictwo Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego otrzymało od rządu Mieczysława F. Rakowskiego ogromne pełnomocnictwa, pozwalające zacierać ślady przepływów pieniędzy, żeby sprawa nie wyszła na jaw.
    Kulisy tej afery nigdy nie zostały wyjaśnione. A zarzuty wobec ludzi, których można było ukarać, wskutek trudności dotarcia do dokumentów (w tym zaginiecie służbowych notatek zmarłego Michała Falzmanna) oraz przeciągającemu się procesowi przedawniły się. Zarówno Falzmann, jak i jego rodzina byli poddawani licznym szykanom,jednakże nie przeszkodziło mu to w doprowadzeniu do rozpoczęcia procesu w sprawie.
    Michał Falzmann, zmarł nagle (podobno na serce)15 lipca 1991 r, w trakcie kontroli FOZZ. Miał zaledwie 38lat.
    Czy odnalezione notatki pozwolą ukarać winnych największej afery finansowej w Polsce? Wątpię. Minęło przecież 30 lat. Ale może poznamy wreszcie jej kulisy oraz nazwiska tych, którzy w tej aferze udział brali. Tak jak poznaliśmy kulisy Operacji Żelazo z lat 70-tych. Jawi się też pytanie, skąd i dlaczego nagle, po 30 latach ,pojawiają się tak sensacyjne materiały.
    ******************************************************************
    2 Czerwca 2009 r. ukazała się inna notatka tvp.info. z której dowiedzieliśmy się, że prokuratura IPN postawiła zarzuty dwóm funkcjonariuszom SB,biorącym udział w kombinacji operacyjnej zmierzającej do otrucia Ani Walentynowicz: Wiesławowi S. i Tadeuszowi G.
    „Zdaniem IPN, usiłując narazić Annę Walentynowicz na niebezpieczeństwo utraty życia, złamali oni obowiązujące w PRL prawo, dopuszczając się tym samym zbrodni komunistycznej. Postawiono im dwa zarzuty: przekroczenia uprawnień i działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności.
    – Podczas śledztwa podejrzani nie przyznali się do zarzucanych i przestępstw – mówi w rozmowie z serwisem internetowym tvp.info rzecznik IPN Andrzej Arseniuk. – Prokurator zastosował wobec podejrzanych środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego oraz zakazu opuszczania kraju – dodaje.”
    Plan operacji zakładał, że w trakcie pobytu pani Anny w Radomiu,( w mieszkaniu jednej z opozycjonistek, która była współpracownikiem SB,zarejestrowanym pod pseudonimem „Karol”)tenże współpracownik poda pani Annie napój z dużą dawką furosemidu. Ilość lekarstwa,które miało być podane Pani Annie doprowadziłaby do gwałtownego odwodnienia, a w konsekwencji mogła doprowadzić do ustania akcji serca. wskutek gwałtownej utraty z organizmu potasu. Według IPN SB chodziło, „co najmniej" o uniemożliwienie odbywania jej spotkań z załogami zakładów pracy. Spodziewanego celu SB nie osiągnęło, bo Anna Walentynowicz wcześniej niż zakładano wyjechała z Radomia. Jak mówi Pani Ania,atmosfera była bardzo napięta, więc zrezygnowała z noclegu i postanowiła nagle wrócić do Gdańska? Czy miała przeczucie?
    O swoich podejrzeniach,dotyczących tamtych lat, Anna Walentynowicz sama poinformowała IPBN w 2006. r. Wtedy dowiedziała się,że jest więcej – śladów -takich operacji, ponad 40.
    Czy 10 lat później, Michał Falzmann dostał ataku serca, po furosemidzie? Środek bardzo szybko jest wypłukany z organizmu, a skutki śmierci wskutek jego przedawkowania, znakomicie pasują do orzeczenia przyczyny śmierci,jako zawału.
    Do postawienia zarzutów o próbę otrucia pani Ani doszło po 38 latach. Dzięki mikrofilmom z IPN. Ile jeszcze wyjaśnień znajdzie się wśród zgromadzonych tam dokumentów? Ile i jakie dokumenty wypłyną na jaw, pozwalając nam na poznanie mrocznych czasów zbrodni i przestępstw totalitaryzmu. Także gospodarczych.
    P.S.
    List Otwarty
    do Władz Najwyższych Rzeczypospolitej
    na okoliczność
    XV Rocznicy Śmierci Michała Tadeusza Falzmanna
    Zwracamy się do władz państwowych o uhonorowanie pamięci Michała Falzmanna, człowieka, który wykonywał służbę publiczną z poświęceniem, z ofiarą życia włącznie.18 lipca, mija 15 lat od śmierci Michała Tadeusza Falzmanna, głównego specjalisty kontroli państwowej w Najwyższej Izbie Kontroli. Przez te wszystkie lata opinia publiczna, nieodmiennie, łączy tę śmierć z tzw. aferą FOZZ i spekulacyjnym rabunkiem finansów publicznych na ogromną skalę, albowiem Michał Falzmann, prowadząc w ostatnich miesiącach swego życia kontrolę FOZZ, wbrew wszelkim przeszkodom, szykanom i otwartym groźbom, doprowadził do jej ujawnienia i prokuratorskiego śledztwa.Pomimo śledztwa wszczętego jeszcze za życia Michała Falzmann i wieloletniego procesu karnego przeciwko operatorom FOZZ, sprawy, za które oddał życie, wciąż czekają na pełne wyjaśnienie, a winni spowodowania ogromnych strat w majątku narodowym - na osądzenie. Skutkiem nieporadności i opieszałości wymiaru sprawiedliwości popełnione przestępstwa uległy już prawie całkowitemu przedawnieniu. Nie przedawnia się tylko trwający od 13 lat proces, jaki przestępcy wytoczyli autorom książki "Via bank i FOZZ", gdzie przedstawione zostały fakty ujawnione przez Michała Falzmanna, a których wiarygodność i prawdziwość całkowicie potwierdził zakończony wubiegłym roku proces karny.Zdajemy sobie sprawę, że po tylu latach z każdym dniem trudniej zdobywać dokumenty procesowe i wymierzać winnym, co się im należy. Budzi jednak nasze zdumienie fakt, że władze Rzeczypospolitej nie uważają za stosowne uhonorować ludzi, którzy wykonywali służbę publiczną z nadzwyczajną sumiennością i poświęceniem, z ofiarą życia włącznie. Takim człowiekiem niewątpliwie był Michał Tadeusz Falzmann. Dlatego oczekujemy, że po 15 latach od Jego śmierci Jego służba i ofiara życia zostaną we właściwy sposób docenione i uhonorowane.
    Falzmann@prawica.net
    „Z pieniędzy FOZZ powstały dziesiątki firm wyspecjalizowanych w grabieży majątku skarbu państwa
    Rywalizacja wywiadów, tajne operacje finansowe w rajach podatkowych, związki biznesu, polityki i służb specjalnych, legalne interesy mieszające się z przestępczymi, nielegalne finansowanie polityki, a wreszcie osłanianie przez państwo przestępczych działań - to wszystko wiąże się z aferą Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. To ta afera zadecydowała o powstaniu mafii w Polsce, a dla służb specjalnych i urzędników państwowych stała się poligonem, na którym zdobywali doświadczenie, jak się urządzić w nowej, rynkowej rzeczywistości, jak wykorzystywać struktury państwa do prowadzenia przestępczych interesów. Afera FOZZ jest matką największych polskich afer; to w FOZZ ustalono mafijne antystandardy. „
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6696599,Pamietnik_niezyja...
    http://www.wroclaw.taniezakupy.com/?p=26578
    http://joannalichocka.salon24.pl/44898,wyciszacze-w-defensywie
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Fundusz_Obs%C5%82ugi_Zad%C5%82u%C5%BCenia_Z...
    http://www.bankier.pl/forum/temat_afera-fozz-sensacyjne-notatki-pomoga-w...
    http://hotnews.pl/artpolska-414.html
    http://www.wprost.pl/ar/?O=47473&C=57
    http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,52133
    Kto pamięta Michała Falzmanna (Moni)

    Maryla, pon., 19/07/2010 - 12:37
    W niedzielę, 18 lipca minęła 19 rocznica śmierci Michała Tadeusza Falzmanna. Salon i czwarta władza oczywiście nie zauważyły tego faktu, bynajmniej nie z powodu tego, że rocznica nie jest okrągła. Pamięć o Michale Falzmannie jest bowiem dla salonu mocno niewygodna. Znacznie lepsza byłaby zbiorowa amnezja. Lepsza ,bo pamięć o Falzmannie to pamięć o największej aferze początków III Rzeczypospolitej- o aferze FOZZ, o której salon wolałby zapomnieć, a przede wszystkim chciałby, żebyśmy my zapomnieli.
    Przypomnę najważniejsze fakty:
    16 lipca 1991 roku Michał Falzmann skierował do Dyrektora Oddziału Okręgowego NBP pismo żądające na podstawie przyznanych mu jako inspektorowi NIK uprawnień ujawnienia mu wszelkich danych o operacjach finansowych dotyczących funduszów zgromadzonych na rachunku FOZZ. O podejrzeniu zaistnienia gigantycznych nadużyć Falzmann próbował informować również polityków oraz opinię publiczną. Tego samego dnia inspektor Falzmann otrzymał informację o odsunięciu go od czynności związanych z pracą Zespołu Analiz Systemowych NIK przez prezesa NBP Waleriana Pańkę. Dwa dni później Michał Falzmann już nie żył. Oficjalną przyczyną śmierci był zawał serca. Osierocił pięcioro dzieci.
    Kilka miesiący później, tuż przed zapowiedzianym terminem ogłoszenia wyników pracy NIK w sprawie FOZZ, w wypadku samochodowym zginął prezes NIK Walerian Pańko. Kierowca, który przeżył wypadek zmarł kilka miesięcy później. Przypadkiem śmierć spotkała również policjantów, którzy pierwsi przybyli na miejsce wypadku. Nie muszę dodawać, że w domu Pańki nie znaleziono żadnych dokumentów dotyczących FOZZ.
    W zaszłym roku Jerzy Przystawa napisał o Falzmannie:
    „Przełożeni nie docenili odwagi, determinacji i sprawności Michała Falzmanna. Mając w ręku upoważnienie Prezydenta Państwa i Prezesa NIK, szedł jak burza przez ciche i wypełnione kulturą gabinety prezesów banków, dyrektorów departamentów, ministrów, a nawet premierów. Nie dawał się zastraszyć, ani wyprowadzić w pole. Za to na biurkach jego szefów nieustannie dzwoniły telefony. Jak wyznał w wywiadzie prasowym po jego śmierci Anatol Lawina: „liczba skarg na Michała Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie!”. Kiedy na tych biurkach rosła liczba notatek służbowych Falzmanna i wyłaniać się zaczął prawdziwy obraz – na wszelkie sposoby starali się go powstrzymać!
    On sam nie miał wątpliwości ani za co się wziął, ani co go czeka. W swoim notatniku zapisał: „Dalsza praca to ogromne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych”. Z tą świadomością zdecydował się walczyć do końca.”

    Nawet, jeżeli Michał Falzmann rzeczywiście zmarł na zawał serca to nie stało się to dlatego, że nie dbał o zdrowie. Został zaszczuty, zastraszony i udręczony. Moralnie odpowiedzialni za tę śmierć są ci, których święty spokój i brudne interesy ośmielił się naruszyć. Których chciał wskazać palcem jako złodziei ograbiających Państwo Polskie. I niestety chodzą oni sobie spokojnie po ulicach, żyją za ukradzione pieniądze i śmieją się w twarz tym, którzy jeszcze pamiętają. Śmieją się, bo aferze FOZZ zręcznie ukręcono łeb. Na szczęście jest jeszcze wyższa Sprawiedliwość. Prędzej czy później się przekonają.
    Czesław Miłosz przypominał, że poeta pamięta krzywdzicieli i złoczyńców. Na szczęście nie tylko poeta. Również historycy i mnóstwo uczciwych ludzi. Panie Michale, nie zapomnimy, odpoczywaj w spokoju, niech Bóg wynagrodzi Ci Twoją prawość, uczciwość i odwagę.
    Tekst pochodzi z www.wandea.info

    Milczenie o FOZZ i osłona morderców M. Falzmanna i W. Pańki
    czw, 2010-07-15 19:04 | Wojciech Błasiak
    Na przykład Irena Lipowicz
    Wraz z prof. J. Przystawą byliśmy zaproszeni w 2006 roku na sesję na Uniwersytecie Śląskim poświeconą 15-tej rocznicy śmierci prezesa NIK prof. Waleriana Pańki. Sesja ta skończyła się skandalem wywołanym próbą niedopuszczenia i jego i mnie do wygłoszenia referatów na temat afery FOZZ, która była w moim przekonaniu powodem zamordowania przez wojskowe służby specjalne lub tylko ludzi tych służb zarówno Michała Falzmanna, jak i Waleriana Pańki. Ukrytym reżyserem tego skandalu była niejaka prof. Irena Lipowicz, ongiś posłanka Unii Demokratycznej i Unii Wolności, a potem ambasador Polski w Austrii. Pojawiła się na sesji dość niespodziewanie jako członek kolegium NIK i de facto kierowała jej przebiegiem, wyprowadzając tuż przed atakiem na nas całą świtę z sali obrad i dając wymowny znak skinieniem głowy prowadzącemu obrady, jak się domyślam znajomemu doktorowi. Chodziło oczywiście o uniemożliwienie nam pokazania związku między śmiercią W. Pańki i M. Falzmanna a aferą FOZZ. Tym samym pani I. Lipowicz wystąpiła de facto w roli osłony morderców Pańki i Falzmanna. Obserwuję z uwagą jej niebywałą karierę w III RP, gdyż przed 1989 rokiem nic o niej jako działacz "S" na UŚ nie słyszałem, a była tam pracownikiem naukowym. Niczym szczególnym się również w Sejmach RP, jak pamiętam II Kadencję, nie wyróżniła, będąc karnym "żołnierzem" nieżyjacego już Bronisława Geremka. I teraz właśnie głosami PO została wybrana Rzecznikiem Praw Obywatelskich! I myślę tak sobie, że nie jest to przypadkowa kariera, tak jak nieprzypadkowy był jej udział i rola w sesji UŚ. Nie jest oczywiście również kariera wynikająca z jej zdolności, talentów i doknań politycznych czy prawnych. Myślę, że prawie wszystkie kariery polityczne w III RP mają takie same mechanizmy i sprężyny rozprowadzania "swoich". Nie ma w nich ani przypadków Nikodema Dyzmy, ani efektów własnych zdolności, pracy i dorobku. Są stale rozprowadzani przez ukryte mechanizmy i sprężyny. A i milczenie o FOZZ ma te same przyczyny - nadal panują ci, którzy są co najmniej beneficjentami tej afery, a owi rozprowadzani "swoi" gwarantują im dalsze lata panowania. A przerwać tę karuzelę 20 lat już rozprowadzającą Ireny Lipowicz może tylko nowa ordynacja wyborcza JOW, która rozwala te sprężyny i mechanizmy.
    Wojciech Błasiak
    Iza Falzmann wspomina: – Przed śmiercią, jeszcze w samochodzie, Michał powtórzył kilka razy, że Bank Handlowy jest bankrutem przynajmniej od 1969 roku. Żeby nie pozwolić tego zatuszować. To były jego ostatnie słowa. Po 17 latach jego słowa nie znaczą nic. Nie wyłamały żadnych drzwi. Niczego nie rozwiązały. Nie padły żadne oskarżenia. Nie wymierzono sprawiedliwości. Michał poświęcił się sprawie, która teraz niewielu obchodzi. Młodzi czasem pytają: „A co to jest afera FOZZ?”.

    ________________________________________
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1536&Itemid=53

    Wpisał: Mirosław Dakowski
    23.11.2009.
    FOZZ, Oszołom, GaPol

    MD

    Klub „Gazety Polskiej” w Warszawie zorganizował dn. 18 listopada (‘09 r.) pokaz filmu Jerzego Zalewskiego „Oszołom”. To „półkownik”, od wyprodukowania „na zlecenie TVP” w 1995 r. t®elewizja pokazała go RAZ. Jak powiedział reżyser, „jako strzał pożegnalny z okazji wyrzucenia pampersów”. Nie znam ani pampersów, ani okoliczności. Ale to jest charakterystyczne. Film jest impresją filmowca o „aferze FOZZ”. Tytułowy „oszołom” to Michał Falzmann, który oddał życie za ujawnienie (i spowolnienie) największego chyba rabunku dóbr Polski pod osłoną „prawa” i „władzy”.

    „Impresja” polega na tym, że reżyser uznał za niezbędne włączenie scen „latania” aktora z rozłożonymi rękami pod recytację „duszeszczipatielnych” strof Wyspiańskiego czy Słowackiego, zapomniałem. W latach 70-tych był taki właśnie plakat reklamujący LOT, gdzie bardzo sympatycznie „latał” miły chłopczyk.

    Pozatem jednak, w pozostałych częściach, szczególnie z perspektywy 14-tu lat „posuchy” i dezinformacji na temat FOZZ, film się broni. Po filmie red. T. Sakiewicz z Gazety Polskiej (dalej GP) zaprosił do dyskusji reżysera i panią Falzmannową.

    Reżyser opowiedział o kłopotach (no, otwartym tekstem: o niemożności emisji w TV). Wynikło z tego, że naprawdę ciągle rządzą w Polsce ci, których nagłaśnianie tej sprawy by zabolało. Czy w pożywaniu owoców by zaszkodziło.

    Obecnie, po (skróconej!) pracy Komisji d/s likwidacji WSI (czy jak się oficjalnie, formalnie zwała komisja A. Macierewicza) wiemy o wiele więcej, niż w roku 1992 o roli oficerów GRU, WSI itp „służb” w tej aferze. Stąd pomysł zrobienia filmu „Oszołom II”.

    „Służby” się sprywatyzowały, służą sobie - i nowym mocodawcom. Stąd dwaj najważniejsi podejrzani w sprawie FOZZ, DT Przywieczerski i Mazur, jawnie „robią za biznesmenów” w USA pod osłoną CIA i nie boją się bycia wydanymi „sprawiedliwości” w Polsce. Wiedzą zresztą, gdzie w tutejszej „sprawiedliwości” są uplasowani ich koledzy - oficerowie „Grupy Y”.

    Sporo z „patriotycznych” prominentów szeptało nam z ubolewaniem w korytarzach władzy czy sądów „pan przecież widzi, cóż ja mogę - przecież ONI...”. Teraz, po dwóch dziesięcioleciach takiej samo- usprawiedliwiającej szeptanki, mamy prawo zadać gorzkie pytanie: To, po co, gnoju, tak się trzymasz koryta, jeśli wiesz, że „dla Polski” nic zrobić nie możesz?

    Są umysły, które nie chcą czy nie potrafią dostrzec słonia, ale z uporem, ogniem i poświęceniem analizują rodzaj i zabrudzenia włosia na jego nogach.

    Wiem trochę więcej o sprawie FOZZ, ale na spotkaniu Klubu GP siedziałem jak orwellowski „non-person”.

    Dyskutanci zaś odważnie i bojowo zadawali pytania i formułowali postulaty, np.

    Ujawnić, jakie dokumenty pokazał Kornelowi Morawieckiemu tuż przed śmiercią Falzmann! Aplauz Sali. Gdyby zaś przeczytali (czy może – znów tam zajrzeli) do książki „Via bank i FOZZ”, to by zauważyli, że zaczyna się ona od „Doniesienia o przestępstwie”, jakie złożyliśmy z Jerzym Przystawą, wraz ze wszystkimi wtedy dostępnymi dokumentami na biurko ministra sprawiedliwości Wiesława Chrzanowskiego. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że W.Chrz. to TW, zdaje się „Spółdzielca”. A fakty, że „sprawiedliwość” (prokuratura i sądy) starannie doprowadziły do „przedawnień”, i do ucieczek (dwóch) Przywieczerskiego pod parasol CIA, wskazują, kto przez te dwa dziesięciolecia realnie rządzi Polską.
    Inna uwaga z sali: Zbadać rolę pana K., z którym rozmawiał (na filmie) aktor grający Falzmanna. Gdybym nie był tam „non-person”, to bym odpowiedział, że p. K. nic nie wiedział o śledztwie (poszukiwaniach) Michała Falzmanna. A fakt, że dziesięć lat później p.K. pracował dla jakiegoś King-Konga, który ciągle procesuje się z GaPol-em, nic nie wnosi do nie-rozwiązania sprawy rabusiów Polski poprzez FOZZ.
    A czemu wszystkie „prawicowe” tygodniki , jak pies jeża (a może jak bomby??) bały i boją się tekstu, który wreszcie umieściłem na swej stronie:
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1028&Itemid=55

    Podaję w nim ekonomiczne mechanizmy rabunku poprzez FOZZ oraz nazwiska osób, które tego mechanizmu broniły. Dla przykładu: Balcerowicz, Sawicki, Kawalec, Misiąg.

    Czy rzeczywiście w obecnej rzeczywistości krzyczenie z krawężnika, jak dzieciak w bajce: „Król jest goły i ma syfa” może być aż tak niesłyszalne?

    ----------

    Nieznany anonimowy pracownik GP, odesłał mi, chyba przed rokiem, z wdziękiem wrodzonym a może nabytym w jakiejś fornalskiej Kinderstube, bez słowa objaśnienia, nie śmiem już rzec – przeprosin - podpisaną uprzednio przez GP umowę o regularne pisywania w tym tygodniku. Czy decydentów GP uraziły me argumenty na temat energetyki jądrowej, opisy oficjalnych kłamstw n.t. efektu cieplarnianego, czy co innego, nie dowiedziałem się. Podobny los spotkał w tym czasie (koniec 2008 r.) inne osoby piszące, np. ks. Stanisława Małkowskiego. Ksiądz wybrał milczenie, a ja - budowę i rozbudowę strony Dakowski.pl . Ostatnio ilość artykułów otwieranych na tej stronie przekracza 80 tysięcy na miesiąc, co świadczy o skali zainteresowania. [Nie mylić z ilością przeczytanych od deski do deski, i to - ze zrozumieniem...].

    Ale w GP mam zapis na nazwisko, jak za komuny. Czasem (coraz rzadziej) sprawdzam. „Zapis” trwa. Trwa mać?


    Falzmann u braci Kaczyńskich

    W dniu 20 czerwca 1991 r. inspepktor Michał Falzmann spotkał się z braćmi Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi, wtedy ― ministrami w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy.

    "[...] ja w tym czasie do ministrów: >>Przerażenie budzi fakt, że onie nie rozumieją, iż ta wyrwa w kasie Państwa to tak jak stan wojenny i katastrofa
  • cd + okolice
    Falzmann u braci Kaczyńskich

    W dniu 20 czerwca 1991 r. inspepktor Michał Falzmann spotkał się z braćmi Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi, wtedy ― ministrami w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy.

    "[...] ja w tym czasie do ministrów: >>Przerażenie budzi fakt, że onie nie rozumieją, iż ta wyrwa w kasie Państwa to tak jak stan wojenny i katastrofa
  • Gratulacje i owacje Panie Stanislaw
    Po pierwsze gratuluję neutralnego podejścia do tematu. Po drugie gratuluję wyciągnięcia i nagłośnienia głównych punktów z "historii" BRE.
    A co do samego banku. Zawsze ich podziwiałem. Za co ? Za to ,że cena płacona za 1 akcję BRE przy uwgzlędnieniu dywidend, praw poboru oraz splitów wynosi...0,04 pln. Powtarzam,że akcja debiutowała na GPW w Warszawie w październiku 1992 roku. Fajnie, że w zestawieniach można znależć informację, że stopa zwrotu od debiutu wyni 8 129,06 procernt.
    Przepraszam ale przy stopie zwrotu wynoszącej 100 procent to moje zwoje mózgowe przestają pracować. Przy stopie zwrotu 8 129 (http://gielda.onet.pl/bre,18648,101,5,35,profile-statystyka) % poproszę o dodatkową ilość tlenu. Dlaczego ? Akcja notowana przez 19 lat a zatem średnirocznie daje to 427,8 % stopy zwrotu. No dobra. Czy Wy myślicie co o pozostałych sądzi Pan Kostrzewa ? Możecie/Możemy mu jedynie naskoczyć..

    Pozdrawiam z wyrazazami szacunku
    Dobranoc
  • @filand: Obok BRE Banku, BIG Bank
    Przypominam sobie jak jeden z aparatczykow PZPR ktorzy dostali akcje BIG Banku chwalil sie ze za sprzedane troche pozniej akcje BIG Banku domy dla syna i corki kupil. Tak, to byly czasy ....
  • BRE Bank i jego szara eminencja: Maciej Lesny
    Dziekuje bardzo za wszystkie komentarze. W dyskusji na temat BRE Banku z reguly omija sie bardzo dyskretna ale i dosyc intrygujaca postac Macieja Lesnego, przewodniczacego RN banku, i to od bardzo wielu lat.

    Kolejny absolwent UW i stypendysta Fulbrighta.

    Ta postac zasluguje chyba na blizsze spojrzenie, niestety malo jest o nim wiadomo, poza sylwetka na stronie internetowej BRE Bank:

    Maciej Leśny
    Przewodniczący Rady Nadzorczej
    (członek niezależny)

    Urodzony w 1946 r. W 1969 r. ukończył studia na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Warszawskiego. W ciągu swojej kariery zawodowej 6 lat przepracował w przemyśle stoczniowym Gdańska, 8 lat w sieci Zakładów Elektronicznej Techniki Obliczeniowej. Ponad 22 lata przepracował w centralnej administracji państwowej w tym 8 lat na stanowisku Podsekretarza Stanu: w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Socjalnej – ostatnio Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Ławka prosto z Mrożka

    W obliczu śledztwa CBA, prezydent matecznika Platformy, Paweł Adamowicz, przygotowuje już swoją emeryturę. Ale Adamowicz gra skromnego, zamiast willi na Ibizie kupił sobie właśnie ławkę w parku w Gdańsku-Oliwie (zdjęcie). czytaj więcej

  • GOSPODARKA I PRAWO

    Applebaum nam owocuje

    W 2014 roku dostaliśmy rozkaz wspierania za darmo ukraińskiej demokracji oligarchów z izraelskimi paszportami i w konsekwencji embargo na eksport polskich jabłek do Rosji. Niestety, huczna kampania "Jedz jabłka na złość Putinowi" kończy się płaczem. czytaj więcej

  • SPOŁECZEŃSTWO

    My antysemici

    Czujemy koniec wakacji. Organ prasowy amerykańskiej kawiorowej lewicy "New York Times" opublikował artykuł eksperta od propagandy Jasona Stanley'a (zdjęcie), w którym jest piętnowany ten nasz ohydny polski antysemityzm. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031